Nowe recenzje
· NIEUGIĘTY, Millar Sam, Wydawnictwo Replika, recenzent: Stolarz Iwona· APETYT NA JUTRO, Woźniak Agnieszka, Wydawnictwo Replika, recenzent: Błaszkowska Alina· EWANGELIA WEDŁUG PIŁATA, Schmitt Éric-Emmanuel, Wydawnictwo Literackie, recenzent: Solecki Tadeusz· ZŁY WPŁYW, Campbell Ramsey, Wydawnictwo Replika, recenzent: Majewski Janusz· TUNEL, Braver Gary, Wydawnictwo Replika, recenzent: Kwiatkowska Anita· OSTATNIA NOC JEJ ŻYCIA, Jennings Maureen, Oficynka, recenzent: Cichowlas Robert· KRÓLESTWO SPOKOJU, Ketchum Jack, Wydawnictwo Replika, recenzent: Majewski Janusz[ RECENZJE ]
Online
Aktualnie jest 41 gość(ci) i 0 użytkownik(ów) online.
Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikając tutaj
NA FORUM
 | Barwy, a tworzenie nastroju |
 | Co Na Scenie - Nowy Wymiar Teatru |
 | nieTUZINkowa 12-ka Netkultury |
 | V OGÓLNOPOLSKI KONKURS NA AUTORSKĄ KSIĄŻKĘ LITERACKĄ- ŚWIDNICA 2012 |
 | DACH w lutym |
 | wizja śmierci w romantyzmie |
 | Konkurs Małych Form Prozatorskich Wrzenie VI |
 | Cytat z Forum |
 | Szymborska |
 | Harosław Jaszek: jeśli zwycięży wolność słowa… |
 | WISŁAWA sZYMBORSKA NIE ŻYJE |
 | RIP |
 | TAJNE KOMPLETY - NAJPIĘKNIEJSZA KSIĘGARNIA - GŁOSUJ |
 | Styczniowy DACH |
 | Krzysztof Gąsiorowski nie żyje. |
 | Niektórzy lubia poezję |
 | Palahniuk versus Zafon |
 | Podsumowanie 20011 roku w Księgarni Tajne Komplety |
 | Tren pt. Grab-Ula mówi o pieszczotach Orszulki na łonie przyrody. |
 | Współczesna poezja |
 | Co zrobić, żeby pierwsze rozdziały pisanej przeze mnie nie były nudne? |
 | Pierwsze zdanie! |
 | Wielowątkowość |
 | Czarny Kot |
 | CHOIŃCZYK-ŚWIĄTECZNA GRA DEKADY! |
 | 3 lata slamu w Od Nowie |
 | MAGAZYN CEGŁA 21 nr do zjedzenia na 6 opłatkach wigilijnych |
 | Moje konto w FL. |
 | Spotkanie poetyckie |
 |
Esej: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ **
Wysłano dnia 13-05-2007 o godz. 08:20:17
Autor: asasello
Kiedy za sto lat burłacy literatury w różnych instytutach i wydziałach polonistyki zasiądą do prac rocznych i magisterskich na temat literatury polskiej nam współczesnej, dokonają zdumiewającego odkrycia. Okaże się bowiem, że ich koledzy i koleżanki z historii zasadniczo się mylą, co do roku 1989. Owszem, upadła wtedy niezbyt sympatyczna komuna, jednak po niej nastało coś jeszcze gorszego. Tak przynajmniej wynikałoby z obrazu III RP w książkach z epoki i z pewnej nostalgii, z jaką wspominana jest w nich świeża jeszcze nieboszczka.
Fenomen komunonostalgii (jakże w takich chwilach zazdroszczę Niemcom ich precyzyjnego słowotwórstwa, którego dzieckiem jest ostalgie) zastanawia już teraz. Dałoby się jeszcze wytłumaczyć te wszystkie PRL – parties w klubach i knajpach całej Polski, wycieczki znudzonych Anglików trabantem po Nowej Hucie czy reanimację jarocińskiego festiwalu w nekrofilnej nieco otoczce ,,PRL festiwal’’ fascynacją dziwaczną i absurdalną egzotyką peerelowskiej estetyki. Jednak literatura zdaje się podpowiadać nam, że chodzi o coś poważniejszego. Coś musi być bowiem w tym, że w książkach ludzi urodzonych po roku ’60 PRL jawi się jako okres, może nie sympatyczny, ale na pewno w jakiś sposób pociągający. U Stasiuka na przykład komuna to okres heroiczny. W tym czasie bohaterowie m. in. takich powieści jak Dziewięć czy Biały kruk zawiązują męskie przyjaźnie, do tamtych czasów wracają stale we wspomnieniach i rozmowach. Wtedy miały miejsce legendarne już dla Stasiukowych bohaterów pijatyki i bijatyki, włóczęgi i szaleństwa. Być może działa tutaj mechanizm pozytywnego postrzegania czasów swojej młodości, jakiekolwiek by one nie były. Jeśli jednak wpisze się te wspomnienia w szerszy kontekst prozy Stasiuka, można zobaczyć, że to nie tylko to. Zauważmy, że Stasiuk pisząc o rzeczywistości po 1989 roku opisuje świat tak, jakby wydarzyła się w nim jakaś katastrofa, a my oglądamy jakieś resztki które po niej pozostały. Widać to zwłaszcza w Opowieściach galicyjskich. Widać to też w Jadąc do Babadag, widać w Fado. Dla Polski i całej reszty krajów bloku komunistycznego z końcem epoki komunistycznej zaczął się rozpad, powolne zamieranie. Pisząc o pielgrzymach Jana Pawła II do Polski Stasiuk mówi wprost, że papież przyjeżdżał do kraju z roku na rok gorszego. Na tym tle widzimy, że wspomnienia z młodości stasiukowych bohaterów są dla nich tak atrakcyjne nie tylko dlatego, że byli wtedy przystojniejsi. Co ciekawe, o psuciu się świata wspomina też Witkowski w Lubiewie. Jest w tej powieści scena, w której cioty tkwiące mentalnie w homoseksualnym środowisku końca lat osiemdziesiątych spotykają nowoczesnych gejów. Ocena Michaśki Literatki jest dla tych drugich miażdżąca. Są oni w jej oczach sztuczni, nieprawdziwi. Zupełnie nieatrakcyjni i pozbawieni fantazji. Skażeni plastikową popkulturą nie wytrzymują porównania z koleżankami Michaśki ukształtowanymi w przaśnym a jednak jakby bardziej realnym peerelu. Zresztą komunonostalgia u Witkowskiego to osobne zagadnienie. Prawie cały debiutancki tom tego pisarza utrzymuje jest w tonie takiejż właśnie nostalgii. Oczywiście, mamy tu do czynienia ze wspominaniem dzieciństwa które z reguły waloryzowane jest jeszcze bardziej dodatnio, niż młodość. Ale podmiotowi literackiemu tęskni się bardzo często do tych akurat elementów dzieciństwa, których bez peerelu by nie było. Dzieciństwo bohatera i narratora jest takie pociągające między innymi dlatego, że jest w nim obecny lepszy świat. Jest on obiektem swoistego kultu, naiwnej dziecięcej wiary. Tym światem jest Zachód. Wiara ta ma swoje święte księgi – historyjki z gum donaldów, ma swoje mieniące się nieznanymi w szarzyźnie demoludów graale i złote runa. Najciekawsze jest opowiadanie, w którym główny bohater jeszcze jako dziecko wyrusza na swego rodzaju pielgrzymkę do RFN. Jedzie nocą niemiecką autostradą (co jest jednym z najnudniejszych zajęć na świecie) i jest zafascynowany wszystkim, co widzi, dostępuje wzachodowstąpienia. Kontrastuje to ze scenami, w których już jako dorosły człowiek jedzie