Nowe recenzje
· GRZECHY JOANNY, Marat Joanna, Wydawnictwo Replika, recenzent: Hyla Bogumiła· ZŁOCISTA DOLINA, Walczak J. Iwona, Wydawnictwo Replika, recenzent: Hyla Bogumiła· MASTERTON. OPOWIADANIA. TWARZĄ W TWARZ Z PISARZEM, Masterton Graham. Cichowlas Robert, Pocztarek Piotr, Albatros, recenzent: Lipski Bartosz· SATYNOWY MAGIK, Łysiak Waldemar, Wydawnictwo Nobilis, recenzent: Solecki Tadeusz· NIEUGIĘTY, Millar Sam, Wydawnictwo Replika, recenzent: Stolarz Iwona· APETYT NA JUTRO, Woźniak Agnieszka, Wydawnictwo Replika, recenzent: Błaszkowska Alina· EWANGELIA WEDŁUG PIŁATA, Schmitt Éric-Emmanuel, Wydawnictwo Literackie, recenzent: Solecki Tadeusz[ RECENZJE ]
Online
Aktualnie jest 48 gość(ci) i 2 użytkownik(ów) online.
Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikając tutaj
NA FORUM
 | wszystko jest do zmiany |
 | FABRYKA-NASZE MIEJSCE W KOSMOSIE |
 | Funkcja redaktora - rezygnacja umorusańca |
 | Jerzy Reuter - Izobar nie żyje |
 | CO Z RUBRYKĄ |
 | Zaproszenie na kwietniowy DACH |
 | O stronie na stronie. |
 | Fantazje Zielonogórskie 2012 - konkurs na opowiadanie |
 | Coś dla poetów i miłośników poezji |
 | Kwiecień plecień w netkulturze! |
 | Cytat z Forum |
 | Zbieramy teksty do nowego numeru Magazynu Cegła!!! |
 | Konkurs Poetycki „O Srebrne Pióro MDK” – VI edycja |
 | CHATA |
 | Dość codzienność! |
 | Zapraszamy na Świąteczny DACH |
 | Kto |
 | Ody odbite Karola Maliszewskiego |
 | Pierwsze zdanie! |
 | współpraca przy scenariuszu - za pieniądze |
 | Ankieta dotycząca czytelnictwa kryminałów |
 | Czarny Kot |
 | Rozwój osobisty medytacje terapeutyczne |
 | ID w Czasie Fantastyki |
 | Barwy, a tworzenie nastroju |
 | Nieznane teksty Tadeusza Konwickiego w |
 | Rozwój osobisty kluczem do sukcesu |
 | Co Na Scenie - Nowy Wymiar Teatru |
 | nieTUZINkowa 12-ka Netkultury |
 |
Epika: Do psychologa, czyli jak znaleźć pacaneum na dolegliwości egzystencjalne (odkurzone) *
Wysłano dnia 31-01-2007 o godz. 18:05:00
Autor: kankai
W powietrzu unosił się wilgotny zapach odmarzających liści, butwiejących w ziemi od miesięcy. Nabrzmiałe pąki na drzewach aż trzeszczały, tak pilno im było wypuścić drżące z niecierpliwości liście. Znad rzeki chaotycznie podwiewał niespokojny wiatr. Jego podmuchy jednak tchnęły długo oczekiwanym ciepłem. Niebo co i rusz wykrzywiało gębę, by plunąć życiodajnym deszczem. Świat budził się do życia. Tymczasem w moim sercu nadal panowała sroga zima. Czułam
się przysypana grubą warstwą śniegu. Temperatura utrzymywała się
znacznie poniżej zera, wiało chłodem i, co najgorsze, wcale nie
zanosiło się na ocieplenie. W rzadkich chwilach, gdy nadchodziła
odwilż, łudziłam się, że to chwilowy stan hibernacji. Wystarczy, by
ktoś wziął zamarznięte serce w dłonie, pochuchał, podmuchał i nastąpi
cudowne ozdrowienie. Niestety. Nikogo takiego nie było jak okiem
sięgnąć. Odsunęłam się od ludzi, przestałam przyjaźnić z dobrymi
myślami. Moje życie uczuciowe skręciło się jak kiszki po wypiciu
zsiadłego mleka. Coraz mniej wiedziałam, co tak naprawdę dzieje się w
głowie. Czułam instynktownie, że ciągłe myślenie o tym może mnie
zaprowadzić tam, gdzie lepiej nie zaglądać.
Nigdy nie lubiłam
miejskiego zgiełku. Czułam się zawsze ściśnięta przez mury domów,
wtłoczona w sztucznie stworzoną, ciasną przestrzeń. Brakowało mi tego
poczucia związku z otaczającą rzeczywistością. Zdecydowanie nie był to
mój świat, o wiele bardziej ceniłam sobie naturę, spokój i ciszę.
Zgiełk uliczny tracił wtedy na sile. Przytłumione dźwięki z trudem
przeciskały do mózgu. Jak w niemym filmie, do którego przygrywający
pianista zapomniał nut. Sztuczne kolory blakły, traciły swą rozmaitość
i intensywność. Chętnie marzyłam, gdy świat wokół stał się ponury i
niezrównoważony. Chodziłam swoimi ścieżkami, jak meteor. Byle tylko
nikomu nie wejść w drogę.... Jakbym chciała zostać niezauważona....
Wkurzało
mnie dosłownie wszystko. Wkurzał chory, wszechobecny konformizm.
Ubieranie zgodne z obowiązującą modą, zażeranie się obrzydliwymi fast
food’ami, hip hopowy jazgot, moherowy różaniec polityczny, moda na keep
smailing. I ludzie pędzący i wracający z pracy, zakupów, każdy sobie,
bo nie ma wspólnych spraw. Jakbym brała udział w filmie grozy. Tylko
czekać na rytuał satanistyczny, nieważne, kto będzie ofiarą, pewnie
ktoś nierozważny. Tak sobie naiwnie myślałam, czy nie da się od nowa
urządzić świata. Bez obłudy, hipokryzji, kiczu, śmieci, klocków
wznoszonych z mamony. Bez równania w dół, które odbiera ambicję,
skazuje na bierność, mechaniczne podporządkowanie nakazom, rozkazom,
oczekiwaniom. Świata, gdzie wali się w łeb wyścig szczurów, gdzie
twardy dyktat wobec słabszych nie odbiera nikomu chęci życia. Miałam
serdecznie dość politycznych manipulacji, czarnych i białych plam w
historii, babrania w chorych strukturach władzy, polowania na agentów,
„zmuszania” do bycia patriotą, dość liberałów, populistów, prawicy,
lewicy. Dość uśmiechających się gąb tylko na plakatach wyborczych, poza
tym pokazujących nam – burakom - język.
