Nowe recenzje
· GRZECHY JOANNY, Marat Joanna, Wydawnictwo Replika, recenzent: Hyla Bogumiła· ZŁOCISTA DOLINA, Walczak J. Iwona, Wydawnictwo Replika, recenzent: Hyla Bogumiła· MASTERTON. OPOWIADANIA. TWARZĄ W TWARZ Z PISARZEM, Masterton Graham. Cichowlas Robert, Pocztarek Piotr, Albatros, recenzent: Lipski Bartosz· SATYNOWY MAGIK, Łysiak Waldemar, Wydawnictwo Nobilis, recenzent: Solecki Tadeusz· NIEUGIĘTY, Millar Sam, Wydawnictwo Replika, recenzent: Stolarz Iwona· APETYT NA JUTRO, Woźniak Agnieszka, Wydawnictwo Replika, recenzent: Błaszkowska Alina· EWANGELIA WEDŁUG PIŁATA, Schmitt Éric-Emmanuel, Wydawnictwo Literackie, recenzent: Solecki Tadeusz[ RECENZJE ]
Online
Aktualnie jest 45 gość(ci) i 2 użytkownik(ów) online.
Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikając tutaj
NA FORUM
 | wszystko jest do zmiany |
 | FABRYKA-NASZE MIEJSCE W KOSMOSIE |
 | Funkcja redaktora - rezygnacja umorusańca |
 | Jerzy Reuter - Izobar nie żyje |
 | CO Z RUBRYKĄ |
 | Zaproszenie na kwietniowy DACH |
 | O stronie na stronie. |
 | Fantazje Zielonogórskie 2012 - konkurs na opowiadanie |
 | Coś dla poetów i miłośników poezji |
 | Kwiecień plecień w netkulturze! |
 | Cytat z Forum |
 | Zbieramy teksty do nowego numeru Magazynu Cegła!!! |
 | Konkurs Poetycki „O Srebrne Pióro MDK” – VI edycja |
 | CHATA |
 | Dość codzienność! |
 | Zapraszamy na Świąteczny DACH |
 | Kto |
 | Ody odbite Karola Maliszewskiego |
 | Pierwsze zdanie! |
 | współpraca przy scenariuszu - za pieniądze |
 | Ankieta dotycząca czytelnictwa kryminałów |
 | Czarny Kot |
 | Rozwój osobisty medytacje terapeutyczne |
 | ID w Czasie Fantastyki |
 | Barwy, a tworzenie nastroju |
 | Nieznane teksty Tadeusza Konwickiego w |
 | Rozwój osobisty kluczem do sukcesu |
 | Co Na Scenie - Nowy Wymiar Teatru |
 | nieTUZINkowa 12-ka Netkultury |
 |
Epika: Hipolit ***
Wysłano dnia 19-08-2006 o godz. 21:21:39
Autor: Xisco
Hipolit
Szanowni państwo, pragnę przedstawić Hipolita.
Zanim jednak pojawi się sam Hipolit, proszę rozgościć się w jego pokoju.
Do dyspozycji są dwa stare fotele obite atłasowym materiałem, tak delikatnym, że aż strach siadać, więc może szanowny czytelnik skorzysta z kanapy, owszem, wygodnej, choć nieco zapadniętej, ale to nic, dobrze będzie z niej widać cały pokoik.
Pokoik zresztą niczego sobie, może z lekka przybrudzony, ale jest ładny stolik pokryty koronkowym obrusikiem, na nim fikuśny wazonik, troszkę starodawny, ale może to coś z antyków, w wazoniku kwiaty, a że nie pierwszej świeżości, nie szkodzi, kto z nas nie lubi suszonych kwiatów?
Przy stoliczku znane już czytelnikowi foteliki, połyskuje delikatny materiał w subtelnym odcieniu różu.
Pod stolikiem dywanik, też nie pierwszego gatunku, ale za to podróbka oryginalnego tureckiego wyrobu. Mebelki jakby dębowe, choć raczej ścięto jabłoń aby stworzyć ten, wprawdzie nie będący arcydziełem sztuki meblarskiej, ale przecież funkcjonalny sprzęt. Czegóż nie mieszczą te mebelki, i książki, i zdjęcia, a za szybką z jakimiś niespodziewanym zawijasem, fajansowy komplecik, filiżanki, spodeczki i inne, niemalże a’ la secesja.
W oknie firaneczki, troszkę pożółkłe ,a może po prostu kremowe, nawet pod kolor tego i owego.
Jednocześnie wszystko udekorowane, tu kwiatuszek, tam frędzelek, tu ozdóbka, jakiś pejzażyk na ścianie, dawno chyba nie zdejmowany, a gdyby poruszyć, to aż strach pomyśleć, ale ważne, że jest. Jak widać pokoik całkiem ładny, a jeśli dodać, że skąpany w pastelach, delikatnych różach z żółtymi akcentami, niby wyblakłych, a może zwyczajnie tak subtelnych i nieśmiałych, to zaraz czujemy się jak u siebie w domu.
O! Jakiś szmer, hałas, otóż jest gospodarz, oto przed państwem Hipolit we własnej osobie!
No i cóż widzimy? Jakby to powiedzieć…nic szczególnego.
Ale przecież czytelnik jest człowiekiem wrażliwym, jakże poruszać się po książkach bez tej właściwości natury? Zatem pozwalam sobie mieć nadzieje, że nie zniechęci się do Hipolita przy pierwszym spotkaniu, lecz zechce zapoznać się z nim bliżej i dopiero wówczas ocenić.
