Poezja i proza - Portal Literacki  



Nowe recenzje


· NIEUGIĘTY, Millar Sam, Wydawnictwo Replika, recenzent: Stolarz Iwona
· APETYT NA JUTRO, Woźniak Agnieszka, Wydawnictwo Replika, recenzent: Błaszkowska Alina
· EWANGELIA WEDŁUG PIŁATA, Schmitt Éric-Emmanuel, Wydawnictwo Literackie, recenzent: Solecki Tadeusz
· ZŁY WPŁYW, Campbell Ramsey, Wydawnictwo Replika, recenzent: Majewski Janusz
· TUNEL, Braver Gary, Wydawnictwo Replika, recenzent: Kwiatkowska Anita
· OSTATNIA NOC JEJ ŻYCIA, Jennings Maureen, Oficynka, recenzent: Cichowlas Robert
· KRÓLESTWO SPOKOJU, Ketchum Jack, Wydawnictwo Replika, recenzent: Majewski Janusz

[ RECENZJE ]

Online

Aktualnie jest 38 gość(ci) i 0 użytkownik(ów) online.

Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikając tutaj

Epika: GŁOWA DANTONA **
Wysłano dnia 08-11-2001 o godz. 11:55:31
Autor: Lukasz_Badula

Podchodził do stołu powoli, z daleko posuniętą ostrożnością, choć pewnie nikt z jego wiernych podwładnych, zobaczywszy te majestatyczne ruchy nie ośmieliłby się powiedzieć ani słowa o lęku, tkwiącym w przykrytej peruką głowie starca. Jego twarz atakowały bezustannie grymasy nerwowej gorączki chorobliwych przeświadczeń o własnej sile, potędze i nieomylności. Zatrzymał przecież wskazówki zegara rewolucji, nadał im osobisty rytm, dla wielu nieodpowiedni, ale właśnie po to przedrzeźniał Boga i szydził z wielkich tego świata, po to... Rozsądek był wyrodnym ojcem głupców, którzy zamiast chwytać za gardło przeznaczenie grali z nim w szachy. W praktyce liczyła się nie zdolność przewidywania, lecz przewidywania zdolności bycia, tworzenia, przejmowania, panowania i ujarzmiania. Nic, co nie byłoby znane przyczajonemu na ofiarę drapieżnikowi. 
Dodawał sobie odwagi, pocieszał zmęczone starcze serce wizją własnej potęgi. Dlaczego więc chował całą dumę do worków pod oczami w obawie przed podłą, rozsiewającą odór śmierci, leżącą pośród papierów na nieuporządkowanym stole, głową tego szubrawca Dantona, jednego z tych sługusów grających w szachy z przeznaczeniem? Czemu, nawet po straceniu, kiedy zgniły dowód egzekucji przyniesiono mu do pokoju, ciągle odczuwał pewien dyskomfort, płynący gdzieś z granicznych wyżyn uczuć pomiędzy miłością, a nienawiścią? Spojrzenie, którym obejmował głowę swojego przyjaciela i wroga w jednej osobie było przepełnione czułością: tą czułością biorąca go na wymioty, szczególnym rodzajem słabości prowadzącej do płaczu.

- W końcu znajdzie się miejsce i na twój kark...

Znajomy głos prześladowcy. Ściga go już od lat. Jak wyeliminować z mózgu plugawe słowa potwora, stojącego tuż za plecami, ciepłym oddechem kłującego skórę szyi. Znów usłyszy szyderczy śmiech, będący torturą dla jego zdezorientowanego sumienia.

- Przeklęty markizie, zostaw moją duszę w spokoju - krzyczy, przerażony własną bezsilnością, na darmo. Głos wkrótce powróci, by udzielić lekcji wszetecznej filozofii tego, z czym walczył całe życie.

- Spójrz w lustro, a odbicie powie ci prawdę o istotach, których instynkty rozbiegły się po kątach dzikiej żądzy władzy. Kto raz wyzwala aprioryczny żywioł terroru na zawsze pozostaje sługą kapryśnej, lubującej się w skrajnościach natury. Myślałeś, że uspokoisz rwący nurt rzeki krwi, spływającej po kanałach Paryża, uśpisz nagle rozbudzone żądze kanibalizmu, a zarazem zachowasz statut bladej parodii cesarza. Wymarzona republika, upojona smrodem zarzynanej arystokracji, zejdzie do poziomu psów spółkujących w potoku własnych wydzielin. Twoje prawnuki będą strzelać do swoich ojców w przeświadczeniu, że burzą jakiś porządek. Powtórzą drogę twojego obłędu, myśląc o wielkości, potędze, tymczasem wielka i potężna jest jedynie natura, której próbujemy narzucić porządek lub nieład i ona, z wdzięczności, upomni się także o twoją głowę...