Wkurzała mnie na potęgę
telewizja, jedyna, poza burym kotem, towarzyszka samotnych wieczorów.
Hołdując zasadzie „dobre wiadomości to żadne wiadomości” miałam swoją
dawkę „Adamsów” w najlepszej wersji, do tego W-11, kronikę wypadków,
filmy katastroficzne. Przygniatał mnie jakiś nierozumny sadyzm. Nawet
prezenterzy pogodowi mizdrzyli się do kamery w rapowych gestach
doprowadzając mnie tym samym do coraz większej rozpaczy. Apogeum
następowało jednak podczas oglądania filmów. Nie dość, że prawdziwków w
gąszczu propozycji medialnych bywało jak na lekarstwo, do tego
kolosalną część globalnej emisji zajmowały reklamy. Stale przerywają
filmy, jakby większa dawka inteligentnego humoru, doza przeżywanych
uczuć była poza naszym zasięgiem i należałaby się gimnastyka umysłu w
postaci ogłupiania. Filmy, jak meble, rozpadają się na segmenty, z
których każdy, wzorem tragedii antycznej osiąga punkt kulminacyjny.
Tyle, że w oglądanych przez nas produkcjach takich szczytowych momentów
jest znacznie więcej niż zamierzał reżyser. Nie przewidział czasu na
napoje, lekarstwa, pasty do zębów, sprzęt AGD, kremy, proszki do
prania, piwo, czekoladki zmysłowe, żarcie dla zwierząt domowych....Więc
teraz spoty pokazują myślącym homo język, plują, łaskoczą w podeszwy,
zatapiają kły w tętnicach. Niedobrze mi się robi na widok wymoczków
rżnących żyletą nieskazitelne brody, panienek hopsasających z wkładką,
na pewno niedoustną, przy wtórze debilnego uśmiechu. A wszystkiemu
zaprzecza zdrowy rozsądek i minimum inteligencji.
No i któregoś
dnia pękłam! Nie wytrzymał tego Sens, trwający dotąd przy mnie wiernie.
Towarzyszył w najtrudniejszych momentach. Ale pewnego dnia odszedł bez
pożegnania. Szukałam go wszędzie. Zaglądałam do każdego zapyziałego
kąta własnego ego. Nadaremnie. Zniknął bez śladu. Wtedy pojawił się
Lęk. Początkowo dreptał za mną nieśmiało i niepewnie. Z czasem zaczęło
mi towarzyszyć uczucie jego stałej, nieproszonej obecności. Przylgnął
jak pijawka i nie było sposobu, by się odessał. Stopniowo też
poznawałam jego rodzeństwo. Niepewność. Smutek. Przygnębienie. Należało
poruszyć góry, by się od nich uwolnić. Szkopuł w tym, że nie bardzo mi
to wychodziło. Wiłam się jak piskorz, ukrywałam, zacierałam ślady.
Zawsze jednak to nieciekawe towarzystwo odnajdywało mój trop. Stało się
jasne, że w pojedynkę jestem bezsilna w obliczu takiej ferajny.
Potrzebowałam pomocy, tu i teraz. Bezapelacyjnie. Chciałam wyzwolić się
od doktrynacji, światopoglądów, schematów na rzecz...... No właśnie, na
rzecz czego? Przecież bez kultu, bez ideologii życie jakieś jałowe,
niedoprawione się staje. Ni to smakuje, ni to jakiś sens tam ma. Zdałam
sobie jasno sprawę, że płynę pod prąd. No to trzeba konstruktywnie,
pomyślałam. Nosiłam się z ascezą, więc do kościoła nie pójdę. To do
psychologa! Żeby nauczyć się od mądrej głowy, jak bezboleśnie poruszać
się po codzienności, bez ponaglenia, bez groźby. Zebrać w sobie garść
zapału do „sobiebycia” i traktować sprawy z przymrużeniem oka.
Umiarkowanie dawać się nabijać w butelkę.
Odważnie zabrałam się
do rzeczy. Nieprzypadkowo wybrałam specjalistę, a raczej specjalistkę.
Starannie i metodycznie zrobiłam rozpoznanie terenu. Wybór padł na
panią psycholog, która, jak głosiła fama, legitymowała się dużym
doświadczeniem i profesjonalizmem. Potęga specjalisty jest tak wielka,
że nikt nie wątpił w jej wyroki i jeszcze mniej w cudotwórczą moc.
Naprawdę, cieszyła się niekłamanym autorytetem. Trochę drogim, to fakt,
lecz w tym wypadku moje bezcenne zdrowie psychiczne zasługiwało na
godziwe potraktowanie. Nie przez jakiegoś tam konowała, ale terapeutę z
prawdziwego zdarzenia.
Więc, pewnego późnego popołudnia z ustami
pełnymi mrozu, z gardłem ściśniętym powrozem, zapukałam do gabinetu.
Dumna z faktu, iż kobieta ze mnie postępowa, wyzbyta irracjonalnych
zahamowań, usiadłam we wskazanym fotelu. Cieszyłam się w duchu, że to
nie leżanka. Spoglądając ufnie w życzliwą twarz autorytetu, zachęcona
uprzejmymi słowy, rozpoczęłam monolog. Zrazu niepewnie, asekurancko. Z
minuty na minutę coraz odważniej, odważniej, aż poraziła mnie własna
śmiałość. Mówiłam otwarcie o rzeczach skrywanych nawet przed sobą.