nocą samochodem i już zdaje sobie sprawę z tego, że nocna jazda po autostradzie to w gruncie rzecz tylko nuda, samotnośc i melancholia. Gdy ten lepszy świat stał się udziałem bohatera, pękła iluzja, Arkadia okazała się plastikową atrapą. Dwa wymienione wątki (komuna – okres heroiczny i podobny dosyć komuna – okres stykania się z rzeczywistością i prawdziwym życiem) spotyka się i u innych pisarzy. U Siemiona w Niskich łąkach znajdujemy motyw okresu heroicznego, w którym bohaterów łączą więzy przyjaźni, w którym dokonują czynów wielkich pisząc po murach i żyjąc poza systemem. Łączy się ten wątek z wątkiem kontaktu z rzeczywistością. Główny bohater, Anglik, przybywa z Zachodu i w peerelu dopiero styka się z prawdziwym życiem, prawdziwymi uczuciami, etc. Kiedy pisarz kieruje nasz wzrok na współczesny Zachód, gdzie główny bohater wraca, widzimy krainę upadku i zepsucia, krainę w której nie ma miłości, nie ma przyjaźnie, w której wszystko jest sztuczne. Nic dziwnego, że Anglik do chwil spędzonych w peerelu tęskni przez resztę książki. Co ciekawe, także literatura popularna w osobie Pilipiuka ton komunonostalgiczny podtrzymuje. Diabeł tkwi w tym wypadku w szczegółach, a dokładniej w rekwizytach używanych w cyklu o Jakubie Wędrowyczu. Zauważmy, że główny bohater ma dosyć ciekawe preferencje – najlepsze i najprzydatniejsze jest według niego mienie poradzieckie. Jeśli ma posłużyć się bronią palną, to autor najchętniej wciska mu w rękę pepeszę made in USSR, jeśli ma założyć jakieś nakrycie głowy, to będzie to uszanka, itd. itp. Jest w tym jakaś fascynacja molochem, który gnijąc i umierając pozostawił po sobie bardzo przydatne śmieci. Śmieci będące świadectwem innych czasów, można by się nawet odważyć i powiedzieć – lepszych czasów. Bo kiedy autor zestawia głównego bohatera z ludźmi, którzy większości swego życia nie przeżyli w peerelu, postać kłusownika wygląda o wiele korzystniej. Wędrowycz jest twardszy, wyrazistszy, zaradniejszy. Jest solidny i mocny, jak ruska pepesza, surowy i prosty, a przez to niezawodny. Ma, jak się okazuje, wiele wspólnego z używanymi przez siebie gadżetami. Jest, jak one, wytworem komuny, i przez to , też jak one, niemal niezniszczalny. Te mityczne obrazy peerelu kontrastują w naszej literaturze z obrazami RP numer III. A jako czytelnicy to na jej rzeczywistość patrzymy dosyć niechętnym okiem. I to niezależnie od tego, czy bardziej pociągają nas fantasmagorie nagrodzonej michnikową Nike Masłowskiej, czy teorie spiskowe michnikożernego Ziemkiewicza. Rzeczywistość w której żyjemy widzimy w książkach współcześnie pisanych opisaną tak, jak sobie tego życzymy – w czarnych barwach. Rzeczywistość za oknami opisywana jest zwykle, jak mi się wydaje, w dwóch kategoriach. Pierwsza to chaos. W literaturze po ’89 bohaterowie rzadko orientują się, co się z nimi dzieje, co się dzieje ze światem wokół nich, rzadko wiedzą, co mają robić. Tak jest u Stasiuka w Białym kruku już tutaj wspomnianym, w którym bohaterowie wyruszają w Bieszczady na wojnę z całym światem po to tylko, aby coś się zaczęło dziać, by sytuacje wokół nich zrobiły się na tyle jasne, by można było podejmować jakiekolwiek decyzje bez wahania. Podobnie jest w Dziewięć – tam aksjologiczny chaos nowej rzeczywistości obecny w różnym stopniu u wszystkich postaci uosabia nastolatka porozumiewająca się z otoczeniem newageowskimi sloganami. Także Lew i Owiewka u Sieniewicza w Czwartym niebie są postaciami skrajnie zagubionymi. Próbując jakoś odnaleźć sens we wszechogarniającym chaosie chwytają się ideologii nacjonalistycznych z jednej strony, a z drugiej lewackich. Jako swoje wybierają dyskursy, które nie dopuszczają wielości poglądów na świat, które roszczą sobie prawo do bycia jedynymi możliwymi dyskursami. Sieniewicz pokazuje bardzo ciekawą rzecz – po ’89 roku trzeba być neonazistą albo neobolszewikiem, żeby móc traktować swoje poglądy zupełnie poważnie, by walczyć o nie za wszelką cenę. Wielość języków możliwych do opisu rzeczywistości po ’89 sprawiła, że każdy sąd, jeśli chce się potraktować rozmówcę uczciwie, należy opatrzyć magiczną formułą ,,tak, ale’’. Nic nie jest pewne, kiedy wiadomo, że każdy w jakimś stopniu ma rację. Jedynymi intelektualnie wygodnymi dyskursami są dyskursy skrajne, które dla większości myślących ludzi (a ci stanowią, jak sądzę, docelową grupę odbiorców literatury współczesnej) są obrzydliwe. Pozostaje zatem trwać jakoś w tym chaosie, czytając diagnozującą tę sytuację literaturę. W ten sposób pisarze jednocześnie dotykają komunonostalgii i wskazują jej źródła. Tęsknota za komuną wydaje się tęsknotą za aksjologicznym ładem. Za podejmowaniem decyzji w sytuacji, w której mamy do wyboru dwie – trzy opcje, a nie milion. Z dzieł współczesnych wynika, że komuna miała nad naszą współczesnością jedną, wielką przewagę. Istniało w niej dobro i zło. Nieważne, czy zło uosabiał milicjant z pałką, czy radomski warchoł. Kategorie dobra i zła istniały. Kapitan Żbik walczył ze złem. Jan Polkowski krzyczał w swoich wierszach w obronie dobra, chociaż pojmowali dobro i zło zupełnie odmiennie. Można się było opowiedzieć po którejś stronie, można się było nie opowiadać – był w każdym razie jakiś porządek. Po ’89 kategoria dobra i zła stała się passe. Pozostała w użyciu jedynie w dyskursie religijnym (który został zmarginalizowany) i politycznym (który został znienawidzony). Także działania bohaterów literackich przestaliśmy postrzegać w tych kategoriach. Trzeba sięgnąć do literatury popularnej, żeby się z tą dychotomią zetknąć, a często nawet i to nie. Wystarczy spojrzeć na Wiedźmina Sapkowskiego, czy na scenę z Narrenturmu tegoż pisarza, w której ginie jeden z najczarniejszych charakterów, czytelnik oddycha z ulgą, a chwilę potem narrator mówi nam, że bez pomocy swego od tej chwili nieżyjącego syna, jego matka, staruszka umrze następnej zimy z głodu. Relatywizm wkradł się, jak widać, nawet do literatury fantasy – której cały urok polegał przecież dawno temu