Poezja i proza - Portal Literacki  



Nowe recenzje


· GRZECHY JOANNY, Marat Joanna, Wydawnictwo Replika, recenzent: Hyla Bogumiła
· ZŁOCISTA DOLINA, Walczak J. Iwona, Wydawnictwo Replika, recenzent: Hyla Bogumiła
· MASTERTON. OPOWIADANIA. TWARZĄ W TWARZ Z PISARZEM, Masterton Graham. Cichowlas Robert, Pocztarek Piotr, Albatros, recenzent: Lipski Bartosz
· SATYNOWY MAGIK, Łysiak Waldemar, Wydawnictwo Nobilis, recenzent: Solecki Tadeusz
· NIEUGIĘTY, Millar Sam, Wydawnictwo Replika, recenzent: Stolarz Iwona
· APETYT NA JUTRO, Woźniak Agnieszka, Wydawnictwo Replika, recenzent: Błaszkowska Alina
· EWANGELIA WEDŁUG PIŁATA, Schmitt Éric-Emmanuel, Wydawnictwo Literackie, recenzent: Solecki Tadeusz

[ RECENZJE ]

Online

Aktualnie jest 41 gość(ci) i 2 użytkownik(ów) online.

Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikając tutaj

Epika: Walcząc ze złem /opowiadanie/ *
Wysłano dnia 10-02-2003 o godz. 20:07:47
Autor: Tybalt