Czułam, że są dziwne, może trochę nienormalne, lecz musiałam
wypowiedzieć je głośno, podzielić się nimi, by zrozumieć ich sens. I
pewnie dalej bym tak tokowała, pomstując na cały świat i siebie samą,
gdyby mojej uwagi nie przyciągnęło lekkie zniecierpliwienie pani
psycholog. Dostrzegłam, że delikatnie, prawie niezauważalnie, zerka na
zegarek. Także jej postawa przeszła pewną metamorfozę, nie emanowała
już spokojem i łagodnością, jej członki były teraz jakby zesztywniałe i
napięte. Zrozumiałam, że mój czas dobiega końca. Urwałam. Zastygłam w
niemym, z lekka niecierpliwym oczekiwaniu. Nie, nie spodziewałam się
recepty, podania panaceum na wszelkie bolączki. Nic z tych rzeczy.
Raczej oczekiwałam wskazówki, dobrej rady lub, choćby maleńkiej,
podbudowy mojego zrujnowanego mocno „ja”. - Cóż, droga pani. Słuchając tego wszystkiego myślę, że zabrakło pani siły i dystansu. (Taaak...) -
Przede wszystkim nie wolno się zamykać w sobie. Należy wyjść do ludzi,
odnaleźć pasje, zainteresowania. Wtedy stanie się pani atrakcyjna... (A teraz co? Zupełnie nie jestem?) - Trzeba wziąć się w garść! (No, masz!) - Nie wolno poddawać się apatii i zobojętnieniu. Trzeba wykrzesać z siebie więcej optymizmu! (Jak pani na to wpadła!) - Dobrze by pani zrobił wyjazd, najlepiej w jakieś ciepłe strony... (Jezu, ja chyba śnię!) - Jeśli poczuje pani potrzebę, zapraszam do siebie ponownie. Chętnie wysłucham. Zawsze, w końcu, człowiek może się wygadać. (Błeee, chyba wolę sąsiadowi...) - Lżej się wtedy robi na duszy, prawda? (Chyba nie zawsze...) - No tak, nasz czas, niestety minął. Kolejny pacjent czeka. Ufam, że porada pomoże pani odnaleźć się w trudnych chwilach. (Przepraszam? Chyba nie dosłyszałam... Jaka porada?) - I proszę pamiętać, trzeba myśleć pozytywnie! Pozytywnie, droga pani! (I gadać głodne kawałki do lustra, co? A niech mnie szlag trafi na miejscu! Co ja tu robię? Co mnie podkusiło?)
Głos
pani psycholog zawisł w powietrzu, jak obłok papierosowego dymu w
dusznym, ciasnym pomieszczeniu. Zawisł i niespokojnie dyndał mi nad
głową gotów runąć znienacka. (I co teraz? Koniec? Powinnam chyba podziękować i wyjść?) Siedzimy tak nieskończenie długą chwilę. Ona z niewymuszonym, życzliwym wyrazem twarzy, ja - chyba - tępym. (Czemu pani tak świdruje mnie oczami?) No dobrze, jak koniec to koniec. Powoli uniosłam się z fotela. Ubrałam płaszcz i starannie zapięłam guziki. - Dziękuję za wszystko – wydukałam – do widzenia! - Ale... najmocniej przepraszam , o czymś pani chyba zapomniała... - Ja? – wybałuszyłam oczy. (O
czym niby zapomniałam, co? Nie bardzo rozumiem? Myśl! No myśl, kobieto!
O, jasny gwint! Pieniądze! Trzeba zapłacić pieniądze!) Z
rezygnacją sięgnęłam do torebki i w tej samej chwili diabli poczęli
tańcować z moją duszą. Walcząc z silną pokusą trzaśnięcia pięścią w
profesjonalnie uśmiechniętą twarz pani psycholog lub, choćby,
nieśmiałego pokazania figi, wręczyłam stuzłotowy banknot. Chłodno i
wyniośle. Pospolity człowiek odskoczyłby w tył, jak porażony pięścią.
Ale pani przecież nie była pospolita. Zwyciężył dobrze zakorzeniony we
mnie konformizm. A niech to cholera!
Pożegnałam „autorytet”,
może nawet uśmiechnęłam się głupawo i wyszłam. Wlokąc się noga za nogą
próbowałam przeanalizować to, czego doświadczyłam. Jedno mogłam oddać
tej kobiecie: zdołała mnie wkurzyć i to dogłębnie. Więc, jeśli
wcześniej byłam bezwolna i poddana, to teraz targały mną uczucia tak
silne, że chciałam eksplodować. Faktycznie autorytet! Prawdziwy i
miarodajny. Godzina terapii, a jaki efekt! Zaraz, jak ona powiedziała?
Wyjechać? Tak, wyjechać. Do tego w ciepłe strony. Czyli, gdzie na
przykład? Lazurowe? Majorka? A może Tahiti? Mogłam jeszcze zapytać, czy
zna jakiegoś miłego i hojnego sponsora. Czemu mi to nie przyszło do
głowy? Idiotka ze mnie!
Nie wiedzieć czemu, przypomniały mi się
w tym momencie słowa solistki pewnego zespołu popowego świecącego
tryumfy w czasach, gdy marzyliśmy(?) jedynie o nowej RP. Odpowiadając
na pytanie reportera o swojego, równie sławnego wówczas męża, rzekła: -
„Mój mąż... Mój mąż leczy stargane nerwy na Karaibach.” W tej samej
chwili doznałam olśnienia. Spadło na mnie jak grom z jasnego nieba,
poraziło wszystkie członki. Wcześniej skulona, zamknięta jakby w sobie,
wyprostowałam się. Wypięłam pierś. A nawet dwie! Uniosłam dumnie głowę.
Ufnie spojrzałam w przyszłość. Już wiedziałam, co robić. Już
wiedziałam! Postanowiłam! Na Karaiby! Tam pojadę! Jeszcze tylko zostanę
piosenkarką.
