Nowe recenzje
· GRZECHY JOANNY, Marat Joanna, Wydawnictwo Replika, recenzent: Hyla Bogumiła· ZŁOCISTA DOLINA, Walczak J. Iwona, Wydawnictwo Replika, recenzent: Hyla Bogumiła· MASTERTON. OPOWIADANIA. TWARZĄ W TWARZ Z PISARZEM, Masterton Graham. Cichowlas Robert, Pocztarek Piotr, Albatros, recenzent: Lipski Bartosz· SATYNOWY MAGIK, Łysiak Waldemar, Wydawnictwo Nobilis, recenzent: Solecki Tadeusz· NIEUGIĘTY, Millar Sam, Wydawnictwo Replika, recenzent: Stolarz Iwona· APETYT NA JUTRO, Woźniak Agnieszka, Wydawnictwo Replika, recenzent: Błaszkowska Alina· EWANGELIA WEDŁUG PIŁATA, Schmitt Éric-Emmanuel, Wydawnictwo Literackie, recenzent: Solecki Tadeusz[ RECENZJE ]
Online
Aktualnie jest 45 gość(ci) i 3 użytkownik(ów) online.
Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikając tutaj
NA FORUM
 | wszystko jest do zmiany |
 | FABRYKA-NASZE MIEJSCE W KOSMOSIE |
 | Funkcja redaktora - rezygnacja umorusańca |
 | Jerzy Reuter - Izobar nie żyje |
 | CO Z RUBRYKĄ |
 | Zaproszenie na kwietniowy DACH |
 | O stronie na stronie. |
 | Fantazje Zielonogórskie 2012 - konkurs na opowiadanie |
 | Coś dla poetów i miłośników poezji |
 | Kwiecień plecień w netkulturze! |
 | Cytat z Forum |
 | Zbieramy teksty do nowego numeru Magazynu Cegła!!! |
 | Konkurs Poetycki „O Srebrne Pióro MDK” – VI edycja |
 | CHATA |
 | Dość codzienność! |
 | Zapraszamy na Świąteczny DACH |
 | Kto |
 | Ody odbite Karola Maliszewskiego |
 | Pierwsze zdanie! |
 | współpraca przy scenariuszu - za pieniądze |
 | Ankieta dotycząca czytelnictwa kryminałów |
 | Czarny Kot |
 | Rozwój osobisty medytacje terapeutyczne |
 | ID w Czasie Fantastyki |
 | Barwy, a tworzenie nastroju |
 | Nieznane teksty Tadeusza Konwickiego w |
 | Rozwój osobisty kluczem do sukcesu |
 | Co Na Scenie - Nowy Wymiar Teatru |
 | nieTUZINkowa 12-ka Netkultury |
 |
Epika: STARUCH /esej/ * * *
Wysłano dnia 08-11-2001 o godz. 11:52:52
Autor: Lukasz_Badula
Staruch jaki jest, każdy widzi; zmęczone oczy misia polarnego, zwiędłe policzki chomika - weterana i nieliczne włosy walczące za pomocą łysiny o równouprawnienie. Do tego przygarbiona postawa borsuka, żółwi chód, leniwa pantomima ruchów rąk - prawie wszystko, co ofiaruje nam gilotyna czasu w trakcie przygotowań do zaślubin z kostuchą. Taki właśnie jest Staruch, gdy przechodzi przez ulicę, spotyka się ze znajomymi czy odwiedza dawno wyschnięte uliczki przeszłości. Niejeden z nas zobaczy w tym zacnym wyglądzie jedynie nobliwe stygmaty dostojeństwa i parametry życiowego doświadczenia, a przecież paroksyzm rozkładu i rozpadu dotyczy również Starucha, dotyka go w jego całym istnieniu, funkcjonowaniu w tłumie, decyduje o statusie empirii narzucanej mu przez spotkania z innymi staruchami (przeważnie młodymi lub młodziutkimi), w końcu rzutuje na projektowaną przyszłość indywidualnych działań. Dlatego jego statyczne trwanie w potoczności dnia codziennego czasem denerwuje; jest zbyt skomplikowane w konfrontacji z dzisiejszymi warunkami dorastania do krótkich spodenek. Wszyscy wydają się zafascynowani witalizmem Starucha. Bo Staruch
tworzy, przede wszystkim słowem pisanym, drukowanym i sprzedawanym
wprost do zatemperowanych głów, dla których jest autorytetem, kimś
kawałkującym swój intelekt lub raczej wyciskającym soki jego żywicy.
Słuchają więc w milczeniu fraz uspokojenia, demencyjnych refleksji oraz
harmonijnych wizji tego, czego nie ma, a było, a może jedynie
zamigotało w skrawkach pamięci uczestnika historii. A on przesyła im
uśmiechy z tysiąca witryn sklepowych, w programach telewizyjnych
celebruje swoje okulary, głosem, zarejestrowanym na rozmaitych
nośnikach dźwięku, balsamuje ich małżowiny. I koryguje widzenie
wszechrzeczy magicznym narzędziem dystansu; jedynym przyjacielem jego
egzystencji. Patrzy zatem na świat z lotu ptaka o skrzydłach dawno
zwiniętych.