Gorzało życie przed blokowiskiem. Starsze panie oblazły ławki już wcześnie rano, by zająć sobie miejsce w kojącym cieniu i by zająć miejsce znajomej, która poszła zrobić zakupy. Dwójka maluchów budowała w piaskownicy gigantyczną piramidę, która wyglądała raczej jak mrówczy kopiec. Kilku innych, nieco starszych, tłoczyło się w jednym miejscu, nachylając się nad malutkimi samochodzikami, które pstrykało po trasach narysowanych kredą. Ktoś spacerował z gigantycznym psem, ktoś inny mył samochód. Dozorca mocował się z piwnicznym oknem.
Zza bloku wyłoniła się niewielka postać. Ubrana w krótkie spodenki w niebieskobiałe pasy i czerwoną koszulkę. Wzrok przykuwał drewniany miecz, który założony za pasem dyndał z lewej strony i szeroka opaska, spod której ledwo widać było oczy, ruchliwe i czujne.
- Po co ci ten miecz, chłopcze? - spytał dozorca.
Ten nie odpowiedział. Przeszedł obok wyprostowany jak struna i nawet nie spojrzał w stronę dozorcy. Uniesiona nieruchoma głowa i wojskowy krok przyciągnęły również uwagę starszych pań wysiadujących na ławkach. Usłyszał tylko ciche szmery dochodzące z ich strony i odprowadzany ich spojrzeniem poszedł dalej. Zatrzymał się przy klatce schodowej. Włożył dwa palce do ust i zagwizdał przeciągle, spoglądając jednocześnie w rząd okien. Zaszczekał pies z któregoś z balkonów, ale nic się nie stało. Znów zagwizdał, tym razem dłużej i znacznie głośniej.
- I czego gwiżdże?! - zawołał dozorca.
Chłopak nie odpowiedział. Zagwizdał trzeci raz i dopiero wtedy z jednego z okien wyjrzała mała głowa z włosami białymi jak mleko. Z okna nad głową wysunęły się małe dłonie, które zaczęły kreślić niezrozumiałe znaki. Chłopak z mieczem kiwnął przytakująco i sam nadał kilka niezrozumiałych, śmiesznych znaków. Wyglądało to jak język migowy. Mleczna głowa znikła z okna.
Żar lał się z nieba. Starsze panie wachlowały swe pomarszczone twarze, na których czas znacznie odcisnął swą pieczęć. Wróciły do swych rozmów, nie zwracając już uwagi na chłopca z mieczem. Z otwartych okien wylewał się zapach kapuśniaków i pieczonych kotletów, spływał po ścianach i nieruchomiał przy ziemi.
Z klatki wybiegł chłopak o białych włosach. Znów poruszyły się spojrzenia starszych pań i znów poczęły szemrać. Ten miał na głowie plastikowy hełm wojskowy, jeden z tych, które można było kupić w sklepie zabawkowym, a który wchodził w skład kompletu „Mały żołnierz”.
- Cześć Adasiu - powiedział do niego chłopiec z mieczem.
- Cześć. - powiedział i podali sobie ręce.
Ruszyli chodnikiem czując na sobie tępe spojrzenie starszych pań.
Chłopiec z mieczem wyglądał na starszego. Był o głowę wyższy, ale za to o wiele chudszy. Jego ręce, patyczkowate i długie, poruszały się nienaturalnie i trochę niezdarnie podczas marszu. Twarz za to nie miała nic z niezdarności, wysoko uniesiona jak u żołnierza na defiladzie, i dumna. Adaś nie wyróżniał się zbytnio. Był dziesięcioletnim brzdącem o krótko przystrzyżonych białych włosach i oczach błyszczących żywym błękitem.
- Co robimy Marku? - spytał.
- Dzisiaj będziemy walczyć ze złem.
- Jak to ze złem? Nie będziemy już bić się z zombi? - spytał i pomyślał o tym, jak wczoraj siekali kijami w drzewa w pozorowanej walce.
- Ech Adasiu, zombi to też jest zło.
- Jak to zło? To czemu mówiłeś, że walczymy z zombi?
- Nie mówiłem, że z zombi.
- Właśnie, że mówiłeś. - powiedział Adaś.
- Nie mówiłem - syknął z lekką złością, a po chwili dodał - A poza tym zombi to jest zło. Wiele jest zła. A my musimy walczyć.
- To z czym będziemy dzisiaj walczyć?
- Zobaczymy jakie zło spotkamy. - rzekł Marek.
Szli ulicą, a pod stopami czuli jak ich chińskie trampki zapadają się nieznacznie w asfaltową masę, nagrzaną przez słońce. Zatrzymywali się co chwilę, by zerknąć do zaparkowanych samochodów, zobaczyć na licznik i radio. Stanęli przy polonezie.
- Ile ciągnie? - spytał Adaś.
- Prawie dwie stówy.
- Ja kiedyś sobie kupię Ferrari. Ciągnie prawie trzy stówy.