Wrocław, 2007
|
|
|
|
Komentowanie niedozwolone dla anonimowego użytkownika, proszę się zarejestrować |
|
Re: Do psychologa, czyli jak znaleźć pacaneum na dolegliwości egzystencjalne (odkurzo przez Bairam dnia 31-01-2007 o godz. 20:22:18 | Cudne. Jakbym widziała siebie. Konkretnie u "pani psycholog" nie byłam, ale to sytuacja modelowa. A jako odbiorczyni przyjacielskich dobrych rad typu "Trzeba wziąć się w garść!" też zgrzytam zębami i odnajduję w swej zbolałej duszy całe pokłady sarkazmu, a niekiedy zalążki budzącej się do życia agresji. Tekst napisany z nerwem i tym charakterystycznym poczuciem humoru, które lubię. Dzięki za poprawienie nastroju. I odkurzaj więcej :)
|
Re: Do psychologa, czyli jak znaleźć pacaneum na dolegliwości egzystencjalne (odkurzo przez rahl dnia 31-01-2007 o godz. 20:48:27 | jw. z tym, że ja u "pani psycholog" byłam:) (częstotliwość spoglądania przez nią na zegar przekroczyła normy wyrabiane przez moich uczniów, kiedy analizujemy jakiś wiersz:))
Stylistycznie, jak to u Ciebie - czyściutko. |
|
|
Re: Do psychologa, czyli jak znaleźć pacaneum na dolegliwości egzystencjalne (odkurzo przez elkaone dnia 31-01-2007 o godz. 21:11:49 http://elkaone.lipinscy.net/ | Bardzo dobrze napisane i - jak to u Ciebie - z nerwem. Bardziej podoba mi się część pierwsza, tzn. ta przed podjęciem decyzji o psychoterapii. Chyba dlatego, że jest taka gniewna. A potem - ja też nie lubię, kiedy ktoś samoogranicza się z konieczności, jak peelka, i cichnie. Na szczęście budzi się na koniec. Na Karaiby!!! |
|
|
Re: Do psychologa, czyli jak znaleźć pacaneum na dolegliwości egzystencjalne (odkurzo przez Anonimus dnia 31-01-2007 o godz. 21:40:46 | No Woody Allen to to nie jest, że pozwolę sobie na łyżeczkę dziegciu. Rozbawiło mnie to o wypinaniu dwóch, bo nawet śmieszne. Natomiast całość taka więcej nużąca. Umyka mi cel tekstu (literatura "na pocieszenie"?), przekaz jaki jest właściwie? Że trzeba się wziąć w garść i liczyć na własne siły? To by było słusznie, ale ostatnie zdanie pobrzmiewa sarkazmem (przynajmniej tak mi ucho odbiera). Rozmowa z psychologiem - mam nadzieję - wyssana z palca, bo realizmem nie powala. Nie dość, że "specjalista" plecie farmazony (żaden normalny "psychol" nie powie o sobie np. że "udziela porad"), albo banały (jeśli ktoś zaleca pozytywne myślenie, zamiast zastosować odpowiednie techniki lecznicze to jest niestety amatorem - skąd więc renoma i stówa za godzinę? + terapeuta "z renomą" nie będzie osobiście pobierał opłaty za wizytę) - oczywiście wszystko to się da wybronić, różnymi "ale", że to na jakimś odludziu, gdzie jest jeden psycholog na cały powiat, więc ma renomę itp. jakby z urzędu, a to, że ktoś był na wizycie i tez mu się nie podobało, a to że tekst prześmiewczy i przejaskrawia pewne tendencje itp. Sygnalizuję tylko, że mnie nie przekonało, wydało się sztuczne i ostatecznie nie wiem, jaki ma mi z tekstu przyjść pożytek. Językowo bardzo sprawnie oczywiście. Ale do poprzedniego tekstu - w moim odbiorze - nawet się nie zbliża.
|
Re: Do psychologa, czyli jak znaleźć pacaneum na dolegliwości egzystencjalne (odkurzo przez Anonimus dnia 31-01-2007 o godz. 22:59:26 | Pardon, ale nie mogę się powstrzymać przed zlinkowaniem, bo to jest bardzo śmieszne (a poniekąd na temat) Kawały o psych.
[pl.wikipedia.org] |
Re: Do psychologa, czyli jak znaleźć pacaneum na dolegliwości egzystencjalne (odkurzo przez kankai dnia 01-02-2007 o godz. 12:08:25 http://www.kolaseum.portalliteracki.pl | Drogi anonimusie, z psychologami, psychiatrami mam do czynienia stale, choć pośrednio. Sama mam pod maska chyba poukładane, ale nie zawsze jestem tego pewna:))) O niektórych specjalistach mówi się, że to autorytety w owej tajemnej dziedzinie poruszania sie w gąszczu neurytów, dendrytów czy innych synaps, które tak mocno znacza nasza osobowość. Niestety, niejednokrotnie poraża mnie przedmiotowe traktowanie pacjenta, który bywa mało ciekawym obiektem studiów co bardziej wnikliwego badacza, choćby ze względu na fanaberie, którym ulega. Tzw. diagnozę stawia pewnikiem każdy zdolny lekarz mózgu, gorzej z umiejętnościa leczenia. Najprościej oddelegować do psychiatry, który przepisuje konkretna dwakę psychotropów, a potem odnosi się wrażenie, że otaczają nas zombie. Takie oto istoty krążą wokół mnie stale z racji roboty, którą wykonuję. Wiem jedno, żeby zdrowym być, należy jak najdalej trzymać się od takich lekarzy. Sam tekst jest znacznie starszy od "mediewisty", zgadzam sie z opinią, że odbiega poziomem, ale w szufladzie leżeć nie powinien, więc odnalazł droge do fabryki. Pozdrawiam ciepło. |
Re: Do psychologa, czyli jak znaleźć pacaneum na dolegliwości egzystencjalne (odkurzo przez Anonimus dnia 01-02-2007 o godz. 13:07:14 | Ok, ale tekst ma być satyrą na kiepskiego "specjalistę", czy - jak sugeruje Bekas - raczej drwić z pewnego trendu popkulturowego? Bo sam tekst by podpowiadał pierwszą możliwość, natomiast ta bekasowa jest ciekawsza. Zapewne szczególną "bombą" mogłaby się okazać próba zderzenia na papierze wizji powiedzmy kulturowo-medialnej (tych powierzchownych zapożyczeń z Zachodu) z siermięgą realiów polskich.
