Autor: jon-pes
/ożywione słowo ulega konieczności?/
opróżniono dzbany
pragnienie z wolna odeszło
po uczcie sen wymieszał się z winem
kroki kaskady spotkały suchy chłód
oraz drzwi skrzypiące niewdzięcznym przeciągiem
poza tym kilka chwil wzniesień
w przestworzach na przemian pojawiały się nikły
dni i ciemności z wyliczanki czasu
raz dwa trzy z zaciekawieniem
jakże ja bym chciał ujrzeć niechcenie
w oczarowaniu przywitać przyszłość
jej skrzydła złożone do lotu pod sufitem
by obok klinu dzioba kamienie
by one znaczyły wspólnie co nastąpić...
zamiary schowane których nie odnajdę
na drodze widzenia blednący neon
przez chwilę brzmi rozkaz
gniew wrzaski gorące
rozpierzchłe stado bełkotów
przez chwilę bunt braci pijanej
na niebie biesiady przez chwilę
chwila
kropelka słońca stuka w denko z gliny