Tymczasem Hipolit ziewa i przeciąga się na progu pokoju, jeszcze nas nie zauważył, cóż, dopiero wstał.
Jeśli się przyjrzeć, ma niespecjalne włosy, które wprawdzie z tyłu gęste, jednak im bliżej czoła tym złośliwiej rzedną, jest ich trochę na czubku ale po bokach zakola, niby zatoki morskie wdzierające się w głąb lądu. Jest to zresztą przejawem ogólniejszego trendu – podnosi się poziom mórz.
Usta ciekawe, a’ la Angelina Jolie, ale w wersji męskiej, dobrze, że czytelnik może się temu przyjrzeć, gdyż te usteczka niepodobna sobie wyobrazić.
Nos? Hmm…jak kartofel? Nie, nie elegancko, tak nie wypada, więc może…gruby? Też nie. Zadarty?! Na pewno zadarty, ale to jednak nie oddaje natury tego nosa, bardzo zadarty , już lepiej. Bardzo zadarty, gruby i jak kartofel! Oto nos w pełnej krasie.
Ponadto Hipolit jest niski, chudy, oczy ma podkrążone, wyraz twarzy - żeby nie ubliżyć - niecodzienny. Ogółem woła o pomstę do nieba.
Właśnie nas dostrzegł, na mnie nie zwrócił uwagi, za to czytelnikowi przyjrzał się dość dokładnie, ale jak gdyby nigdy nic, jakby nie zaskoczony, że wstał rano i zastał w pokoju obcych ludzi, powiedział:
- Dzień Dobry!
Proszę czytelnika o opanowanie, nie będziemy odpowiadać, jestem tu nie po raz pierwszy i wiem, że odpowiadać nie należy, zresztą dla dobra samego Hipolita.
Proszę mi więc zaufać i zdać się na moją znajomość sprawy.
Może uspokoi czytelnika fakt, że nie usłyszawszy odpowiedzi, Hipolit spokojnie sięgnął po leżącą na stole paczkę papierosów, wyciągnął jednego, zapalił i wyszedł z pokoju jak gdyby nigdy nic.
Wcale się nie obraził, poszedł tylko zrobić śniadanie, zaraz wróci i zje w naszym towarzystwie.
W międzyczasie, gdy z kuchni dochodzą stukania garnkami oraz skwierczenie tłuszczu na patelni, na którą zaraz wyleją się jajca, chciałbym ułagodzić czytelnika, który po wyjściu Hipolita gotów zapytać: Co u licha?!
Otóż jesteśmy z wizytą, siedzimy i obserwujemy. Czytelnik jest wolnym człowiekiem i w każdej chwili może wstać i wyjść, ale zachęcam do pozostania. Nie jest to żadne podglądactwo czy nachodzenie, raczej towarzyszymy mu, odwiedzamy, słowem, przybywamy w pokoju. A swoją drogą także w nim przebywamy.
Na razie tyle wyjaśnień, gdyż wraca Hipolit, a u jego boku piękna jajeczniczka z dwóch jaj, kilka kromek chleba i herbatka zaprawiona do smaku sokiem malinowym, który tak do jajek pasuje, jak i one do niego.
O! Hipolit nawet zdążył zamienić piżamkę w kolorowe misie na całkiem przyzwoite, jasne spodnie i koszulę z krótkim rękawem a do tego w kratę, całkiem jednak nie szkocką, lecz więzienną, to znaczy biel koszuli przecinają pionowe i poziome pasy stylizowane na pręty. Bardzo oryginalne
Hipolit dostał ją od Caritasu, zdaje się że, jakiś robotnik przywdziawszy jednolicie białą koszulę oparł się na budowie o świeżo malowaną balustradę i zamiast ubabraną odzież wywalić, oddał na cel społeczny.
Razu pewnego, w biały dzień a do tego znienacka, dwóch młodych artystów dopadło naszego nieboraka odzianego w to dziwactwo i nagle afera! Krzyczą: Panie! Nosisz pan metaforę zniewolenia człowieka, jesteś pan nią, uosabiasz walkę o wyzwolenie jednostki! Toż arcydzieło, znakomity happening, instalacja nowatorska, gdyż ruchoma! Hipolit nie dość, że w bawełnianej klatce, znalazł się jeszcze w potrzasku czyli niejako między młotem a kowadłem.
Ostatecznie wybronił się od sesji fotograficznych i międzynarodowego tournee, jednak docenił koszulę uznaną za dzieło sztuki i odtąd zakłada na szczególne okazje, dzisiaj jest to wizyta u lekarza. Takie to wyjątkowe okazje miewa nasz Hipolit.
Tymczasem zasiadł przy stole, bokiem do nas, ale od czasu do czasu dyskretnie zerka, podczas gdy jajek ubywa.
- Zjecie jajecznicy? – oczywiście nie odpowiadamy, zwłaszcza, że nie wiadomo czy czasem nie zamierza częstować tą resztką, która została na talerzu.
No właśnie, jak zwykle nie dojadł i idzie odnieść do kuchni talerz z rozdziabdzianym jajkiem, ale herbatę wypił, kromki zjadł. W sumie apetyt ma kiepski, ale to widać od razu gdy się na niego spojrzy.
Puścił wodę, gdzieś tam się pokręcił, będzie wychodził więc i my się zbierajmy.