na tym, że dobrzy wyciągali miecze przeciwko złym w obronie dobra właśnie. Jak tu w takiej sytuacji nie zatęsknić za przejrzystą aksjologicznie (z dzisiejszego punktu widzenia) komuną? Drugą kategorią, w jakiej się mówi o rzeczywistości zaokiennej jest kategoria ściemy. Nie kłamstwa, nie fałszu – bo te zakładają istnienie jakiejś prawdy. Ściemy. Tymczasem w literaturze mamy raczej do czynienia ze ściemą – iluzją zakrywającą rzeczywistość w sposób tak doskonały, że prawdy albo nie ma, albo wydaje się, że jej nie ma, co w gruncie rzeczy na jedno wychodzi. Jedna z końcowych scen Wojny polsko – ruskiej jest bardzo znamienna pod tym względem. Silny zaczyna rozbijać wszystko dookoła siebie i odkrywa, że za tym, co widzi, kryje się pustka. Ta symboliczna deziluzja ukazuje sytuację poznawczą współczesnego człowieka. Zauważmy, że kategoria prawdy używana jest we współczesnych książkach głównie w odniesieniu do czasów minionych. To, co jest dzisiaj, jest sztuczne, nieprawdziwe. Wszelkie próby poszukiwania prawdy w naszym świecie są skazane na niepowodzenie, jak pokazuje Złoty pelikan Chwina. Co więcej, nawet jeśli bohaterowie docierają mimo wszystko do jakiejś prawdy, to jest ona jedną z wielu prawd funkcjonujących w obiegu – tak jest w Ojciec odchodzi Czerskiego. To, co mówi nam narrator o żałobie narodowej można było wyczytać w kolorowych tygodnikach już parę dni po jej skończeniu. Taka prawda nie jest dla czytelnika wiele warta. Takich prawd czytelnik ma wokół siebie na tyle dużo, że wie, iż żadna tak na dobrą sprawę prawdą nie jest. Nie tylko brak pluralizmu światopoglądowego czyni czasy peerelu atrakcyjniejszymi ze względu na prostotę. Także inny sposób podawania kłamstwa. Dziś, podobnie jak wówczas, jesteśmy okłamywani ciągle. Reklamy, prasa, politycy, telewizja, etc. Jednak dziś mówi się głośno o wszechobecności kłamstwa i... nic się nie dzieje. Uznajemy kłamstwo za stały element rzeczywistości. Polskę obiegło słynne zdanie Jacka Kurskiego mówiące, że ,,ciemny naród wszystko kupi’’ i nikt się nawet specjalnie nie oburzył. Stało się tak, ponieważ Kurski mówiąc szczerze o tym, jak działają polscy politycy (w tym on sam), powiedział coś, co ten ,,ciemny naród’’ doskonale wie. Dziś kłamanie może stać się nawet dobrze płatnym zawodem – o ile oczywiście znajdziemy pracę w agencji reklamowej lub pr –owskiej. Powiedzieć o kimś ,,on kłamie’’ jest gestem pustym. Wydaje się, że przed rokiem ’89 było inaczej. Kłamstwo także było wszechobecne, ale oficjalnie się o tym nie mówiło. Wierzono, że literatura może odkłamać rzeczywistość, że wystarczy wskazać kłamstwa, by odkryć prawdę. Takie było przecież jedno z założeń Nowej Fali. Było to zadanie niewątpliwe wzniosłe i szlachetne, nadające literaturze duże znaczenie. Dziś takie pisanie byłoby niemożliwe – literatura nie ma jak być wzniosła, trudniej jest jej być ważną. Jesteśmy przyzwyczajeni do kategorii prawdy zarówno w życiu, jak i w literaturze, zatem wracamy pamięcią do czasów kiedy funkcjonowała ona i tu, i tam. Jednak poza kwestiami aksjologicznymi i epistemologicznymi komuna oferuje dzisiejszemu człowiekowi także rzeczy bardziej przyziemne. Mowa tu cały czas oczywiście o komunie mitycznej, o pewnym obrazie peerelu utrwalonym w naszej kulturze. Najważniejszą chyba z owych rzeczy przyziemnych (czy raczej ,,przyziemnych’’) przez ten mit proponowanych jest wspólnota. Myślę, że to właśnie obraz wspólnoty jest jedną z najbardziej pociągających rzeczy w produkcjach Barei. Oglądając na przykład Alternatywy 4 widzimy mieszkańców bloku, którzy się znają, podtrzymują jakieś więzi, ba, którzy są w stanie razem coś zrobić – obejrzeć ważny mecz czy pozbyć się znienawidzonego dozorcy. Dla kogoś, kto wychował się w blokowisku postkomunistycznym, w zatomizowanej pseudospołeczności taki obraz jest nie tylko egzotycznym science – fiction, jest czymś, za czym się w gruncie rzeczy tęskni. Ten obraz bierze się na pewno częściowo z obiegowej opinii głoszącej, iż Polacy są w stanie zjednoczyć się tylko przeciwko wspólnemu wrogowi. Trzeba przyznać, że coś w tym jest. Od początku rządów PiS- u daje się zauważyć działanie tego mechanizmu – wspólne narzekanie na władzę jest jeszcze bardziej integrujące, niż kiedykolwiek, dowcip polityczny zjednuje sympatię przypadkowo spotykanych osób, inicjatywy polityczne podejmują grupy, których wcześniej by się o to nie podejrzewało (na przykład uczniowie szkół średnich i gimnazjów). Oczywiście, ten wątek komunonostalgii, nazwijmy go wątkiem wspólnotowym, jest podejmowany przez współczesną literaturę. Najlepszym chyba przykładem jest Wałęsa Pawła Demirskiego. To dramat opowiadający o dziejach Lecha Wałęsy i Solidarności od roku 1980, aż do końca lat osiemdziesiątych. Najciekawsza z punktu widzenia kogoś, kogo komunonostalgia interesuje, jest w tym dramacie notka autora na ostatniej stronie okładki. Pisze on tam, że utwór powstał jako reakcja na czasy, w których ludzie nie umieją się razem zbuntować, razem potrafią co najwyżej stać w kolejce w hipermarkecie. Cały Wałęsa jest nostalgiczną wycieczką autora w czasy inne, w czasy, w których polskie społeczeństwo było mniej zatomizowane, umiało się zjednoczyć wokół wspólnego celu. Im bliżej końca lat osiemdziesiątych, tym jest gorzej, tym mocniej zarysowują się podziały, tym bardziej osamotniony jest główny bohater. Czytelnik ma wrażenie, że zbliża się jakaś katastrofa – akcja przyspiesza, sceny robią się coraz krótsze. Co ciekawe, w dramacie znajdujemy dokładnie taki obraz komuny, jaki zachował się w komunonostalgicznym micie, a dokładniej w jego wspólnotowym składniku. Widzimy w utworze poręczny totalitaryzm. W gruncie rzeczy niezbyt groźny, groteskowy, a jednocześnie na tyle uciążliwy, by jednoczył przeciwko sobie ludzi i by walka przeciwko niemu była wzniosła i mogła być traktowana serio. Sceny ze stanu wojennego autor odrealnia, każąc w didaskaliach puścić latynoską muzykę i nosić wszystkim aktorom ciemne okulary. Dzięki temu