Z odsyłaniem do psychiatry po psychotropy itd. to oczywiście fakty, nad którymi należy ubolewać, ale samo opowiadanie chyba do nich nie nawiązuje (?) Albo za słabo, no nie wiem. pzdr.
|
|
|
Re: Do psychologa, czyli jak znaleźć pacaneum na dolegliwości egzystencjalne (odkurzo przez soroka dnia 31-01-2007 o godz. 21:57:35 http://soroka.netne.net/ | W życiu do psychologa nie pójdę !! :))) To znaczy, nawet znam jedną panią psycholog, handluje kosmetykami, hehe. Pewnie takich mądrych rad udzielała jak ta Twoja i na co jej przyszło? :)))
Opowiadanie z nerwem, nie ma nawet co szukać błędów. Napisane z pewną dawką humoru. Zakończenie karaibskie świetne. :))
Ale wydźwięk ma niestety dość stronniczy. Wizyta opisana w opowiadaniu, to wizyta osoby, której nic nie grozi, jest właściwie zdrowa. Bardziej zmęczona, niż wymagająca pomocy. Wystarczy jeśli się wygada. Peelka równie dobrze mogła pójść do przyjaciółki, albo wróżki- (jakieś modne się zrobiły ostatnio, w telewizorni o nich nawet mówią :)) Dzięki psychologii można także wielu ludziom pomóc. To rozległa wiedza. Niestety pewnie więcej płacą za wykorzystywanie technik psychologicznych w reklamach i marketingu. Dzięki za lekturę. Pomyślę, zanim powiem koleżance, żeby się nie mazgaiła i wzięła w garść :))))
|
|
|
Re: Do psychologa, czyli jak znaleźć pacaneum na dolegliwości egzystencjalne (odkurzo przez anngoya dnia 31-01-2007 o godz. 22:11:48 http://www.literaci.eu/ | Przeczytałam z uwagą, ale komentarz napiszę jutro.Opowiadanie wciągnęlo. pzdr ANN |
|
|
Re: Do psychologa, czyli jak znaleźć pacaneum na dolegliwości egzystencjalne (odkurzo przez werjust dnia 01-02-2007 o godz. 00:04:40 http://werjust.blox.pl/html | Językowo tekst po prostu super! Czytało się lekko, bez żadnych spotknięć, a smaczku dokładały porównania i upersonifikowania np nieba czy Sensu- ten pomysł spodobał mi się najbardziej. Przez to opko stało się barwne i bardzo interesujące. "Plunąć życziodajnym deszczem"- jakie to poetyckie :) Fajny początek, gdzie opisane były uczucia bohaterki i reakcje na otoczenie- to mnie zawsze interesuje najbardziej, telewizja już trochę mniej, chociaż niesamowicie mnie rozbawiły te hopsasające panienki z wkładkami :)) Dobre to! W gabinecie u pani doktor musiało być przyjemnie ;) Bawi mnie ten dialog, specjalnie przerysowany na potrzeby tekstu (prawda?). Ja odbieram panią psyholog jako "odcinającą kupony", znudzoną kobietę, która wcale nie interesuje się pacjętami, a wypracowana wcześniej renoma upoważnia do dawanie idiotycznych porad rodem z wieczorku na kawie u koleżanki. W końcu pomogło, nie? Tak niesamowicie zirytowała bohaterkę, że postanowiła wziąć się za siebie, więc jednak cel terapii został osiągnięty ;) Może taka właśnie była terapia ;) Ja myślę, że dawanie tu dialogu z prawdziwego zdarzenia zburzyłoby koncepcję tekstu. Bo co by było ciekawego w tej opowieści, gdyby kobieta pod wpłwem rzeczowych i właściwych rad pani doktor, została cudownie uleczona? Chyba otrzymalibyśmy nieciekawy tekst, bez odrobiny humoru, kpiny i ironii. Malutke zastrzeżenie, tu się zgadzam poniekąd z Anonimusem, że nie wiedziałam jakie wnioski miałam wyciągnąć z lektury. Chociaż teraz już wiem, miałam się po prostu dobrze bawić! :) I tak też było! Przepraszam za ględzenie Pozdrawiam serdecznie
|
Re: Do psychologa, czyli jak znaleźć pacaneum na dolegliwości egzystencjalne (odkurzo przez kankai dnia 02-02-2007 o godz. 16:13:48 http://www.kolaseum.portalliteracki.pl | | Otóż to, nie zawsze nalezy szukac "dziadka kołchoźnika", niekiedy można się troszke pośmiac. Cel zatem osiągnęłam. Pozdrawiam serdecznie |
|
|
Re: Do psychologa, czyli jak znaleźć pacaneum na dolegliwości egzystencjalne (odkurzo przez bekas dnia 01-02-2007 o godz. 01:00:56 http://www.literatura.waw.pl | Zacznę od oczywistosci;narracja świetna,z pewną ilością ironii a nawet sarkazmu. Już za to rzecz zasluguje na rozgwieżdzenie. Koniec ( Na Karaiby!) znakomity przydałaby sie jakaś nutka obawy przed taką wyimaginowaną podrózą np Castro czy zajęte hotele. Taki pur-nonsens. A teraz temat i remat.Z kulturą amerykanską dostaliśmy trochę psychoterapii,psychoanalizy. Wizyta ,nie u psychologa lecz u terapeuty. Takiego Wojciecha Eichelbergera lub Hanny Samson. Terapeuta musi być wzięty i drogi. Może skrzywić się na widok stówy. On przecież nie pobiera za skutecznosć porad ale za to,ze jest specjalistą RENOMOWANYM. Każde tego typu porady to slogany. I tu nie zgadzam się z "anonimusem"; opowiadanie to nie reportaż i o doborze realiów decyduje Autor ,a nie faktyczne relacje.Nie ma sensu się zastanawiać czy terapeuta (a nie psycholog,psycholog to za mało) jest powiatowy cz wojewódzki. Groteskowosć i banalność udzielonych porad jest w opowieści ukazana ZBYT DELIKATNIE. To należaloby wyostrzyć.Najważniejsza sprawa to PRZESŁANIE.Materiał jest na wielka prozę (Kafka, Manfield ,Woolfe) W tym celu