Wychodzimy na korytarz, a tu Hipolit z reklamówką w ręku już gotowy do wyjścia, niech czytelnik będzie łaskaw zwrócić uwagę, jakby na nas czekał, akceptuje więc naszą obecność a może czuje respekt?
Na klatce schodowej ukłonił się starszej pani wlekącej się wzdłuż balustrady w kierunku z dołu do góry, odpowiedziała ukłonem, ale na nas jakby nie zwróciła uwagi.
To nawet lepiej, nie rzucamy się w oczy.
Po schodkach, ostrożnie, bez pośpiechu i jesteśmy na placu Nowym, którego nikt pod tą nazwą nie zna, więc dodam, że chodzi o plac Żydowski.
Plac pusty, ani żywego ducha, choć jest po dziesiątej. Ten stan liczebny nie może jednak dziwić, skwar bezszelestnie spływa z dachów kamienic, mamy trzydzieści stopni w cieniu, a plac akurat nadmiarem cienia nie grzeszy. Wiatru brak, a więc dziwne, że jakieś śmieci latają parę centymetrów nad ziemią, niby niesione powiewem. Może z gorąca tak robią albo diabli wiedzą dlaczego.
Na środku placu okrąglak, charakterystyczne małe okna, niby strzelnice w warownym zamku, z których ostrzeliwuje się przechodniów specjałami lokalnej kuchni – zapiekankami - choć nie tylko. Wokół placu kameralne kafejki i knajpki, stoliki wystawione na chodnik, harmonizują z otoczeniem w stylu retro. Przy stolikach krzesełka, ale wszystko puste, ani psa z kulawą nogą, nie, przepraszam, jest pies, ale nie kulawy ,jakiś mieszaniec, ot, zniknął za rogiem.
Hipolit też skręcił w uliczkę, więc i my skręcamy. Wszedł do monopolowego, którego oficjalnej nazwy nie znam, nieoficjalna: U Grubego.
Zobaczmy co też się tu wydarzy.
- Dzień dobry – wita się Hipolit.
- A dzień dobry, kłaniam się, jak zdrówko panie Hipolicie? – zapytał facet, okazuje się, wcale nie gruby.
- A nie najlepiej…- odpowiedział lakoniczny Hipolit.
- A co to się dzieje?.
- A nic poważnego…
A to a tamto.
-A co dziś będzie? Może Krwisty Byk, Bezkresny Sen lub Złowrogi Grzmot – przedstawił kartę win sprzedawca, niesprawiedliwe nazywany grubym.
- Najpierw to mam butelki do zwrotu…- Hipolit wyciągnął z reklamówki butelkę, potem drugą i trzecią, i następne, i siódmą, i ósmą, sprzedawca zdziwił się widząc ile butelek można pomieścić w reklamówce.
Czytelnik przyzna, że spryciarz z tego Hipolita, gdyż tak ostrożnie niósł to wszystko, że nie było słychać obijania się butelek, co jest przecież naturalną melodią takiego transportu.
- A to pan uzbierał – podsumował widok lady zastawionej butelkami, zaskoczony, choć nie gruby sprzedawca.
- Ano, nazbierało się – odparł Hipolit.
- To będzie razem trzy złote osiemdziesiąt groszy – podliczył wartość zwrotu biegły w arytmetyce mężczyzna, z którego tuszą doprawdy nie wiem co począć.
- Niech pan zatrzyma, a ja może bym kiedyś dopłacił, ile tam brakuje do siedmiu, a teraz to wziąłbym dwa te winka po 3, 50.
- A bardzo proszę, Ognisty Zdrój jest po trzy pięćdziesiąt…- odpowiedział handlowiec, któremu jeśli dobrze się przyjrzeć, faktycznie miał lekką nadwagę.
- Bardzo dobrze, po dziesiątym oddam…
- Ja wiem panie Hipolicie, nie musi pan mówić, ja wiem, pan jesteś honorowy człowiek – komplementował tonem głosu, który właściwy jest ludziom przy kości.
- A to dziękuje, do widzenia.
- Kłaniam się, do widzenia – pożegnał bohatera, tak Bogiem a prawdą – tłuścioch.
Byliśmy świadkami tej sytuacji, zupełnie zresztą zwyczajnej a nawet banalnej, ale świadkami dosyć niezwykłymi, ten przysadzisty w sumie chłop, nie zwrócił na nas uwagi, ani nic, a właściwie, ani nic, ani coś.
Wychodzimy i dalej w drogę, a z tego co widzę nie dalej, lecz z powrotem. Do domu?
Czyżby wypić to wszystko?
Idziemy wartko a z naprzeciwka ktoś się zbliża i też wartkim krokiem. Ktoś całkiem przeciętny, krótkie portki, podkoszulek, włos zmierzwiony, gęba zarośnięta, upał mu nie straszny, ale jednak spragniony, bo ledwie dojrzał Hipolita, woła:
- Te, stary, może masz co do picia?!
Tak się składa, że Hipolit ma coś do picia, ale odniosłem wrażenie, że nie bardzo chciał się tym podzielić.
Nie miał jednak wyboru. Ów doskoczył do niego, zaczął prawie całować, „jak dawno Cię nie widziałem!”, „co słychać?!”, „jak żyjesz?!” itp. Gdy już wycałował, przeszedł do obwąchiwania i wywąchał.