czytelnik może zachować swój obraz mityczny. Gdyby były realistyczne, wkradłby się weń dysonansowy dźwięk padających ciał i czołgowych silników. Tęsknota za czymś, z czym można byłoby walczyć ma też aspekt prostoty aksjologicznej. Sytuacja walki jest sytuacją dosyć wygodna, oczywiście pod warunkiem, że przeciwnik jest tak niegroźny jak mityczna komuna, bowiem znacznie zawęża wachlarz możliwości, z których musimy wybierać. Być może napisanie Wałęsy wynikało stąd, że lata osiemdziesiąte i peerel w ogóle to ostatni okres, w którym to, przeciwko czemu należało się buntować, było jasno określone. Demirski krytykując rzeczywistość, w której żyje, nie mógł umieścić akcji utworu tu i teraz – sytuacja jest już zbyt skomplikowana, by móc znaleźć wystarczająco wyraziste symbole zła i oporu przeciwko niemu. Ten motyw znajdujemy też u Stasiuka. Pisze on w Białym kruku o ojcach bohaterów: To byli prawdziwi mężczyźni. [...]Nie skarżyli się nigdy. Wkładali marynarki i wychodzili z domu. Codziennie wracali. Ani słowa skargi. Żyjąc wśród nich, w ich cieniu, byliśmy pewni, że konstrukcja świata jest skończona. Oni nigdy by nas nie zdradzili. Tłukli nas od czasu do czasu widząc, jak się wymykamy. To oni dawali nam prawdziwą wolność, wolność ucieczki. Zdrada przyszła z innej strony. Ze strony piździelców nie potrafiących znosić swojego losu. Od bab. Nie na darmo kryli się w kościołach pomiędzy chłopami w kieckach. Upadek komuny oznaczał dla bohaterów książki koniec wolności, tej wolności ucieczki. Gest negacji przestał być wystarczającą odpowiedzią na świat, niewiadomo już było, co będzie wystarczającą. Stracili wolność – zostali zmuszeni do dokonywania wyborów, co w sytuacji, w której ma się miliony możliwości, pozbawia jakiejkolwiek możliwości wyboru. Wracając do motywu wspólnotowego – Stasiuk także o nim pisze, w Fado. Opowiadając o pierwszej mszy papieskiej w Polsce stwierdza, że wtedy pierwszy raz poczuł jedność z innymi ludźmi, że wtedy jeszcze papież mówił do ludzi tworzących społeczeństwo, natomiast po ’89 z pielgrzymki na pielgrzymkę było coraz gorzej. Można podejrzewać, że im bardziej podzielone będzie społeczeństwo, im mniej będzie prawdziwych wspólnot terytorialnych, tym ten wątek komunonostalgii (a także, ewentualnie, wszystkich innych, następnych –nostalgii) będzie silniejszy. Piszę: następnych, bo komunonostalgia nie jest na pewno formą wieczną. Kiedy na kształt kultury większy wpływ zaczną wywierać ludzie urodzeni po ’89, stanie się raczej zjawiskiem marginalnym. Na razie pisarze z roczników ’60 i ’70 wracają pamięcią do lat swojej młodości. Jak pokazuje przykład Demirskiego, także roczniki ’80 znajdują coś dla siebie w micie komuny – w ich przypadku działa jeszcze magia dzieciństwa, które pociąga niezależnie od czasów, na jakie przypada. Młodsi będą dorastać już w innym otoczeniu, będą się karmić innymi mitami, jeśli nawet tęsknić, to za czymś innym. Na szczęście. Komunonostalgia jest bowiem czymś niepokojącym. Nie dlatego, że świadczy o jakimś zaniku pamięci historycznej, bo tak raczej nie jest – polska rzeczywistość polityczna jest tak skonstruowana, że dyskusje wokół historii tamtych czasów będą nam towarzyszyć jeszcze długo, nie pozwalając na zapomnienie. Komunonostalgia jest tęsknotą za tworem mitycznym, którego nigdy nie było i nie będzie. Jak napisałem wyżej, tęskni się nie za kolejkami, pałkami i tajniakami, a za nieziszczoną w takim kształcie, w jakim występuje w micie, sytuacją egzystencjalną pod paroma względami łatwą. Niepokojąca jest jedynie żywość tego mitu. Chcemy oglądać kontynuacje Misia i Alternatyw 4, na ścianach wieszamy dostępne we wszystkich księgarniach kalendarze z reprodukcjami propagandowych plakatów, wreszcie, czytamy literaturę z wyraźnymi akcentami komunonostalgicznymi. To znaczy, że rzeczywistość która nas otacza ma w naszym (piszę ,,naszym’’ z pozycji członka społeczności aktualizującej mit) odczuciu jakieś poważne braki. Najprawdopodobniej na literaturę nienostalgiczną trzeba będzie poczekać, aż grono odbiorców i twórców się odmłodzi i nowe mity zaczną zapładniać zbiorową wyobraźnię. Miejmy tylko nadzieję, że stosunki między przyszłym społeczeństwem a rzeczywistością ułożą się na tyle pomyślnie, że żadna –nostalgia nie będzie potrzebna.
|
|
|
|
Komentowanie niedozwolone dla anonimowego użytkownika, proszę się zarejestrować |
|
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ * przez Des_Grieux dnia 13-05-2007 o godz. 08:29:17 http://desgrieux.blox.pl/html | Może to postawa wynikająca z lęku przed otwartą przestrzenią? I koniecznością samodzielnego radzenia sobie z jej przemierzaniem. Wielu ludzi, nawet nie uświadamiając sobie tego do końca, doskonale się czuje w światach koncentracyjnych. Może też ta nostalgia wynikać ze swoistej postawy martyrologicznej, do która jest naszą skłonnością narodową - w jakiś przewrotny sposób lepiej się czujemy w niewoli, bo to i ponarzekać można, i za wolnością, w którą tak naprawdę nikt już nie wierzy, powzdychać można, i specyficzne poczucie wspólnoty, zjednoczenia w nieszczęściu i "walce" ze wspólnym wrogiem. Może tęsknota za jasnym podziałem na zło i dobro, na świat, w którym byliśmy tylko dobrzy "my" i źli "oni"?
Kłaniam się pogodnie |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ * przez Des_Grieux dnia 13-05-2007 o godz. 08:44:38 http://desgrieux.blox.pl/html | | Asasello, a czytałeś "Bóg zapłacz!" Kowalewskiego? Tam międzypokoleniowy spór i rozliczenie z czasami PRL są pokazane inaczej, niż w tekstach, które tu przywołujesz. Moim zdaniem, dojrzalej, z ciekawszej perspektywy. |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ * przez asasello dnia 13-05-2007 o godz. 09:25:54 http://www.janurz.blox.pl | O jednoczeniu wobec wspólnego wroga wspominałem, myślę że dzisiaj mamy świetny przykład tegoż. Wiem, że jak Kaczyńscy przestaną rządzić (zakładam optymistycznie że kiedyś to nastąpi) będę miał kaczonostalgię jak nie wiem, właśnie z tego powodu.