wypadało rozpisać,uwypuklić,niejasno zarysowujące się przesłanie.Wyglądałoby ono mniej więcej tak(zgodnie z intencjami Autorki); to ŚWIAT jest chory,a z ROZPĘDU, z NIEWIARY w siebie chce się leczyć narratorka-bohaterka.Wypadałoby poszukac jakiegoś uzasadnienia. W świetle takiego przesłania, ta proza nabralaby rozmachu i kolorów.Miałkość rad nie byłaby juz kwestionowana zasadnie. Aby to osiagnąć trzeba;1) narratorka niech nie mówi o swoich odczuciach tylko przez działanie je demostruje 2) zastanawia się nad wyborem terapeuty i koniecznie chce iść do "sławy". Dlaczego krytykując,to co napisane,dopominam się o rozgwieżdzenie.? Zdaję sobie sprawę z tego,ze wszelkie kryteria oceny musżą być zrelatywizowane. A zalety ,które zademonstrowala Kanka,są wystarczające na FL.Naturalnie,skopany jest tytuł; za długi,zbyt barokowy. Proponowałbym inny,np "Wizyta","Porada" czy cos w tym guście. Nietrudno zauważyć,ze sporo tytułow opowiadan zamieszczanych na FL grzeszy nietrafnoscią. Zdrówka( nie tylko psychicznego) |
Re: Do psychologa, czyli jak znaleźć pacaneum na dolegliwości egzystencjalne (odkurzo przez Anonimus dnia 01-02-2007 o godz. 01:31:47 | | wydaje mi sie że to jest komentarz do "Lotu nad kukułczym gniazdem" a nie do powyższego tekstu |
Re: Do psychologa, czyli jak znaleźć pacaneum na dolegliwości egzystencjalne (odkurzo przez bekas dnia 03-02-2007 o godz. 09:34:31 http://www.literatura.waw.pl | Problem nie w tym,co się komuś wydaje ale w tym jak się potrafi UZASADNIĆ swoje poglądy.Takie,a nie inne wykorzystanie realiow w prozie artystycznej (fiction) zależy od Autora a nie podobieństwa/niepodobienstwa do najcżęściej spotykanych faktow.To elementarz każdej prozy,podobnie jak struktura akapitowa i zasada niewprowadzania postaci,ktore niczemu nie służą. Co do "wydawania się"; komuś może wydawac się,ze w Polsce nie ma analfabetów. Ma bowiem takie przekonanie na podstawie "obserwacji" swego otoczenia. Wystarczy jednak zajrzec do Rocznika Statystycznego,aby przekonać się,że analfabeci są i to w znacznej ilości. W sposób oczywisty jesteśmy ograniczeni w kształtowaniu swoich poglądów do własnych doswiadczen, jednak zwalczanie na ich podstawie poglądów odmiennych tylko dlatego,ze ich konsekwencje z jakichś względow mi nie odpowiadają,a nie dlatego ,ze mam jakies argumenty RZECZOWE, to raczej kiepska erystyka. W swoim komentarzu odwołuję sie do fabuly opowiadania Kanki ,a nie do powieści Kena Keseya,chociażby dlatego,ze przywyklem do porównywania porównywalnego,a więc, opowiadanie kojarzyłbym z opowiadaniami,a nie z powieścią. |
Re: Do psychologa, czyli jak znaleźć pacaneum na dolegliwości egzystencjalne (odkurzo przez kankai dnia 03-02-2007 o godz. 10:38:12 http://www.kolaseum.portalliteracki.pl | | Truizmem jest oczywistość widzenia rzeczywistości poprzez doświadczenia osobiste przede wszystkim. O awangardę zahacza jednak próba widzenia świata orzez okulary innych. Niekiedy wypożyczamy je sobie, by dojrzeć w wiekszej ogniskowej to, czego nasze szkła nie pokazują. Lecz nasze oczy przyzwyczajają się do własnego srodowiska rzeczy, idei, a co za tym idzie, intensywności przeżyć. Oczy szeroko otwarte, biała laska i pies przewodnik ułatwiają w gąszczu niezrozumiałego kroczyc naprzód. Co dzieje sie jednak, gdy wiele par oczu widzi co innego? Czy w imię oczekiwań drugiego mamy prawo do zafałszowania osobistej percepcji? Nie sądzę. Dlatego opowiadanko jest, jakie jest w swej story. Mogłoby byc zręczniejsze, prostsze w formie i zawierac akcenty rozłożone bardziej precyzyjnie. Trening czyni... ciut lepszego. Pozdrawiam serdecznie |
Re: Do psychologa, czyli jak znaleźć pacaneum na dolegliwości egzystencjalne (odkurzo przez kankai dnia 02-02-2007 o godz. 16:11:58 http://www.kolaseum.portalliteracki.pl | | Relatywnie przychylam się do przedstawionej argumentacji, szczególnie w jednym punkcie:)))). Pozdrawiam ciepło i serdecznie |
|
|
Re: Do psychologa, czyli jak znaleźć pacaneum na dolegliwości egzystencjalne (odkurzo przez mictlantecutli dnia 01-02-2007 o godz. 01:58:19 http://www.rcichowlas.blogspot.com | Teraz, gdy mam za sobą lekturę nie jednego, a kilku Twoich tekstów, mogę wypowiedzieć się szerzej na ten temat. Co rzuca się w oczy, nie tylko w przypadku tego tekstu, to swego rodzaju zwinność i klarowność - z dużą łatwością posługujesz się jęzorem literackim, z utworów bije "swojskość", z łatwością można się zaprzyjaźnić, zarówno z bohaterami, jak i z otoczeniem. Odnosi się wrażenie, że Twoje opowiadania z ogromną przyjemnością połknęłaby osoba lubująca tylko i wyłącznie w prozie filozoficznej, czy psychologicznej, jak i taka, która czytuje tylko "lżejsze" formy. Żwawa narracja to spory atut. Potrafisz postawić się na miejscu bohatera jakbyś pisała autobiograficzny utwór. To rzuca się w oczy z miejsca. Nie ma sztucznizny, niepotrzebnych zwrotów, czy banalnych dialogów. Wszystko współgra...