Hipolit pod presją pociągania nosem rozchylił reklamówkę a wąchacz aż jęknął na widok jej zawartości: „aleś Ty obładowany, chodzże na Wolnicę, wypijemy dla ochłody”. Tu należy się czytelnikowi wyjaśnienie, że „Wolnica” to też plac, kawałek stąd, jeśli czytelnik czuje się na siłach potowarzyszymy temu duetowi.
Idziemy pośród kamieniczek, Kazimierz, niby wymarły, jak przy pielgrzymce papieskiej lub żywiołowej klęsce.
Kamienice jaśnieją w słońcu, komponując się w niepowtarzalną atmosferę. Z prawej, świeżo wyremontowana, nęci wonią oliwek, zdradzając włoską restauracje w swym wnętrzu, z lewej, zagrzybiona, rozlatująca się rudera opleciona jakimiś wstążkami przez nadzór budowlany a w tym wypadku raczej rozbiórkowy.
Piękne te kontrasty cieszą oko turystów, których gwarem wypełni się okolica, gdy tylko upał zelżeje, a miejscowi pochowają się do swych nor.
Kazimierz to teraz najmodniejsza dzielnica.
Przyjemnie byłoby zająć czytelnika dłuższą pogawędką na ten temat, ale oto zbliżamy się do Wolnicy, więc pora wracać na ziemię.
Kilka słów o samym placu. Duża przestrzeń jak na place Kazimierza. Rozległość pokryta jest kostką brukową i okraszona fontanną, którą wieńczy pomnik: trzy postaci ludzkie na kamiennym postumencie. Sprawiają wrażenie jakby się tam przepychały, a miejsca niewiele. Jednak bez obaw, nikt nie spadnie, przepychają się od kiedy pamiętam ale żadnemu ,jak dotąd, nie spadł włos z głowy, zresztą te figurki zrobione są bez włosów.
Poza tym trzy drzewa wyrastające z ziemi, której niewielkie kwadraty okolone krawężnikiem, stanowią wyrwy w dywanie kostki brukowej. Pod drzewami ławeczki na których siadamy.
Plac otaczają kamienice, a od strony, zdaje się, zachodniej, ulica Krakowska, którą konsekwentnie od wielu już lat zasłania Muzeum Etnograficzne Miasta Krakowa, odwrócone do placu profilem, a więc swoją bardziej okazałą stroną. Muzeum o tyle wpisuje się w kontrastową naturę Kazimierza, że za okupacji było siedzibą burdelu oficerskiego.
Miało więc atrakcyjniejsze niż obecnie zbiory.
Zresztą są to wierutne bzdury, lokalne legendy, powstałe z plotek sfrustrowanych ludzi, nie warto ich powtarzać a nawet wspominać. Tak naprawdę burdel był po drugiej stronie ulicy, a i to nie na pewno.
Pośród tych atrakcji panowie rozpoczęli ceremonie otwierania wina.
Jednocześnie, jako efekt uboczny obrzędu nawiązywała się konwersacja.
Mówiono o zdrowiu, o problemach, o tym kto w okolicy umarł a kto jeszcze żyje, w sumie bilans zgonów wypadł ujemnie.
Następnie, gdy butelka ukazywała już dno, panowie przeszli do tematu gustów, smaków oraz ich aspektów śledczych.
- Powiem Ci stary, mam smaka na śledzia korzennego, taki w ziołach robiony, mięciutki, kruchy, na Krakowskiej nie masz lepszego specjału.
- A po ile ten specjał? – zapytał Hipolit.
- Złoty czterdzieści, jeden płat.
- Drogo.
- Ale mówię Ci wart tego, wart! Po prostu cymesik!
- A jaki ma smak?
- Jak to jaki smak? No, jakby powiedzieć, rybi taki…
- No ale jaki dokładnie?
- No ale się pytasz, śledzi, po prostu śledzi! Pyszny!
Tu zamyślił się Hipolit, słowo śledzi jakoś wwierciło mu się w głowę, co znalazło wyraz w pytaniu:
- Ktoś za Tobą chodzi?
- Przecież mówię, że chodzi za mną ryba…
- Kto zacz ryba ?! – podchwycił Hipolit jakby mając nadzieje na wyjaśnienie się czegoś.
- Jaki ku… ryba?! O śledziu mówię, że za mną chodzi, że bym zjadł go!
- Ach, myślałem, że Cię kto śledzi…- zawiódł się Hipolit.
- Co ty gadasz, jużeś zupełnie kota złapał?
- Jakiego kota?
- Eee…nic…napij się …Twoje zdrowie!
- Zdrowie – bąknął Hipolit.
- Ty! A może Ciebie kto śledzi? – nagle zaświtało współbiesiadnikowi.
- A wiesz, że śledzi! Jeden taki z drugą jeszcze osobą…
- Hahaa! Stary nie gniewaj się, aleś ty już zupełnie zgłupiał, już masz kota w głowie, idę, trzymaj się zdrowo!
Wstając machnął ręką, ale nie na pożegnanie, tylko jakoś tak, jak gdyby jednym gestem chciał przekreślić całą egzystencję naszego milusińskiego.
Ruszył chwiejnym krokiem roznosić woń gorzelnianą po okolicy.
Żal mu było opuszczać drugie, nie napoczęte jeszcze wino, jednak tłumaczył się przed sobą z tej niegodziwości tym, że poczuł nagły renesans pożądania do swej eks - żony, rudej Kryśki, kobiety bynajmniej nie ciężkich obyczajów, obecnie na emeryturze.
