Poezja i proza - Portal Literacki  



Nowe recenzje


· GRZECHY JOANNY, Marat Joanna, Wydawnictwo Replika, recenzent: Hyla Bogumiła
· ZŁOCISTA DOLINA, Walczak J. Iwona, Wydawnictwo Replika, recenzent: Hyla Bogumiła
· MASTERTON. OPOWIADANIA. TWARZĄ W TWARZ Z PISARZEM, Masterton Graham. Cichowlas Robert, Pocztarek Piotr, Albatros, recenzent: Lipski Bartosz
· SATYNOWY MAGIK, Łysiak Waldemar, Wydawnictwo Nobilis, recenzent: Solecki Tadeusz
· NIEUGIĘTY, Millar Sam, Wydawnictwo Replika, recenzent: Stolarz Iwona
· APETYT NA JUTRO, Woźniak Agnieszka, Wydawnictwo Replika, recenzent: Błaszkowska Alina
· EWANGELIA WEDŁUG PIŁATA, Schmitt Éric-Emmanuel, Wydawnictwo Literackie, recenzent: Solecki Tadeusz

[ RECENZJE ]

Online

Aktualnie jest 45 gość(ci) i 3 użytkownik(ów) online.

Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikając tutaj

Epika: STARUCH /esej/ * * *
Wysłano dnia 08-11-2001 o godz. 11:52:52
Autor: Lukasz_Badula

Staruch jaki jest, każdy widzi; zmęczone oczy misia polarnego, zwiędłe policzki chomika - weterana i nieliczne włosy walczące za pomocą łysiny o równouprawnienie. Do tego przygarbiona postawa borsuka, żółwi chód, leniwa pantomima ruchów rąk - prawie wszystko, co ofiaruje nam gilotyna czasu w trakcie przygotowań do zaślubin z kostuchą. Taki właśnie jest Staruch, gdy przechodzi przez ulicę, spotyka się ze znajomymi czy odwiedza dawno wyschnięte uliczki przeszłości. Niejeden z nas zobaczy w tym zacnym wyglądzie jedynie nobliwe stygmaty dostojeństwa i parametry życiowego doświadczenia, a przecież paroksyzm rozkładu i rozpadu dotyczy również Starucha, dotyka go w jego całym istnieniu, funkcjonowaniu w tłumie, decyduje o statusie empirii narzucanej mu przez spotkania z innymi staruchami (przeważnie młodymi lub młodziutkimi), w końcu rzutuje na projektowaną przyszłość indywidualnych działań. Dlatego jego statyczne trwanie w potoczności dnia codziennego czasem denerwuje; jest zbyt skomplikowane w konfrontacji z dzisiejszymi warunkami dorastania do krótkich spodenek.
Wszyscy wydają się zafascynowani witalizmem Starucha. Bo Staruch tworzy, przede wszystkim słowem pisanym, drukowanym i sprzedawanym wprost do zatemperowanych głów, dla których jest autorytetem, kimś kawałkującym swój intelekt lub raczej wyciskającym soki jego żywicy. Słuchają więc w milczeniu fraz uspokojenia, demencyjnych refleksji oraz harmonijnych wizji tego, czego nie ma, a było, a może jedynie zamigotało w skrawkach pamięci uczestnika historii. A on przesyła im uśmiechy z tysiąca witryn sklepowych, w programach telewizyjnych celebruje swoje okulary, głosem, zarejestrowanym na rozmaitych nośnikach dźwięku, balsamuje ich małżowiny. I koryguje widzenie wszechrzeczy magicznym narzędziem dystansu; jedynym przyjacielem jego egzystencji. Patrzy zatem na świat z lotu ptaka o skrzydłach dawno zwiniętych.