Najważniejsza jest jednak, jak mi się wydaje aksjologiczna i epistemologiczna prostata peerelu, lęk przed wolnością. Jako społeczeństwo i w wielu wypadkach jako jednostki jesteśmy (także piszący te słowa) homo sovieticus.
Zgadzam się zatem z Tobą.
Co do książki - nie czytałem, acz chciałbym uzupełnić brak ów. |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ * przez Kapp-Grass dnia 13-05-2007 o godz. 15:58:20 | Tę wpojoną potrzebę wroga uświadomiłam sobie, kiedy wyszłam z liceum ze świadectwem maturalnym w ręku, ktoś to zresztą wtedy powiedział głośno. Szkoły nienawidziliśmy i chodzenie na wagary było jedynym godnym wyborem wobec głupiej w większości, zdemoralizowanej i sadystycznej kadry, ale nagle okazało się, że już nie jesteśmy bandą obszarpańców, tylko ludźmi w białych bluzkach i garniturach - ustrój był nowy, szkoła jeszcze "wychowywała" po staremu, garb mentalności "anty" pozostał, chociaż PRL-u na własnej skórze niby nikt poważnie nie doświadczył.
Piszę to dlatego, że mam wątpliwości czy można uogólniać do "społeczeństwa", różnice generacyjne są spore, warunki były inne, mentalność więc jakoś pokrewna, ale niezupełnie ta sama, bo doświadczenia różne - ja praktycznie nie wiem co to jest cenzura np., ale wiem już czym jest dezinformacja, mogę widzieć kliki, ale nie mityczne układy itd., nie muszę się bać żadnych teczek itp. PRL to dla mnie dzieciństwo, ale nie kręci mnie moda na odkurzanie tamtej estetyki, nie czuję nostalgii, bo nie mam za czym.
A esej sprawił mi wyjątkową przyjemność. Bardzo dobry tekst, inteligentny, pisany wyrobionym piórem. Dużo trafnych diagnoz i spostrzeżeń. ** |
|
|
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ * przez tsole dnia 13-05-2007 o godz. 11:14:21 http://www.tsole.prv.pl http://tsole.salon24.pl/ http://tsole.nowyekran.pl/ | Sprawnie i przejrzyście napisane, wciągające. Przeczytałem z zainteresowaniem i ciekawością. Choć autor uprawia fenomenologię komunonostalgii (a może po prostu komunostalgii, by pozostać w konwencji genseków, politruków, socrealizmu etc.?) przez pryzmat literatury, to rezultaty dość dobrze przystają do rzeczywistości w ogóle; dobrze to świadczy o literaturze, skoro tę rzeczywistość opisuje a nie kreuje.
W poszukiwaniu przyczyn komunostalgii najbardziej przekonują mnie ustępy o aksjologicznym ładzie tamtych lat zastąpionym aksjologicznym chaosem, jaki stał się naszym doświadczeniem z chwilą gdy pękła żelazna kurtyna i Polskę zalał potop wszelkiej maści relatywizmów, na które społeczność nie była uodporniona. Wydaje mi się, że zagrożenie to doskonale pojmował Jan Paweł II, skoro już podczas pielgrzymki w 1991 roku postanowił wzmocnić ów aksjologiczny fundament, przyjmując za leitmotiv swoich homilii Dekalog.
Jednak komunostalgia to także zmiana tkanki życia codziennego. Przede wszystkim zagrożenie związane z nieprzewidywalnością jutra (dziś mam pracę, jutro mogę ją stracić), z życiem w nieustającym stresie. Pokolenie, o którym mówi autor było wychowane w warunkach tzw. małej stabilizacji, gdzie władza gwarantowała byt na niskim, lecz jednak stabilnym poziomie. Praca była na czele chlubnych praw człowieka; w efekcie wielu odnosiło wrażenie, że to oni „robią łaskę” pracując. Dziś praca jest wartością, o którą trzeba zabiegać. Na to także nie byliśmy przygotowani. Jeszcze jeden aspekt z dziedziny prozy życia. Gospodarka niedoboru sprawiała, że ludzie biegali z pełnymi portfelami po pustych sklepach. Zdobycie kilograma cukru, dobrej wędliny było sukcesem. Człek, który podczas przyjęcia (akurat mamy czas I Komunii) zagwarantował wystawny stół był bohaterem. A dziś człek ów się wykosztuje, goście zjedzą z apetytem, ale nie ma mowy o podziwie, uznaniu, bo przecież to żadna sztuka. I z tym nieco humorystycznym akcentem pozdrawiam Autora serdecznie ukontentowany lekturą. :)
PS. Cieszy też, że (poza jednym przypadkiem, gdzie mowa jest o Jacku Kurskim) Autorowi udało się uniknąć bezpośredniej ekspozycji swych politycznych sympatii. To zdecydowanie umacnia wrażenie obiektywizmu. A propos, z tego, co wiem, nie zostało udowodnione, jakoby Kurski zdanie to wypowiedział. Ponoć ten ostatni proponował Lisowi badanie na wariografie, po czym cała sprawa nagle ucichła... |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ * przez asasello dnia 13-05-2007 o godz. 13:17:54 http://www.janurz.blox.pl | tsole, dziękuję za wnikliwa lekturę. co do politycznych sympatii moich, to dla eseju są one, mam nadzieję bez znaczenia. Zdanie Kurskiego jest tylko przykładem podejścia zarówno tego polityka, jak i całej klasy politycznej do kategorii prawdy. Było wyraziste, niezalęznie od tego czy było pradziwe, czy nie - zaistniało w świadomości społecznej, a najbardziej interesująca jest reakcja, a raczej brak większej reakcji ludzi na to zdanie. Nie traktowałbym tego fragmentu jako ujawnienia moich sympatii politycznych, choć z naszej wymiany zdań o Broniewskim pod Poetykami wiesz chyba, po której stronie mam serce;)
co się tyczy kwestii bezpieczeństwa socjalnego, to nie chciałem wchodzić w tę kwestię. Oczywiście, masz rację. To jest najbardziej podstawowy poziom komunonostalgii (nie, nie komunostalgii, nie cierpię słowotwórstwa radzieckiego), obecny chyba wśród największej części społeczeństwa tę nostalgię odczuwającego. Jednak bardziej mnie interesowało nie to, dlaczego np. górnicy tęsknią za Gierkiem, a to, dlaczego ludzie inteligentni którzy te czasy pamiętają (Stasiuk, Siemion) i ludzie takoż inteligentni którzy historię tych czasów mieli okazję poznać w wersji odkłamanej (Witkowski, Demirski, etc.) w jakiś sposób tęsknią za komuną.
Na relatywizm i pluralizm poglądów byliśmy nieprzygotowani i ciągle jesteśmy, wydaje mi się jednak, że już pokolenie, z którym się stykam czasem w szkole ma szansę się w tym odnaleźć.