Poszedł do domu zakomunikować jej ten fakt, zresztą zamierzał to zrobić zgodnie z obecną modą, to jest z przewagą mowy ciała nad słowem wypowiadanym.
Natomiast Hipolit, którego deklarację o tym, że jest śledzony, przyjęto, delikatnie mówiąc, z rezerwą, otworzył drugie winko, wypił kilka łyków, przyćmiło go i usnął.
Czytelnik mam nadzieje nie pójdzie w jego ślady, zresztą nie może, Hipolit ma umówioną wizytę u lekarza i trzeba go będzie odprowadzić. A najpierw obudzić, tylko jak? Rymowanki w stylu „Hipolicie, czego śpicie?” nie wchodzą w grę, nie możemy się odzywać, więc może szturchnąć ,może narobić ogólnego hałasu?
A może czytelnik by tak chrząknął delikatnie a nawet niedelikatnie?
Oj! A to dopiero! Sam się budzi! Samoistnie! Cóż za poczciwa natura!
Jedno oko się otwarło, czy w jego ślady pójdzie drugie czy, nie daj boże, odwrotnie, zaraz się przekonamy.
Na szczęście i drugie zachowało się przyzwoicie i też się otwiera.
Co więcej, otwierają się także usta, ziewnął czy beknął, trudno sklasyfikować.
Następnie rozprostował się, wykonał kilka powłóczystych ruchów, przegonił pszczołę, która, nieświadoma zagrożeń alkoholizmu, zainteresowała się otwartą butelką, spojrzał na nas, niby sprawdzając czy jesteśmy na swoim miejscu, wreszcie spakował manatki i na koniec przeciągle beknął, tym razem na tyle jednoznacznie, że nieodległe gołębie oraz inne ptactwo poderwały się do lotu, kreśląc po chwili na niebie malowniczą figurę w trójwymiarze.
Powolnym krokiem ruszył w kierunku ulicy Krakowskiej, w stronę konsulatu Ukrainy, który sąsiaduje z przychodnią, gdzie z pewnością czekał już lekarz.
W przychodni kolejka, na szczęście do innego gabinetu. Siedzą same stare baby i urządzają zawody, taki konkurs, która najgłośniej sapnie.
Dobre są. Sapią jak miech kowalski. Jedna sprawiła sapnięciem, że wisząca naprzeciw jej nosa, na drzwiach, kartka pod tytułem: zaraz wracam, oderwała się od drzwi, pofrunęła i wbrew zapewnieniom nie wróciła.
Inna tak sapnęła, że Hipolit przechodząc obok niej, poczuł wiatr na wysokości krocza i zamarł w obawie czy aby czegoś mu nie wywiało.
Konkurs ostatecznie został przerwany, jedna, widocznie widząc, że nie ma szans, krzyknęła na drugą:
- A cóż mi pani tak dyszy do ucha ?!
- Myślał by kto, żeś pani taka wrażliwa ?! – odpowiedziała tamta.
Po chwili wtrąciły się inne uczestniczki zabawy, ale jakoś żadna nie odwołała się do zasad konkursu, może zawody nie miały regulaminu, a może baby sapały tak z gorąca?
W tym czasie gdy na początku korytarza zapanował gwar wywołany przerwaniem turnieju, na jego końcu Hipolit wymyślił ciekawszą konkurencję - pukanie w drzwi.
Była to konkurencja sprinterska, gdyż ledwie zapukał, drzwi otworzono.
Wszedł, i tu ciekawostka, drzwi w które przed chwilą pukał otworzył na oścież i zawołał:
-Proszę bardzo! Wchodzcie! – zdaje się, że do nas.
Skoro proszą? To hop do gabinetu, czytelnik też niech się nie ociąga.
Lekarz – surowy pan w średnim wieku - podał Hipolitowi rękę, onieśmielił jej mocnym uściskiem i zaproponował miejsce siedzące.
Na nas rzucił okiem, ale obojętnie, jak gdyby patrzył na regał za naszymi plecami.
Hipolit usiadł, lekarz zaś otworzył kartotekę.
Jakby nas było mało w niewielkim gabineciku, zza parawanu wyłoniła się zgrabna pielęgniarka, która przywitała się uśmiechem i usiadła obok lekarza przejmując od niego kartotekę.
Jej etat wydawał się zupełnie zbędny, lekarz mógł przecież sam robić notatki, ale widać musiały być jakieś powody jej zatrudnienia, jakieś przesłanki, zresztą już ja znam te przesłanki, zdaje się, że trzymała je pod fartuchem.
- I co panie Hipolicie, jak się czujemy? – rozpoczął lekarz zawadiacko.
- Kiepsko panie doktorze, to i tamto doskwiera..
- A bardziej to czy tamto?
- Bardziej tamto.
- Czyli co?
- Oni – tu nie wiedzieć dlaczego kiwnął głową a lekarz spojrzał na regał za naszymi plecami.
- Nadal są?
- Jak widać – odpowiedział szeptem Hipolit.
- Czy coś mówią?
- Przeciwnie, milczą jak zaklęci.
- Rozumiem – westchnął lekarz - Czy coś poza tym?