Jakby co, nie należałem i nie należę do TWA ;) Utwór bardzo mi się podoba - jest przemyślany.
|
|
|
Re: Do psychologa, czyli jak znaleźć pacaneum na dolegliwości egzystencjalne (odkurzo przez Hufnagiel dnia 01-02-2007 o godz. 08:56:50 | A mnie jedno nurtuje: tytuł. Czy pacaneum to lekarstwo zaaplikowane przez medyka pacana? Dobrze myślę? Ale jeśli tak, to czy warto szukać? :))
Pozdrawiam, Hufnagiel
|
Re: Do psychologa, czyli jak znaleźć pacaneum na dolegliwości egzystencjalne (odkurzo przez kankai dnia 01-02-2007 o godz. 11:25:22 http://www.kolaseum.portalliteracki.pl | | Tak, Hufnagiel, pacaneum jest absolutnie celowe. Ładnie, że zauważyłeś. Po kilkukrotnym powtórzeniu tak brzmiącego słowa (więc nie ma mowy o pomyłce, przejęzyczeniu) przez jednego z posłów LPR, na stałe weszło do mojego słownika i sądzę, wiernie oddaje wszechobecną bryndzę. Pozdrawiam serdecznie. |
|
|
Re: Do psychologa, czyli jak znaleźć pacaneum na dolegliwości egzystencjalne (odkurzo przez kankai dnia 01-02-2007 o godz. 12:11:33 http://www.kolaseum.portalliteracki.pl | | Kochani, reszta jutro, bo właśnie biegne do moich zombie:))) |
|
|
Re: Do psychologa, czyli jak znaleźć pacaneum na dolegliwości egzystencjalne (odkurzo przez kankai dnia 02-02-2007 o godz. 16:17:14 http://www.kolaseum.portalliteracki.pl | | Dziękuje wszystkim, którzy zechcieli sięgnąć do lektury. Pozdrawiam elkaone, bairam, soroke, anngoy'ę, rahl i pozostałych. Fajnie, ze jesteście... |
|
|
Re: Do psychologa, czyli jak znaleźć pacaneum na dolegliwości egzystencjalne (odkurzo przez Inn dnia 02-02-2007 o godz. 21:09:56 | Mnie lepiej drugą część się czytało. Pierwsza nieco przegadana. Szczególnie to budzenie się wiosny w pąkach nieco mnie zniechęciło, ale brnęłam dalej:) Język piękny, mięsisty, to chyba u Was rodzinne;) Może to byłby bardziej materiał na felieton? Ale teraz już "po ptokach". Wyciągaj, co tam masz jeszcze w szufladach. Się poczyta. Pozdrawiam
|
Re: Do psychologa, czyli jak znaleźć pacaneum na dolegliwości egzystencjalne (odkurzo przez kankai dnia 03-02-2007 o godz. 11:02:41 http://www.kolaseum.portalliteracki.pl | | Skłonność do mielenia ozorem to taka moja przypadłość:))) I tak uciachałam wiele. Na przyszłość powsciągne się nieco, tym bardziej, że mnie samej lepiej sie czyta utwory, w których miedzy wierszami wyczytam wiele więcej niż podane na tacy. Ale do tego droga daleka... Pozdrawiam ciepło |
|
|
Re: Do psychologa, czyli jak znaleźć pacaneum na dolegliwości egzystencjalne (odkurzo przez Xisco dnia 04-02-2007 o godz. 02:41:29 | Bardzo płynne, pozbawione zachwiań opowiadanie. Przeczytałem z przyjemnością, choć nie na tyle dużą aby zakłóciła popijanie herbaty. Wątek Pani Psycholog zasługiwałby na rozwinięcie, w kierunku nakreślonym już przez Autorkę. Zgadzam się z opiniami, że psychologowie bywają karykaturą "lekarzy duszy", natomiast dla swoich usługobiorców stają się substytutem dojrzałości, wymówką od zajmowania się tym co w naszym życiu zaniedbane, a przecież zasadnicze. Choć tezy idące aż tak dalek chyba nie padły, a szkoda. W koniunkturalnym świecie, łatwo rozwinąć poczucie, że jest coś nie tak i z tym motto trafić do psychologa, szukając anomalii u siebie, zamiast w trywializującym się otoczeniu. Skądinąd, dodam dla równowagi, istnieje inna tendencja, polegająca na tym, że różnej maści życiowi frustraci traktują m.in. psychologów z przymrużeniem oka, obawiając się, że Ci mogliby potraktować ich na poważnie, to znaczy jako poważny przypadek. Na koniec, gdzieś tam zauważyłem, że "dziękowano" Amerykanom za psychoanalize, rozumiem, że w sensie rozwinięcia mody na nią. Warto jednak dodać, że za psychoanalizę należy winszować Austriakom. A zwłaszcza jednemu świńtuszkowi.