Ludzie aż do wczesnych roczników osiemdziesiatych są w kwestii aksjologii i epistemologii na razie chyba skazani na komunonostalgię. |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ * przez tsole dnia 13-05-2007 o godz. 13:43:07 http://www.tsole.prv.pl http://tsole.salon24.pl/ http://tsole.nowyekran.pl/ | | Zgadzam się, że zdanie Kurskiego jest przykładem świetnie ilustrujacym tezę; tego nie kwestionuję, tylko to, że piszesz o tym w kategoriach stwierdzonego faktu: "Stało się tak, ponieważ Kurski mówiąc szczerze o tym, jak działają polscy politycy (w tym on sam), powiedział coś, co ten ,,ciemny naród’’ doskonale wie". Rzeczywiście ma to niewielkie znaczenie w tym, o co Ci chodzi, ale ścisłość dobrze wpłya na wiarygodność przykładu. Mam inny, mocniej ugruntowany faktograficznie: nagranie rozmowy Beger z Łapińskim. Wszyscy doskonale wiedzą, ze takie rozmowy to normalka w polskiej polityce, prawda? I tak to zostało "kupione" przez ogół społeczeństwa, mimo totalnej nagonki medialnej. A co do Twoich poglądów, rzeczywiście w eseju są one starannie ukrywane (i bardzo dobrze!), ale zdradziłęś się w jednym komencie :) Bardzo dobrze, że w eseju pominąłeś aspekt socjalny, bo mógłby się esej ciut rozwodnić, a tak, ma bardzo koherentny wyraz. A ja tak wspomniełem o tym, przy okazji komenta :) |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ * przez asasello dnia 13-05-2007 o godz. 14:18:46 http://www.janurz.blox.pl | to, czy Kurski to dementował, czy nie mi umknęło, po prostu nie śledze na bieżąco. A że to jest w stylu tego polityka, przyjąłem to za fakt. Jeśli się jakoś później z tego wykręcał umięjętnie/ udowadniał swoją niewinność (w zależności od punktu widzenia:), to faktycznie nie powinienem podawac tego jako faktu.
co do poglądów politycznych - nie powiedziałbym, że są tu ukryte. Po prostu pisząc o aspekcie filozoficznym i literackim współczesności, a nie społecznym, nie widziałem potrzeby w stawaniu po którejś stronie. Aspekt aksjologiczny i poznawczy nowych czasów jest jaki jest - nie jest ani lepszy, ani gorszy od tego sprzed 1989. Nie ma co na niego narzekać, trzeba raczej pomyśleć, jak w nim działać, żeby dobrze było. I w tym myśleniu, którego przejawem jest esej (staram się nie oceniać) jest relatywizm, który, jak mi się wydaje, można by umieścić raczej w dyskursie lewicowym. W tym sensie ten esej jest jakoś polityczny. Jednak starałem się, żeby był polityczny raczej w sposób łączący, niż dzielący. Dowodem tego jest chyba to, że dyskutując tutaj pod tekstem się raczej zgadzamy ze sobą, co mnie cieszy:) |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ * przez Des_Grieux dnia 13-05-2007 o godz. 13:54:23 http://desgrieux.blox.pl/html | Może u Stasiuka i Siemiona to kwestia przyjętej konwencji? Tego rozliczania się z młodością, która w takiej, a nie innej rzeczywistości była przeżywana. Przyznaję, że mocno mnie dziwi brak przygotowania intelektualistów na relatywizmy. Wszak radzenie sobie w surrealistycznej rzeczywistości PRL było niezłą szkołą przetrwania na poziomie duchowym, niezłym przygotowaniem na przyjęcie rozmaitych wyzwań.
Pustka, tandeta i plastikowe uczucia w PRL też kąsały dotkliwie. Te piękne, różowe lata osiemdziesiąte z dyskotekami, subkulturą poppersów, Modern Talking, Human League, całym tym "new romantic". Brrr! |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ * przez asasello dnia 13-05-2007 o godz. 14:30:12 http://www.janurz.blox.pl | Ze Stasiukiem i Siemionem po części zgoda - jednak chodziło o coś więcej, boby te książki niestrawne były zupełnie, gdyby to tak płytko siedziało. Co do relatywizmów -wydaje mi się, że nikt nie jest na nie przygotowany. jesteśmy wychowywani w przeświadczeniu, że istnieje wyraźna granica dobra i zła, stykamy się z tym w dziecinnych bajkach, w szkolnych czytankach, powieściach czytanych później. Trudno to potem przeskoczyć.
Lata osiemdziesiąte mogły przygotować na wielość estetyk, ale nie wielośc równoprawnych dyskursów. |
|
|
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ * przez rahl dnia 13-05-2007 o godz. 14:36:32 | Przeczytałam z dużym zainteresowaniem, dobrze napisany esej.
BTW komunonostalgia jest zjawiskiem, które ogarnęło (jak się zdaje) wszystkie sfery życia:( |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ * przez asasello dnia 13-05-2007 o godz. 14:52:09 http://www.janurz.blox.pl | | czemu ,,:(''. Nie ma co się smucić, to zrozumiała reakcja i raczej nieszkodliwa, choć, jak pisałem, niepokojąca. |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ * przez Ryba dnia 14-05-2007 o godz. 17:42:44 | | dopóki jej ktoś nie podejmie w imię populizmu. Interesujący esej |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ * przez asasello dnia 14-05-2007 o godz. 18:16:36 http://www.janurz.blox.pl | | myślę, że to już się stało, to znaczy zostało wykorzystane przez obecna władzę, ale nie w czystej postaci, to znaczy takiej, jaka występuje w literaturze. |
|
|
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ * przez elkaone dnia 13-05-2007 o godz. 15:23:34 http://elkaone.lipinscy.net/ | Zaczęłam czytać z czymś rodzaju niechęci, a przynajmniej ostrożności, wywołanej przez tytuł. Który po przeczytaniu całości uważam za najmniej udany element eseju. Ale mniejsza o tytuł. Tekst wciągnął mnie bez reszty i nie pozwolił przerwać lektury mimo niepokojących sygnałów z kuchni ;-)
Jestem wręcz urzeczona (wydaje się to nieadekwatnym określeniem w stosunku do eseju, a jednak tak) zarówno treścią, jak i sposobem ujęcia tematu i – last but not least – znakomitym językiem.
Przede wszystkim jestem pełna podziwu dla trafności diagnoz u tak młodego człowieka. Nie obraź się czasem, nic w tym z protekcjonalnego tonu, ale dla mnie jesteś przeraźliwie młody. I tu pełen podziw, bo godzę się z Twoimi diagnozami w całości - z całą swoją wiedzą przeżytą i nabytą. Widzę wokół siebie te tęsknoty, z których nie wszystkie odczuwam, ale wiele z nich – tak. Narzekam na osobność, brak czasu, pogoń za wszystkim, narzekam na panoszenie się skrajnych postaw filozoficzno-politycznych, niezależnie od opcji, bo zawsze szczerze nienawidziłam skrajności, a moim bogiem jest tolerancja, narzekam na pozwolenie społeczne na bylejakość, tandetę, przeciętniactwo i schlebianie jego gustom. I jest mi smutno.
Czy było lepiej w Peerelu? W pewnych kwestiach tak, w innych nie, ale ludzie byli sobie bliżsi.
A najciężej przeżywam to, że po raz pierwszy za czasów swojego życia (wiem, nie przeżyłam jako osoba świadoma czasów przed 1956 rokiem, a tak naprawdę ocknęłam się dopiero w 1968) boję się, że ktoś może mnie wyrzucić poza jego nawias nie dlatego, że są ku temu powody, ale z powodu widzimisię. To boli najbardziej. I nie mam tu na myśli wcześniejszej emerytury.