- Łażą, robią gesty i miny, rozglądają się ,śmieją i gapią, a ta druga osoba to robi różne dziwne rzeczy łącznie z tym, że grzebie sobie…
- Wystarczy – doktor przerwał ten dziwaczny opis, który jak czytelnik zdążył się zorientować jest nam trochę nie na rękę. Nie, drogi czytelniku, nie mnie, nam! Czytelnik też jest w to zamieszany, teraz już nie można się wycofać!
Lekarz odwrócił się do przesłanki i poprosił o zanotowanie, co następuje:
- Pogłębienie się urojeń, nasilenie omamów wzrokowych, nieznaczne pobudzenie psychoruchowe. Zaordynowano Haloperidol* w dawkach 5 mg na dobę. Termin następnej kontroli za trzy tygodnie.
Wydawało się, że wszystko odbędzie się rutynowo, gdy nagle lekarz wypalił:
- Panie Hipolicie, a gdyby ich pan przegonił? – wskazał palcem w kierunku regału.
- Tych dwoje?
- Tak, właśnie ich. Spróbuje pan?
Hipolit nagle wstał, jakby doznał olśnienia. Mienił się barwą purpurową co chwilę zmieniającą intensywność. Twarz jego przybrała wyraz pesymistycznie rokujący, oczy z kolei wszelki wyraz straciły, usta zaś zaatakowały wyrazem:
- Won! – a potem całym ciągiem wyrazów - Won mi stąd małpy jedne!
Niech czytelnik trochę się przesunie, ja będę musiał wyjść na chwile, czytelnik jeśli chce zostać…
- Won! I to już! – zagrzmiało raz jeszcze.
Tego już było za wiele, otwarliśmy drzwi - kotłowanie w progu - niech czytelnik się na mnie nie pcha!
Hipolit tak wrzeszczał, że lekarz i przesłanka doskoczyli do niego aby powstrzymywać.
W tej dramatycznej chwili przemknęły pytania:
Czy to możliwe abyśmy byli marą, złudzeniem ,wytworem chorego umysłu?
Czy cały ten skwarny dzień, to co przeżyliśmy pośród opromienionych słońcem kamieniczek i placów Kazimierza, mogło być jedynie ułudą? Czy przelotne uśmiechy i chwile zadumy czytelnika były li tylko iluzją?
Czy granica między istnieniem a nieistnieniem jest aż tak rozpaczliwie ulotna?
Myśli te błysnęły, gdy ciemna płaszczyzna drzwi zbliżała się ku nam z impetem, nieuchronnie odgradzając od świata wyobrażeń Hipolita, którego byliśmy wytworem. Głuchy trzask rozszedł się po korytarzu. Zniknęliśmy.
________________________
*Haloperidol – lek przeciwpsychotyczny stosowany w psychiatrii, zwłaszcza osłabiający urojenia.
|
|
|
|
Komentowanie niedozwolone dla anonimowego użytkownika, proszę się zarejestrować |
|
Re: Hipolit /opowiadanie/ * * * przez Lukasz_Stadnicki dnia 20-08-2006 o godz. 10:10:30 http://www.portalliteracki.pl | | Bardzo mi się podoba przeniesienie procesu twórczego w świat choroby, bardzo umiejętne posłużenie się "chorobowym" konceptem, aby rzecz miała ręce i nogi (bohaterów i fabułę) dla czytelnika, który tylko tego od opowiadania oczekuje i żeby jednocześnie mówić o filozofii dzieła literackiego, konstytuowania bytów jego fikcji, dla opowiedzenia o relacji między autorem i czytelnikiem, między nimi a bohaterem i przedstawionym światem. Tekst poprowadzony bardzo sprawnie, w warstwie dyskursu o literaturze wiele bardzo celnej ironii. Moim zdaniem niezwykła literacka robota, zrobiona bardzo umiejętnie. Jestem pod dużym wrażeniem, a autorowi z serca dziękuję za tak smakowity kęs modernej literatury. |
Re: Hipolit /opowiadanie/ * * * przez mictlantecutli dnia 20-08-2006 o godz. 14:17:44 http://www.rcichowlas.blogspot.com | jak najbardziej j.w
- w zasadzie od siebie nie mam nic do dodania. Tekst prześwietny, czyta się błyskawicznie z rosnącym zainteresowaniem. Rzetelna robota, warta mocnego wyróżnienia.
Narrator bomba!!:)
Pozdrawiam! |
|
|
Re: Hipolit /opowiadanie/ * * * przez chkargas dnia 20-08-2006 o godz. 09:25:32 | Smakowity kąsek i chociaż podzielam troszkę zdanie inn i soroki to i tak jedno z fabrycznych pereł. Przychodzą na myśli inne pomysły tego tytu, niektóre podał wcześniej Sheisebrick, ale mi najbardziej Pomysł Gaardera ze świata Zofii, co prawda tamten jest bardziej wyrafinowany i skomplkowany, ale tutaj mamy jedynie małe opowiadanko, a tam wielowarstwową powieść. Styl narracji przypomina mi też troszkę Nabokova (niekoniecznie z Lolity chociaż też, bardziej z szachowych zagrań w "prawdziwe życje Sebastiana Knight'a"). Oprócz tego styl autorski przypomina mi innego autora tutaj Fabrycznego, ale wolałbym jednak nie dokonać porównań.
Jedno zdanie budzi mi tylko wątpliwości (co w żadnym wypadku nie umniejsza wartości opowiadania, ew. do poprawki) logiczno-znaczeniowe:
"Lekarz – surowy pan w średnim wieku - podał Hipolitowi rękę, onieśmielił jej mocnym uściskiem i zaproponował miejsce siedzące." wynika z tego, że lekarz onieśmielił własnej ręki, czy oto chodziło?