- A ja kupie Porsze i cię będę wyprzedzał. - rzekł Marek.
- Ferrari jest lepsze i szybsze.
- Porsze jest szybsze.
Spierali się dobrą minutę. W końcu Marek klepnął Adasia w hełm z głośnym klaskiem i poszli dalej.
Nagle ich uszu zaczął dochodzić przeciągły jęk silnika, który z każdą chwilą rósł. Odwrócili się i zobaczyli duży sportowy samochód, który mknął prosto na nich. Marek odskoczył momentalnie, złapał Adasia i przyciągnął do siebie. Samochód przemknął tuż przy nich, zostawiając smugę ciepłego powietrza, które rozbiło się o ich twarze. Patrzeli jeszcze jak jedzie. Samochód zapiszczał oponami przy skręcie, potem drugim i zatrzymał się na parkingu przed blokiem.
- Oto i zło, o którym ci mówiłem. - powiedział Marek i poszli w stronę samochodu.
Przysiedli na ławce kilka metrów od parkingu i zaciekawieniem obserwowali samochód. Była to sportowa Honda z przyciemnianymi szybami i srebrnym spojlerem na tyle. Z klatki bloku wybiegła grupka dzieci.
- Wujek przyjechał! - wołały - Wujek z Niemiec!
Otwarły się drzwi i wyszedł z nich gruby mężczyzna w bokserce. Szyję jego opasywały dwa szczerozłote łańcuchy, które lśniły w promieniach słońca. Dzieci otoczyły go szczelnym kołem. Mężczyzna pochylił się do samochodu i wyciągnął sześciopak piwa w puszce. Dwóch młodzików, którzy również przyglądali się temu widowisku, westchnęło z zachwytem.
- Patrz. Piwo w puszce ma. - powiedział jeden.
- I pewnie Malboro w peweksie kupił. - westchnął - To dopiero jest życie. Nigdy nie piłem piwa w puszce.
- Ja też. A zobacz tą brykę, cacko.
Gruby mężczyzna zamaszystym gestem trzasnął drzwiami auta i udał się w stronę klatki bloku, a za nim ta sama grupa rozwrzeszczanych dzieciaków.
- Chodź Adasiu, zobaczymy z bliska.
Podeszli do samochodu i zajrzeli do środka.
- Wiesz, że Niemcy są źli? - spytał Adasia.
- Dlaczego?
- Wojnę zaczęli z Polakami. Nie widziałeś pancernych? Janek dopiero dał im łupnia. A nasi i tak wygrali wojnę.
- Nooo - jęknął.
- A pod Grunwaldem, to też zaczęli Szwaby. I też im nasi po dupie dali. Źli te szwaby, źli. - Marek schylił się i wyciągnął scyzoryk, Zbliżył się do koła i wbił ostrze w wentyl.
- Marku! Co robisz? - krzyknął Adaś.
- Cicho siedź. Szwab to Szwab. Ze złem przecież walczymy, nie?
- Ale to nie ładnie tak.
- Co nie ładnie? Szpanuje tu Szwab, to jest nieładnie. Patrz czy nikt nie patrzy.
- Ale Marku! Boję się!
- Adaś, nie bądź baba.
Z koła zupełnie już uszło powietrze. Podszedł do drugiego i zrobił z nim to samo.
- Idziemy - powiedział Marek. Rozejrzał się jeszcze, ale poza dwójką młodzików nikogo nie było.
Szli w stronę pobliskiego lasku. Marek, tak samo dumny z podniesioną głową, szedł swym wyuczonym żołnierskim krokiem. Adaś, jeszcze z wypiekami na twarzy od wrażeń, jakie zrobił na nim czyn Marka, przebierał szybko nóżkami.
Gdy dotarli na otwartą przestrzeń pola, lekki wiatr omiótł ich twarze i poczuli ulgę. Pole ciągnęło się aż po drogę wylotową, a przez nie przebiegała linia stalowych konstrukcji słupów wysokiego napięcia. Gdzieś na horyzoncie majaczyły kontury huty cynku, z której, jak zapałki wystawały trzy długie i cienkie kominy.
Doszli do lasku. Adaś znalazł długi kij zakończony rozwidleniem.
- Patrz, to mój miecz. - powiedział.
- Jakiś taki cherlawy. - zaśmiał się i złapał za swój miecz. Przeciągnął nim przy twarzy Adasia. - Walczymy?
- Ale tak na niby, co?
Marek przyjął zgarbioną postawę, a wzrok skoncentrował na Adasiu. Świsnął raz i drugi w powietrzu.
- Walczymy! - krzyknął, ale już po dwóch uderzeniach kij Adasia złamał się.
- Poszukaj lepszego miecza. - powiedział.
Poszli głębiej w las. Cień przyjemnie chłodził ich nagrzane w słońcu ciała. Ich trampki zapadały się w miękkiej ściółce i co jakiś czas dało się słyszeć trzask łamanych gałęzi pod ich stopami.
- Stój - szepnął Marek.
- Co się stało? - powiedział również cicho.
- Słyszysz? - wyciągnął w górę wskazujący palec.