Brawo, Asasello! |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ * przez asasello dnia 13-05-2007 o godz. 18:18:28 http://www.janurz.blox.pl | nie, nie odbieram tego protekcjonalnie. Cieszę się, że potwierdza moje patrzenie ktoś, kto PRL zna z doświadczenia własnego. Nie znając epoki musiałem pisać na czuja trochę, mając w głowie nie PRL właściwy, ale mit, jaki dotrwał do czasów, w których piszę. Dlatego zastrzegłem w eseju,że piszę o komunonostalgicznym micie, nie o sytstemie jaki istniał w rzeczywistości.
co do tytułu - przyznaję się do słabości, markjeting to czysty. |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ * przez Bojan dnia 14-05-2007 o godz. 10:46:24 | Elkaone m.in.:
Narzekam na osobność, brak czasu, pogoń za wszystkim, narzekam na panoszenie się skrajnych postaw filozoficzno-politycznych, niezależnie od opcji, bo zawsze szczerze nienawidziłam skrajności, a moim bogiem jest tolerancja, narzekam na pozwolenie społeczne na bylejakość, tandetę, przeciętniactwo i schlebianie jego gustom. I jest mi smutno.
.................................
A może to wszystko po prostu dlatego,że świat jako taki cały się zmienia. Bo zawsze przecież było tak: "Ach,ten dzisiejszy świat,za naszych czasów,to..." etc. I aż strach pomyśleć,że gdyby komuna jeszcze przetrwała,to dopiero byłoby bagno do kwadratu.No,może nie dla wszystkich;znam takich,którzy nigdy nie stali nawet przez chwilę w kolejce po ochłap,albo nie ganiali z tekstami do cenzury.A inni? Po prostu tęsknią do czasów swojej młodości. |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ * przez Bojan dnia 14-05-2007 o godz. 16:30:43 | "Ludzie tęsknią za przeszłością nie dlatego,że jest lepsza,ale dlatego że jest przeszłością. Na ciebie składa się tylko całość twojego dotychczasowego życia,to znaczy przeszłość; poza nią nie ma ciebie;odebrać ci przeszłość,to zabić cię. Można odebrać przeszłość stopniowo,niezauważalnie,kiedy jednak odbiera sie ja nagle - człowiek przestaje istnieć."(...) 'Wydaje nam się, że przeszłość jest naszą własnością. Otóż przeciwnie - to my jesteśmy jej własmością, ponieważ nie jesteśmy w stanie dokonać w niej zmian,ona natomiast wypełnia całość naszego istnienia."(...)
Leszek Kołakowski - "Klucz niebieski" |
|
|
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ ** przez Toni dnia 13-05-2007 o godz. 18:36:07 | Ładnie i przekonywująco scharakteryzowany został w tym eseju pewien
znaczący res współczesnej literatury (ale czy literatury głównego
nurtu?). Być może liczni twórcy urodzeni w latach 60. i 70.
minionego wieku nasączą komunonostalgią (a właściwie mitami o
tamtym okresie) każdy gatunek literacki, za który by się nie wzięli...
Kłania się psychologia, mentalność, zawsze żywa tęsknota do lat
szczenięcych, chmurnych i durnych, do prostej wizji świata, o której
dobitnie było w eseju...
Po przeczytaniu tego ciekawego tekstu nasunęła mi się jedna
refleksja: czy spośród wymienionych w tekście pisarzy jest jakaś
jednostka (lub kilka takich), na tyle wybitna, że po opadnięciu
w przyszłości społecznej fali komunonostalgii zajmie ona i jej dorobek
literacki poczesne miejsce na wieki w panteonie polskiej literatury?
W romantyzmie polskim, gdzie czytelnictwo i piśmiennictwo
nie było aż tak rozpowszechnione, poezjowaniem parało się ponad
dwustu twórców, a w edukacji literackiej wspominamy gwiazdy cztery,
z których jedna nie wzeszła w swoim (romantyzmu) czasie, zaś inna,
spośród tych czterech, współcześnie wyraźnie gaśnie... Oto jest
pytanie: kto może zająć miejsce bardziej na trwałe w historii
naszej literatury spośród dzisiejszych komunonostalgików?
Czy jest ktoś taki, co pozostanie jak ten diament pośród popiołów
rozwiewanych wiatrem historii prądów i podmuchów literackich? |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ ** przez elkaone dnia 13-05-2007 o godz. 19:37:57 http://elkaone.lipinscy.net/ | | W eseju sami prozaicy. Więc może poeci? ;-) |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ ** przez asasello dnia 13-05-2007 o godz. 21:27:19 http://www.janurz.blox.pl | poezja jest z natury wieczna:)
a w eseju prozaicy, bo w poezji te watki nieco trudniej śledzić, chociaż jakbym pogrzebał, to chyba udałoby się znaleźć motywy takie u Świetlickiego, na bank niemalże. |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ ** przez elkaone dnia 13-05-2007 o godz. 22:01:28 http://elkaone.lipinscy.net/ | | To był tylko komentarz na pytanie o diament ;-) |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ ** przez asasello dnia 13-05-2007 o godz. 21:20:07 http://www.janurz.blox.pl | | Toni, pytasz o literaturę głównego nurtu. Trudno na to odpowiedzieć, bo ja nie wiem, co jest w głównym nurcie. Czy rzeczy wydawane przez Ha!art? Czy to, o czym się mówi w TV? Czy ci, co dostają Nike, czy ci co dostają Mackiewicza? Czy może coś, czego my nie znamy, a historycy literatury ocenią jako najwazniejsze zjawisko. Podobnie trudna jest odpowiedź na pytanie, co zostanie. No stawiałbym na Stasiuka, jako prozaika i jako eseistę. Ale to zależy od historyków literatury, którzy są tajemniczą dosyć sektą:). Na razie nic nie będzie wiadomo. |
|
|
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ ** przez Tyler69 dnia 13-05-2007 o godz. 22:40:40 | Mi się wydaje, że komunonostalgia jest domeną środowisk nie uczestniczących świadomie w życiu społecznym i nie jest żadnym niepokojącym zjawiskiem. Nie to żebym przywołanych pisarzy zsuwał na margines, ale oni to pisali na zasdaie przekory wobec władzy.
Wałęsa nie dał po 100 milionów, przyszło bezrobocie, jedzenie stało się drogie, książki musiały być poczytne, więc szukali dziur w zwycięstwie Solidarności. Szukanie dziur to może mało ambitne zajęcie, ale wciąga jak zgniatanie mend na własnej głowie.
Nie podoba mi się , że autor wyciąga wnioski, że my Polacy, wolimi klarowny podział na dobro i zło, że dlatego gubimy się, gdy podział zanika, że akceptujemy kłamstwo. Za dużo pisze w "naszym" imieniu. Uogólnia. WNioski są pochopne i argumenty dalekie od wystarczających.
Ma się wrażenie, że autor po przeczytaniu wymienionych książek nabrał pewnego przeswiadczenia odnośnie swojej otoczeniowości, i napisał science fiction by uwiarygodnić zaistniałą literaturę. Wiara w słowo wydrukowane?