W każdym razie nowa osobowość kreuje się nam tutaj dobrze się zapowiadająca.
Pozdrawiam, |
Re: Hipolit /opowiadanie/ * * * przez soroka dnia 20-08-2006 o godz. 10:30:48 http://soroka.netne.net/ | To ja się jeszcze dopiszę bo też mi się skojarzył jeden z fabrykanckich autorów (może niesłusznie :-) W każdym razie opowiadanie ciekawe, jak również sposób w jaki zostało napisane. Z pewnością przeczytam następne, jeśli autor będzie chciał je umieścić na stronie.
|
|
|
Re: Hipolit /opowiadanie/ * * * przez Sheisebrick dnia 19-08-2006 o godz. 23:54:19 | Pomysł niby prosty (a w kinie, że tak nieliteracko wtrącę, to już wyeksploatowany na maxa, "Fight Club", "Revolver", "Beautiful Mind"), ale wykonanie - fantastyczne. Napisane z humorem i bardzo sprawnie językowo. Kilka fragmentów jest po prostu wyśmienitych np opis włosów bohatera :))))
Nie wiedzieć czemu od pierwszych zdań jakoś miałem dziwne przeczucie że akcja dzieje się w krakowie!! :/
Warte wyróżnień, choć akurat niebieskiej gwiazdki średnio rozumiem :))
gratuluję, super tekst
m.~ |
Re: Hipolit /opowiadanie/ * * * przez Des_Grieux dnia 20-08-2006 o godz. 00:01:45 | Jak wyżej.
Kapitalna robota, mnie osobliwie sprawność językowa urzekła.
A niebieska zapewne ze względu na autoteliczność tekstu.
Pozdrawiam pogodnie |
Re: Hipolit /opowiadanie/ * * * przez Kapp-Grass dnia 20-08-2006 o godz. 00:07:21 | Mnie się bardziej opis nosa ;)
|
Re: Hipolit /opowiadanie/ * * * przez Lukasz_Stadnicki dnia 20-08-2006 o godz. 09:59:49 http://www.portalliteracki.pl | | Jak Des rzekł. Niebieska jest dla zarezerwowany dla kontekstów wewnętrznych - a) wewnątrzfabrycznych, b) ciekawych teksów autotelicznych i autotematycznych (czyli takich które zwracają się ku samym sobie, same sobie stanowią pożywkę i których byt konstytuuje się w wewnętrznej przestrzeni ich samych lub literackiego dyskursu). Wyróżnienie niebieską gwiazdką wskazuje także, że tekst jest cenny "warsztatowo", proponuje jakieś nietypowe środki, niecodzienną narrację itp. - coś co chcemy redakcyjnie polecić całej fabrycznej społeczności nie tylko ze względu na walory artystyczne, ale właśnie ze względu na bogactwo warsztatowe, które doprasza się o szczególną uwagę i które może być swoista lekcją literackości. |
Re: Hipolit /opowiadanie/ * * * przez Sheisebrick dnia 20-08-2006 o godz. 13:27:55 | | acha.. |
Re: Hipolit /opowiadanie/ * * * przez Anonimus dnia 20-08-2006 o godz. 22:42:36 | | ...a poza tym, to o rybie tez tam stoi =) Kocio |
|
|
Re: Hipolit /opowiadanie/ * * * przez Inn dnia 20-08-2006 o godz. 00:25:43 | Pomysłem się nie zachłysnęłam, jednak – przyznaję – końcówka napisana sprawnie; od słów: „-Proszę bardzo! Wchodzcie!”
Kilka sprytnych opisów, ale od miejsca „Plac otaczają kamienice...” do „...przeszli do tematu gustów, smaków oraz ich aspektów śledczych.” – całkowicie pada narracja, nie to tempo co wcześniej, nie ten język. Może Autor próbuje przyśpieszyć, bo w porównaniu ze spokojną częścią wcześniejszą - gdzie wyczuwa się i konsekwencję i zabawę słowem - tu niezgrabna relacja. A co do słownej zabawy, to gdzieniegdzie przedobrzone i - przynajmniej dla mnie - niestrawne, jak chociażby: „odpowiedział lakoniczny Hipolit.” Lepiej z tym uważać.
Miejscami niepotrzebne rozproszenie narracyjne: raz patrzymy od strony Hipolita raz od jego trunkowego kompana.
Drażni też chwilami rój zaimków wskazujących.
Natomiast przeciąganie pewnych pomysłów (miał nadwagę, tłuścioch – podobnie w innych miejscach) wyraźnie manieryczne. Chyba sam Autor tak się nimi zachwycił, że żal się rozstać.
Mimo wszystko jak na moje poczucie humoru zielona zasłużenie, ale czy więcej?
|
Re: Hipolit /opowiadanie/ * * * przez Des_Grieux dnia 20-08-2006 o godz. 09:44:10 | Moim zdaniem zdecydowanie na więcej, niż tylko zielona. Wszystkie oznaczenia są tu na miejscu, osobliwie zaś niebieskie - boć przecie tekst jest kapitalnym ćwiczeniem stylistycznym.
Powiada Pani: Miejscami niepotrzebne rozproszenie narracyjne: raz patrzymy od strony Hipolita raz od jego trunkowego kompana. Mnie się ten zabieg podoba. Zgrabna to i płynna zmiana punktu widzenia kamery. Zmiany tempa też zdają mi się zasadne.