Nie ma prawa rozgrzeszać moich czynów, uspokaja się nie odrywając wzroku od pobrudzonej błotem i krwią, jedzonej przez robaki głowy Dantona. Tak, nie ma prawa. Bękart wysokich sfer, libertyński antychryst. Jak śmie oceniać postępowanie jego - demiurga sprawiedliwych zmian.

- Milczysz, bo tłamszone sumienie zamyka zaschnięte od krwi zgilotynowanych usta. Ciekawe, ilu z oddanych egzekutorów jutro zamarzy o twojej pozycji i wypowie posłuszeństwo. Starasz się być bezwzględnym i opanowanym, ale moralność, zgniły owoc odziedziczonych, wyssanych z matczynej piersi przekonań, nie pozwala w pełni cieszyć się złudnym zwycięstwem. Bo za drzwiami czekają następni słudzy dzikich praw natury, którą próbowałeś oszukać za pomocą iluzji republikańskiego porządku.

Jeden zdecydowany ruch wystarczył, by głowa Dantona uderzyła w ścianę, a potem swobodnie opadła na podłogę. Podobnie należy uczynić z całym krajem, zaludnionym przez słabych, powątpiewających w siłę rewolucji kombinatorów. To ich głosem przemawia ten nędzny libertyn.

- Niedługo ktoś inny zrobi to samo z twoją głową, a natura zakończy za niego tak pięknie rozpoczęty proces. Skorzystaj z okazji, póki czas. Podpisz jeszcze kilka wyroków, bo szafot rewolucji czeka na pulsującą w żyłach arterii krew. Kiedy ostrze złoży pocałunek na twojej szyi odczujesz dreszcz przyjemności obcowania z siłą większą od jakobińskich batalionów. Poczujesz się malutki, a twoje serce nie będzie długo czekać na moment kulminacji. Agonia należy do krainy najbardziej wyszukanych rozkoszy.

Wyjrzał za okno. Dwóch wartowników przed wejściem żywo o czymś dyskutowało. Knuło przeciw niemu, płotki wyczuwające najmniejsza zmianę kierunku wiatru. Nie, jeszcze nie jest za późno. Trzeba wydać nowy dekret.

- Jak chcesz zmusić ich do respektowania praw posłuszeństwa, na którego pogwałceniu zdobyłeś swoją pozycję. Boli cię ta bezradność. Wreszcie zorientowałeś się we własnym położeniu zbijanego pionka, tak kochany wspólniku destrukcji ładu i moralności, pionka zbijanego przez przeznaczenie.

Sądziłeś, iż wyzwoliwszy jeden żywioł zrównoważysz go drugim. Bawiłeś się w matematykę kosztem pierwotnych praw natury. Co za ironia, wielki Maksymilian jest nagi, będzie płakał. Chwytając za gardło przeznaczenie? Ha, toż to ono, jedno z podległych biologicznym cyklom stworzeń, zawiodło ciebie do tego zaułka, w którym teraz wegetujesz w oczekiwaniu na odgłosy kroków twoich zdrajców, wychowanych godnie na sukcesorów terroru.

W pokoju pojawił się sługa, przygarbiony starzec o ślamazarnym chodzie.

- Czy drogi pan życzy sobie, aby posprzątać? - retorycznie zapytał po zlustrowaniu wzrokiem pomieszczenia.

- Tak, i wyrzuć tę cholerna głowę, jeśli chcą mogą sobie ja pochować z resztą. Francja mi jeszcze podziękuje, pomyślał wychodząc z pokoju. A tacy jak markiz będą synonimem rozkładu moralnego, z powodu którego poleciało tyle głów.
Czytaj
Tekst lubią:

 
Logowanie/Założenie konta | komentarz 1 | Szukaj

Komentowanie niedozwolone dla anonimowego użytkownika, proszę się zarejestrować

Re: GŁOWA DANTONA /opowiadanie/ * *
przez Jerry dnia 03-04-2009 o godz. 00:58:30
B. podobała mi się wizja pewnego reżysera, w filmie gadali po francusku, a grał Linda, Starowiejsky (Ten, który w jedym z wywiadów odpowiedział dziennikarce - wszytko zaczyna się od formy). Seweryn zdaje się grał jeszcze. Taaaak. Widziałem tych panów w akcji. A wiecie może fabrykanci co było na początku? Słowo. Wiecie co potem - liczby. 10 - Uziel. Reszty nie zdradzę.





Portal Literacki - Fabrica Librorum 1998-2011 poczta małpiatka portalliteracki.pl
Publikowane teksty są własnością ich autorów. Kopiowanie, powielanie, odtwarzanie publiczne bez zezwolenia jest zabronione.


Reklama w Portalu Literackim