W umyśle Starucha aparat nostalgii toczy nieustanną walkę z monstrum wiedzy intelektualnej. Wzloty uczuć jednostkowych: tęsknota za miejscami dorastania stają wobec sumarycznej filozofii, która tworzy ekwiwalent nowej mitologii, wypełnionej marzeniami o niewinnej krainie wiecznego ładu. Uliczki urastają do rozmiarów raju utraconego, a opatulające spływ rzeki tereny - upragnionej arkadii. Tezy Starucha na początku miały jednak charakter sądów prostych, wyrazistych. Ich ostrze było skierowane wprost w serce nawałnicy makro historii wkraczającej do rzeczywistości szarych ulic. Staruch dopiero zaczynał swą wędrówkę: młody i niedoświadczony okazywał strach niewłaściwy staruchom, strach apokaliptyczny, ale naiwny. Z czasem zamienił konkret emocji na abstrakt rozumu. Sukcesywnie powiększał zasób lektur i doświadczeń, z nadzieją odnalezienia formuły opisu rzeczywistości. Poszukiwania te zwieńczyła asocjacja paralelnych konserwatyzmów ubranych w prostotę słów klasycznie poprawnych, tak by stanowiła formę doskonałą, bliską aktom kreacyjnym Stwórcy. Doskonałą wbrew niedoskonałej rzeczywistości, poprawną wbrew niepoprawnej sztuce i grzeczną wbrew niegrzecznym twórcom.

Choć dziś trudno dać temu wiarę Staruch nie zawsze był lubiany. W okresie banicji decydenci polityki i kultury wymierzali mu efektowne baty ignorancji. Stonowany głos skupionego myśliciela - uciekiniera niekiedy ginął w chaosie informacji kultury oficjalnej, sabotowanej przez kulturę podziemną, wspieraną z kolei przez kulturę emigracyjną. Właściwie dopiero decyzja Nobliwej Akademii o przyznaniu nagrody młodemu staruchowi otworzyła drogę do beatyfikacji i przemiany w Starucha. Mała stabilizacja z domem na wzgórzu, samochodem i prestiżową posadą bardzo sprzyjały owemu dochodzeniu do dojrzałości w starości, podobnie jak przeciwstawne jej przykre doświadczenia, co dziwne, zawsze związane z ojczyzną, której nota bene nigdy do końca nie uznał za swą ojczyznę. Summa tych paradoksów stworzyła kolejnego wieszcza w naszej historii kultury.

Istnienie Starucha warunkuje egzystencję sztuki słowa. Tony makulatury tego, co napisał, pisze i napisze wystarczą z powodzeniem na zaspokojenie ostygłych oczekiwań odbiorców. Szkoda, iż tak rzadko użycza promyków własnej estymy innym rzemieślnikom języka. Wyhodował wszak godnych następców swego fachu, poszukiwaczy starości w młodości i na odwrót. Tych cyzelujących gesty, akty twórcze z siłą zażywającego kąpiel błotną hipopotama, a także i tych lepiących myśli plasteliną mimetyzmu: adeptów czystości rozumu, języka z wyprostowanym kręgosłupem lirycznym. Nie należy zapominać o innych staruchach (znajdzie się i Starucha), popularyzujących (po)wolność twórczą w podobny sposób, chociaż za pomocą odmiennych środków wyrazu. Tłem dla ich ekshumacyjnej tradycji jest natomiast działalność zwykłych starców, ze zrezygnowaniem oczekujących kieszonkowej hekatomby.

Dzieło Starucha bez wątpienia przetrwa. Nawet, gdy Starucha nie będzie już z nami, a nas nie będzie w ogóle, pozostanie starcza spuścizna, synteza rozwijania i zwijania intelektu, bogactwo formowania moralnych ładów, dyskursu refleksji dziejowej. Mądrzejsze o dorobek Starucha społeczeństwo uniknie pułapki drapieżnych umysłów, a kontynuatorzy zadbają o kultywację piękna jako dojrzałości we wszystkich jej aspektach. Szczeniakom, mylącym grafomanię intuicji ze sztuką pozwoli się głodować, aby poznali bliskość śmierci. A gdy ich nachalne ujadanie umilknie niebo zasłoni ogromny cień - widmo końca i sądu ostatecznego, wyczekiwane przez starców podsumowanie, wprowadzenie ładu, ustalenie harmonii. Zapowiedź raju. Tylko co staruchom po raju?
Czytaj
Tekst lubią:
Lukasz_Stadnicki,

 
Logowanie/Założenie konta | liczba komentarzy: 0

Komentowanie niedozwolone dla anonimowego użytkownika, proszę się zarejestrować



Portal Literacki - Fabrica Librorum 1998-2011 poczta małpiatka portalliteracki.pl
Publikowane teksty są własnością ich autorów. Kopiowanie, powielanie, odtwarzanie publiczne bez zezwolenia jest zabronione.


Reklama w Portalu Literackim