Fragment z tłuściochem odbieram bardzo pozytywnie - widzę w nim ciekawą zabawę z konwencją i z czytelnikiem. Są to wszak typowe kłopoty autora, który pracuje nad wizerunkiem tworzonej przez siebie postaci. W ogóle najcenniejszą dla mnie rzeczą w tym tekście są wzajemne relacje autora, kreowanego przezeń świata i czytelnika. Czytelnika, który dodatkowo przeżywa chwilę kapitalnego zaskoczenia w przewrotnym finale;)
Uważam, że tekst jest bardzo przemyślany, logicznie, z żelazną konsekwencja poprowadzony. Powtórzę się - świetne ćwiczenie.
Pozdrawiam pogodnie |
Re: Hipolit /opowiadanie/ * * * przez Inn dnia 20-08-2006 o godz. 23:32:38 | W porządku, piszę o swoim odbiorze, chylę głowę przed fachowcami. Wiem od dawna, że ten typ pisania ma wielu sympatyków:)
Moje spojrzenie jest dość subiektywne, może dlatego, że znam jednego takiego twórcę niezwykle rozkochanego we własnych pomysłach i powielającego je z zamiłowaniem. Ba! Z zacięciem.
A fragment, który określiłam jako nudną relację, radzę przeczytać jeszcze raz wyrwawszy z kontekstu. Ponadto czytałam to jako opowiadanie, nie ćwiczenie i tak to oceniam.
Pozdrowienia dla wszystkich
|
|
|
Re: Hipolit /opowiadanie/ * * * przez soroka dnia 19-08-2006 o godz. 22:58:35 http://soroka.netne.net/ | Niezbadane są zakamarki ludzkiego umysłu. Spacerek, owszem nawet się podobał, chociaż długalaśny. Być wytworem cudzego umysłu to nie byle co. Zastanawiam się czy to aby nie zaraźliwe :))))
|
|
|
Re: Hipolit /opowiadanie/ * * * przez Kapp-Grass dnia 19-08-2006 o godz. 23:09:11 | | zabawne :) |
|
|
Re: Hipolit /opowiadanie/ * * * przez rahl dnia 20-08-2006 o godz. 11:45:23 | Mnie się tu wszystko podoba, pomysł, realizacja, kreacja, dowcip, ironia itp.
No i jeszcze nie bez znaczenia, że chadzamy z Hipolitem tymi samymi ścieżkami, od "Wolnicy" przez rybny po ...:))
|
|
|
Re: Hipolit /opowiadanie/ * * * przez kankai dnia 20-08-2006 o godz. 12:45:23 http://www.kolaseum.portalliteracki.pl | | Atmosfera świeżości, czarująca delikatność, wdzięk i urok - takie myśli nasuwają mi się po przeczytaniu opowiadania. Wzruszający dowcip autora, wrażliwość oraz moje osobiste mniemanie o współuczestnictwie w budowaniu obrazów pozwalają na wyrażenie niekłamanego podziwu. Cudnie wyśpiewana ballada... |
|
|
Re: Hipolit /opowiadanie/ * * * przez awdzsd dnia 20-08-2006 o godz. 13:25:06 | | Mi tam pomysł się podobał, mimo że lekko wyeksploatowany :) Choć to wykonanie jest tu najważniejsze. No cóż, raczej nic oryginalnego nie napiszę... Dodam jeszcze tylko, że tekst jak dla mnie ma jakieś pozytywne wibracje i nastraja optymistycznie (co w sumie dziwne, przy tym temacie). Pewnie za sprawą poczucia humoru autora i ogólnie podejściado tematu z dystansem i ironią. Pozdrawiam. |
|
|
Re: Hipolit /opowiadanie/ * * * przez Anonimus dnia 23-08-2006 o godz. 11:59:36 | | To, że zaczełam czytać było błędem. Nie daltego, ze opowiadanie było złe - bo nie było. Było bardzo dobre. nie dlatego, że było nudne, ponieważ i nudne nie było. raczej dla tego, że ma ono w sobie jakąś narkotyczną właściwość, wiążącą czytelnika w świecie opowaidania. u osób z większą wyobraźnią może nawet zachwiać poczucie relaności (co właśnie w tej chwili przeżywam). żekne w ten sposób - jest to literacki odpowiednik pewnego trunku, do którego słabość miał głowny bohater. choć nie konieczie tego za 3.50. Niemniej mąci w głowie w sposób całkowicie winu właściwy. Z chęcią poczekam na następną butelkę :)) |
Re: Hipolit /opowiadanie/ * * * przez Anonimus dnia 24-08-2006 o godz. 11:34:28 | Bardzo ciekawy komentarz. Pierwsze co mi przyszło do głowy po przeczytaniu tekstu to - "Zastanawiam się czy to aby nie zaraźliwe" -tak napisałam w swoim komentarzu :)))
Z trunkiem też się może skojarzyć.
Ps
"rzeknę"- to znaczy rzekłam :)) |
|
|
| |
Portal Literacki - Fabrica Librorum 1998-2011 poczta małpiatka portalliteracki.pl Publikowane teksty są własnością ich autorów. Kopiowanie, powielanie, odtwarzanie publiczne bez zezwolenia jest zabronione. |
Reklama w Portalu Literackim
|
|