Adaś skupił się, ale nie usłyszał nic poza melodyjnym śpiewem ptaków i szumem drzew. Marek kiwnął głową w prawo i poszli w tamtą stronę. Po kilkunastu metrach doszły ich wyraźne jęki. Coś jakby ranione zwierze, a może nawet człowiek, pojękiwało ciągle. Marek przykucnął, Adaś momentalnie powtórzył ruch. Powoli i z rozwagą zaczęli skradać się w stronę, skąd dochodziły dźwięki.
- Patrz. - szepnął i wskazał palcem.
Na niewielkiej polanie na rozłożonym czerwonym kocu leżała rozkraczona dziewczyna a na niej mężczyzna. Kopulacyjne ruchy mężczyzny wprawiły chłopców w nie lada zdziwienie. Podeszli jeszcze kilka metrów bardzo ostrożnie i przykucnęli za krzakiem. Pojękiwania dziewczyny były już zupełnie wyraźne.
- Co robimy? - spytał Adaś.
- Siedź cicho. - syknął Marek.
Gdy tak przyglądali się kochającej się parze, Markowi przypomniało się, jak nakrył swoją siostrę z jej chłopakiem w takiej właśnie pozycji. Chłopak strasznie na niego nawrzeszczał, a on pytał ciągle, co oni robili.
Adaś znów dostał wypieków na twarzy, z lekko otwartą buzią wlepiał wzrok w parę. Marek wyciągnął miecz zza pasa.
- Co robisz? - spytał Adaś.
Marek przyłożył palec do ust.
- Ciiiii
- Aaaaaaaa, oooooo! - jęczała dziewczyna.
- Zajebie cię na śmierć. - powiedział mężczyzna do dziewczyny.
Marek nie czekał chwili. Wybiegł z kryjówki, podbiegł do niego, zamachnął się i zdzielił go ciosem w plecy. Zanim ten zareagował, posypały się kolejne ciosy miecza. Marek bił chaotycznie w niewyjaśnionym napadzie furii.
- Aaałłłłaaaa! Kurwa, co jest! - mężczyzna krzyknął i sturlał się z dziewczyny. Na jego twarzy malowało się ogromne zdziwienie i zaskoczenie. - Huju! Zabije cię! - zawołał i skoczył do Marka. Miecz trafił w twarz mężczyzny. Ten skulił się i zakrył twarz dłońmi. A Marek dalej siekał. Jego oczy płonęły wściekłością, a cała twarz emanowała furiacką złością. Kolejny cios wymierzył w stronę obnażonych genitalii, ale nie doszedł on jednak swego celu, bo mężczyzna uskoczył w porę. W jednej chwili skoczył na Marka i oboje runęli na ziemię. Tu Marek nie miał już szans. Silne ręce mężczyzny wyrwały mu miecz.
- Adasiu! - zdążył zawołać Marek, gdy trzy silne uderzenia pięścią w twarz oszołomiły go zupełnie. Czwarty cios trafił prosto w nos Marka i można było usłyszeć przy tym trzaśnięcie kości. Przy kolejnym stracił przytomność.
Gdy chłopak z dziewczyną poszli, zostawiając leżącego i zakrwawionego Marka, z kryjówki powoli wyszedł Adaś. Był ogromnie przerażony, a po jego policzkach ciekły łzy.
- Marku, obudź się. - powiedział i dotknął jego czoła. - Boję się. Marku, jestem tu. Marku powiedz coś. Boję się. - łkał Adaś.
Marek otworzył oczy. Głowa pulsowała ogromnymi falami bólu. Spojrzał na Adasia i szepnął:
- Wiele jest zła Adasiu. Wiele. My musimy walczyć. Musimy.
- Lecę po mamę. Pomożemy ci Marku. - powiedział i pobiegł najszybciej jak umiał w stronę osiedla.
Czytaj
Tekst lubią:

 
Logowanie/Założenie konta | komentarz 1 | Szukaj

Komentowanie niedozwolone dla anonimowego użytkownika, proszę się zarejestrować

Re: Walcząc ze złem /opowiadanie/ *
przez pwz dnia 22-02-2003 o godz. 10:19:48 http://akson.sgh.waw.pl/~pzwier/
Przeczytałem jednym tchem i z otwartymi ustami :-)

Bardzo mi się podoba. Zakreślone tak, że wszystko natychmiast wyraźnie widać.

Dzieci często widzą świat czarno-biało - bez mała jak poseł Rokita :) - bawią się w policjantów i złodziei etc. Ale często nie potrafią jednak odróżnić czym jest dobro a czym jest zło.

Młody człowiek z tego opowiadania się nie podda tak łatwo. Może jak dorośnie, to z jego krucjat będzie więcej pożytku :) W tym kontekście uważam, że opowidanie to ma optymistyczne zakończenie.



Pozdrawiam!





Portal Literacki - Fabrica Librorum 1998-2011 poczta małpiatka portalliteracki.pl
Publikowane teksty są własnością ich autorów. Kopiowanie, powielanie, odtwarzanie publiczne bez zezwolenia jest zabronione.


Reklama w Portalu Literackim