Ogółem opowiadanie warte gwiazdki czerwonej. |
Re: Do psychologa, czyli jak znaleźć pacaneum na dolegliwości egzystencjalne (odkurzo przez Anonimus dnia 04-02-2007 o godz. 11:47:02 | Na marginesie, nazywanie Freuda "świńtuszkiem" nieco mnie wytrąca z równowagi. Być może u Pana ma to słowo charakter pieszczotliwy i przyjazny (?), jednak nawet gdyby, nie wszyscy muszą o tym wiedzieć. Różnie można Freuda oceniać, jego wpływ na kulturę przeklinać albo błogosławić, ale sprawiedliwie będzie wspomnieć, że była to postać o niezwykłej umysłowości, z odwagą i pasją walcząca o miejsce dla swoich nowatorskich idei w nieprzyjaznym świecie nauki, o kolosalnym wpływie na kulturę i do dziś, a może nawet bardziej dziś, inspirująca nowe myśli w różnych obszarach wiedzy. Dość wspomnieć, że Freud jest jednym z trzech najczęściej cytowanych autorów w dziejach (!) Przecietny człowiek, a i śmiem przypuszczać, użytkownik tego portalu pozostaje z reguły w błogiej nieświadomości (sic!), że Freudem mówi na codzień, kojarząc nazwisko właśnie z jakimś świntuszkiem z brodą tudzież z dziwnymi sprawami dotyczącymi penisów i na tym jego wiedza się kończy. Czy warto go utwierdzać w tym poczuciu egzotyki freudyzmu? Być może, choć nieświadomość jest błoga tylko z nazwy...;) pozdrawiam Parszywek
|
Re: Do psychologa, czyli jak znaleźć pacaneum na dolegliwości egzystencjalne (odkurzo przez kankai dnia 04-02-2007 o godz. 17:49:58 http://www.kolaseum.portalliteracki.pl | | Nie sadze, by Xisco miał cos złego na mysli, nie zakwestionował przecież roli Freuda w rozwój i znaczenie psychoanalizy. A że nazwał "świntuszkiem"? Cóż, to właśnie popędy głównie nadają kierunek naszym dążeniom, kształtują postawy, ustosunkowania, filtrują osobowość. To fakt. Z drugiej strony psychoanaliza Freuda stanowi dopełnienie wciąż niezbadanych do końca meandrów ludzkiego mózgu. Ustawia w gronie szacownych behawiorystów czy badaczy koncepcji poznawczej. Temat-rzeka, kończe, bo popłynę.... Pozdrawiam |
Re: Do psychologa, czyli jak znaleźć pacaneum na dolegliwości egzystencjalne (odkurzo przez Anonimus dnia 04-02-2007 o godz. 18:13:58 | Owszem, temat rzeka. Z tym, że nie przypisuję Xisco złych intencji, czy dobrych intencji, czy jakichkolwiek ;) Wypowiedź Xisco dała mi asumpt do wyrażenia pewnej uwagi ogólnej, wydaje mi się że niekoniecznie głupiej. Na marginesie marginesu - zapewne Freuda jako prekursora specyficznego dyskursu psychoterapeutycznego nalezałoby uważać za "winnego" faktu, że tak dużą wagę przywiązujemy dziś do intencji, prawdziwych lub tylko przypisanych. Choćby przykład zmian, jakie zaszły na przestrzeni z górą setki freudowskich lat w obszarze sądownictwa (już nie za czyn się karze, ale coraz bardziej za intencje go poprzedzające - w uproszczeniu mówiąc) dobrze tę tendencję obrazuje. Uwagi zapewne luźno z tekstem zwiazane, ale temat wdzięczny, więc prowokuje do refleksji. Nie wiem, czy ich ekspresja tutaj zasługuje na potępienie. Wydaje mi się, że jeśli zachodzi jakaś wymiana mysli, to jest to zjawisko raczej pozytywne :) pozdrawiam, Parszywek
|
Re: Do psychologa, czyli jak znaleźć pacaneum na dolegliwości egzystencjalne (odkurzo przez Xisco dnia 06-02-2007 o godz. 11:59:23 | Na znak skruchy bije się w piersi. |
Re: Do psychologa, czyli jak znaleźć pacaneum na dolegliwości egzystencjalne (odkurzo przez kankai dnia 04-02-2007 o godz. 17:53:02 http://www.kolaseum.portalliteracki.pl | | No. właśnie. Ciekawe, co na to Freud?:))))) Dziękuje i pozdrawiam serdecznie. P>S. Herbata była zapewne bez cytryny, hihihi |
|
|
Re: Do psychologa, czyli jak znaleźć pacaneum na dolegliwości egzystencjalne (odkurzo przez Des_Grieux dnia 04-02-2007 o godz. 10:47:32 | Hm. A może pani psycholog była zwolenniczką jakiejś odmiany terapii prowokatywnej; wszak udało się osiągnąć wybudzenie narratorki z apatii? ;)
Tekst podoba mi się, sprawnie napisany, nie nudzi (a czego jak czego, ale przynudzania wybaczyć nie potrafię).
Zastrzeżenia mam do pierwszego akapitu - cokolwiek przegadany, na dodatek z niejaką emfazą - efekt wywołany nagromadzeniem przymiotników; wiatr jest ciepły, chaotyczny i niespokojny, pąki są drżące i niecierpliwe, liście odmarzające i butwiejące. W pierwszej chwili sądziłem, że to zabieg celeowy, stylizacja języka na paplaninę egzaltowanej dziumdzi, której się tylko wydaje, że ma ze sobą problemy i do psychologa wybiera się dlatego, iż to modne. Potem jednak okazuje się, że narratorka jest zupełnie inną osobą - inteligentną, wrażliwą, obserwującą i analizującą rzeczywistość. Dlatego widzę tu niekonsekwencję stylistyczną i na miejscu Autorki pomajstrowałbym przy pierwszym akapicie.
Podpisuję się pod opinią Bekasa, że groteskowość miałkich rad pani psycholog jest pokazana zbyt delikatnie, tu aż się prosi o mocne akcenty, o jaskrawe przerysowania.
Tak czy owak - kawałek porządnej prozy, osobliwie zwraca uwagę sprawność językowa.
Kłaniam się pogodnie
|
Re: Do psychologa, czyli jak znaleźć pacaneum na dolegliwości egzystencjalne (odkurzo przez kankai dnia 04-02-2007 o godz. 18:11:17 http://www.kolaseum.portalliteracki.pl | | Wiesz, Des, doszłam do pewnego wniosku. Razem do kupy napisalibyśmy opowiadanko przepyszne. Temat jest bowiem na tyle ciekawy, że uruchomił wyobraźnię i szerokie oczekiwania, którym do końca nie sprostałam. Prześliznęłam się nieco chyłkiem po sprawie układając story, ale wrócę do tej rzeki, bo mnie nogi niosą:))) Co do "godzinki na leżance" przyznam, że roważałam rozwinięcie wątku, lecz wydawało mi się to niepotrzebne. Niesłusznie, jak widzę. Można było mocniej przerysować postać psychologa. Dziękuję serdecznie i pozdrawiam rzutem empatii jak Polska długa i szeroka. |
|
|
Re: Do psychologa, czyli jak znaleźć pacaneum na dolegliwości egzystencjalne (odkurzo przez szuszu dnia 16-06-2009 o godz. 14:16:19 | | jesli ktos jest zainteresowany to udzielam takich porad za pół ceny:-) a jesli chodzi o teks to jest swietny;-) |
|
|
| |
Portal Literacki - Fabrica Librorum 1998-2011 poczta małpiatka portalliteracki.pl Publikowane teksty są własnością ich autorów. Kopiowanie, powielanie, odtwarzanie publiczne bez zezwolenia jest zabronione. |
Reklama w Portalu Literackim
|
|