W umyśle Starucha aparat nostalgii toczy nieustanną walkę z
monstrum wiedzy intelektualnej. Wzloty uczuć jednostkowych: tęsknota za
miejscami dorastania stają wobec sumarycznej filozofii, która tworzy
ekwiwalent nowej mitologii, wypełnionej marzeniami o niewinnej krainie
wiecznego ładu. Uliczki urastają do rozmiarów raju utraconego, a
opatulające spływ rzeki tereny - upragnionej arkadii. Tezy Starucha na
początku miały jednak charakter sądów prostych, wyrazistych. Ich ostrze
było skierowane wprost w serce nawałnicy makro historii wkraczającej do
rzeczywistości szarych ulic. Staruch dopiero zaczynał swą wędrówkę:
młody i niedoświadczony okazywał strach niewłaściwy staruchom, strach
apokaliptyczny, ale naiwny. Z czasem zamienił konkret emocji na
abstrakt rozumu. Sukcesywnie powiększał zasób lektur i doświadczeń, z
nadzieją odnalezienia formuły opisu rzeczywistości. Poszukiwania te
zwieńczyła asocjacja paralelnych konserwatyzmów ubranych w prostotę
słów klasycznie poprawnych, tak by stanowiła formę doskonałą, bliską
aktom kreacyjnym Stwórcy. Doskonałą wbrew niedoskonałej rzeczywistości,
poprawną wbrew niepoprawnej sztuce i grzeczną wbrew niegrzecznym
twórcom.
Choć dziś trudno dać temu wiarę Staruch nie zawsze był lubiany. W
okresie banicji decydenci polityki i kultury wymierzali mu efektowne
baty ignorancji. Stonowany głos skupionego myśliciela - uciekiniera
niekiedy ginął w chaosie informacji kultury oficjalnej, sabotowanej
przez kulturę podziemną, wspieraną z kolei przez kulturę emigracyjną.
Właściwie dopiero decyzja Nobliwej Akademii o przyznaniu nagrody
młodemu staruchowi otworzyła drogę do beatyfikacji i przemiany w
Starucha. Mała stabilizacja z domem na wzgórzu, samochodem i prestiżową
posadą bardzo sprzyjały owemu dochodzeniu do dojrzałości w starości,
podobnie jak przeciwstawne jej przykre doświadczenia, co dziwne, zawsze
związane z ojczyzną, której nota bene nigdy do końca nie uznał za swą
ojczyznę. Summa tych paradoksów stworzyła kolejnego wieszcza w naszej
historii kultury.
Istnienie Starucha warunkuje egzystencję sztuki słowa. Tony
makulatury tego, co napisał, pisze i napisze wystarczą z powodzeniem na
zaspokojenie ostygłych oczekiwań odbiorców. Szkoda, iż tak rzadko
użycza promyków własnej estymy innym rzemieślnikom języka. Wyhodował
wszak godnych następców swego fachu, poszukiwaczy starości w młodości i
na odwrót. Tych cyzelujących gesty, akty twórcze z siłą zażywającego
kąpiel błotną hipopotama, a także i tych lepiących myśli plasteliną
mimetyzmu: adeptów czystości rozumu, języka z wyprostowanym kręgosłupem
lirycznym. Nie należy zapominać o innych staruchach (znajdzie się i
Starucha), popularyzujących (po)wolność twórczą w podobny sposób,
chociaż za pomocą odmiennych środków wyrazu. Tłem dla ich ekshumacyjnej
tradycji jest natomiast działalność zwykłych starców, ze zrezygnowaniem
oczekujących kieszonkowej hekatomby.
Dzieło Starucha bez wątpienia przetrwa. Nawet, gdy Starucha nie
będzie już z nami, a nas nie będzie w ogóle, pozostanie starcza
spuścizna, synteza rozwijania i zwijania intelektu, bogactwo formowania
moralnych ładów, dyskursu refleksji dziejowej. Mądrzejsze o dorobek
Starucha społeczeństwo uniknie pułapki drapieżnych umysłów, a
kontynuatorzy zadbają o kultywację piękna jako dojrzałości we
wszystkich jej aspektach. Szczeniakom, mylącym grafomanię intuicji ze
sztuką pozwoli się głodować, aby poznali bliskość śmierci. A gdy ich
nachalne ujadanie umilknie niebo zasłoni ogromny cień - widmo końca i
sądu ostatecznego, wyczekiwane przez starców podsumowanie, wprowadzenie
ładu, ustalenie harmonii. Zapowiedź raju. Tylko co staruchom po raju?
|
|
|
|
Komentowanie niedozwolone dla anonimowego użytkownika, proszę się zarejestrować |
|
| |
Portal Literacki - Fabrica Librorum 1998-2011 poczta małpiatka portalliteracki.pl Publikowane teksty są własnością ich autorów. Kopiowanie, powielanie, odtwarzanie publiczne bez zezwolenia jest zabronione. |
Reklama w Portalu Literackim
|
|