Pozdrawiam |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ ** przez asasello dnia 13-05-2007 o godz. 22:58:26 http://www.janurz.blox.pl | nie twierdzę, że my, Polacy wolimy klarowny podział na dobro i zło. Twierdzę tylko, że grupa piszących dzieła przywołane i czytających je woli, co mnie zresztą nie dziwi, bo operowanie kategorią dobra i zła do tej pory było w naszej kulturze czymś naturalnym. Akceptowanie kłamstwa to nie domena Polaków, to raczej ogólnozachodni trend - wszędzie gdzie powstają agencje PR i reklamowe występujący:) Co do akceptacji kłamstwa - przykładów można by podawać więcej - taśmy Oleksego, taśmy Beger, zwycięstwo Kwasniewskiego, afera z dziadkiem Tusak, etc. Nie chciałem zamieniac eseju w magiel, więc nie przytaczałem całości.
Co to Pańskiej/ Pani tezy co do tego, by wątki pojawiające się w utworach ww pisarzy pojawiały się na przekór władzy, to musze powiedzieć, ze wydaje mi się wątpliwa. Nie sądze, by np. Michał witkowski siadał do klawioatury i myślał: hmm, a teraz zrobię karykaturę geja współczesnego, żeby zrobić na złość Kaczynskiemu, albo Stasiuk konstruował tak a nie inaczej świat Opowieści galicyjskich, bo mu Wałęsa 100 000 000 nie dał.
Nie uwiarygadniam zaistniałej literatury, zaiste, chciałbym, żeby moje słowo miało aż taki wpływ na rzeczywistość. Jednak ja mogę co najwyżej literaturę odczytać i przedstawić wyniki odczytywania. |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ ** przez Tyler69 dnia 13-05-2007 o godz. 23:41:44 | Myślę, że używając zaimka "my" krzywdzi się osoby, które uważają czas komuny za okres zbrodni, kłamstwa i propagowania absurdu.
Co do mojej tezy , to Pan napisał, jaki wniosek wypływa z wymienionych książek, a nie ja. Wniosek ów to komunonostalgia. Nie twierdzę, że Pana wniosek jest błędny, ale nie zgadzam się by uznać go za podstawę do wydawania ogólnego sądu. |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ ** przez synthspirit dnia 13-05-2007 o godz. 23:51:32 | (I zaraz wyjdzie, że bronię Autora, a wcale nie potrza;)
Jedna rzecz mnie dziwi, Tyler. Bo ja TEŻ uważam PRL za (także) okres zbrodni kłamstwa i wszechobecności absurdu. Ale jakoś niekoniecznie obruszam się na użyte przez Asasella "my". Bo czy ono czasem nie miało się odnosić do naprawdę bardzo licznej rzeszy Polaków przejawiających postawy, o których w eseju?
Pozdrowienia z daleka
synth |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ ** przez Tyler69 dnia 13-05-2007 o godz. 23:58:20 | | Ja mówię, że nie "my", bo nie ja i nie wielu, których znam. Generalnie wszyscy tęsknią nie za komuną, tylko za kolejną władzą. |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ ** przez asasello dnia 14-05-2007 o godz. 00:01:26 http://www.janurz.blox.pl | | też uważam PRL za okres zbrodni i kąłmstwa. Tym bardziej interesuje mnie, dlaczego spora częśc społeczeństwa tęskni za PRLem mitycznym. Mówiąc ,,my'' mam na myśli komunonostalgików, do których chyba tez się zaliczam, jako iż za prostotą aksjologiczną i poznawczą tęsknię. |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ ** przez asasello dnia 13-05-2007 o godz. 23:17:20 http://www.janurz.blox.pl | | a teraz sobie jeszcze pomyślałem, że nasze odmienne spojrzenia na ten temat mogą wynikac z tego, że Ty przystosowałeś się mentalnie do sytuacji epistemologicznej i aksjologicznej. To tłumaczyłoby to, że odczuwasz tekst jako uogólniający i nie podba Ci się ,,my''. Ja z kolei nieprzystosowanym i postrzegam wszystko inaczej, tzn dostrzegam raczej wątki tego nieprzystosowania w otaczającym mnie świecie i literaturze. Stąd różnica oglądów wynikać może. Pozostaje pogratulować sprawności umysłu. |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ ** przez Tyler69 dnia 13-05-2007 o godz. 23:51:52 | | Jednak nieprzystosowanie dotyczy raczej grup społecznych marginalnych, co powinno mieć wyraz w twoim tekscie. Niepotrzebnie ma się wrażenie powagi tematu i wypływającego z niej zagrożenia :) |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ ** przez asasello dnia 13-05-2007 o godz. 23:58:10 http://www.janurz.blox.pl | | Nie wiem, czy grup marginalnych tylko. Mówię o nieprzystosowaniu aksjologocznym i epistemologicznym, a to może dotyczyć ludzi wszystkich, niezależnie od ich stanu majątkowego czy klasy społecznej. Dla mnie temat jest ważny, bo dotyczy też mojego i, jak wskazują przykłady z literatury współczesnej, nie tylko mojego, oglądu świata. Stąd wrażenie powagi tematu może wynikać. |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ ** przez synthspirit dnia 13-05-2007 o godz. 23:23:15 | Tyler, mnie się akurat wydaje, że najbardziej komunonostalgiczne środowiska w naszym kraju biorą baaardzo czynny i świadomy udział w życiu i społecznym, i politycznym. To przecież dzięki nim mamy rząd, który na naszych oczach buduje II PRL...
Co do tekstu:
1. Technicznie fantastycznie. Zauważyłem gdzieś "przyjaźnie" miast "przyjaźni", ale to popierdułka.
2. Merytorycznie chciałbym nawiązać do "szkolnego" komentarza Kapp. Mnie Polska po '89 generalnie przypomina dziewczę, co po socjalistycznym jeszcze liceum trafiła na już "wolnorynkowe" studia. I nie bardzo umie się na nich odnaleźć, bo oto zamiast "wolności ucieczki" ma wiele innych "wolności". Wolno jej kombinować z akademikiem, wolno jej chodzić na zajęcia (o ile odpowiednio szybko się zapisze), wolno jej tramwaj jedzie na wydział, a tu już za pięć ósma...
3. Autorze Dorgi, przepraszam za osobiste pytanie, ale ile Ty masz lat? Żaden przytyk, ni nic, po prostu zastanawiam się skąd u Ciebie taka wyrażona w komentarzu którymś nadzieja na "anostalgiczność" osób urodzonych znacznie później, niźli rok osiemdziesiąty. Stykam się na co dzień z młodzieżą średnio nastoletnią i smiem twierdzić, że zwłaszcza tęsknota za prostotą aksjologiczną lezie z tych ludzi wszystkimi porami.
Dzięki za naprawdę interesującą lekturę.
synth (urodzony w 1981wszym, nostalgicznie wzdychający za komunistycznym parasolem nad rodzimą piłką nożną;) |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ ** przez asasello dnia 13-05-2007 o godz. 23:39:21 http://www.janurz.blox.pl | | '84. lrocznik. liczę na dzieci, z którymi się stykam na praktykach, że będą sie odnajdywać. Takie pobożne życzenie przyszłego (mam nadzieję) pedagoga. Nie no tęsknota za prostotą aksjologoczną jest po prostu typowa dla tego wieku, mam tylko nadzieję, że zmąrdzeją w inną stronę niż ja:) |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ ** przez Tyler69 dnia 13-05-2007 o godz. 23:48:25 | | Jeśli chcesz przez to powiedziec, ze rzad i prezydent jest za miekki i zbyt daje sie komuchom, gejom i żydom, to popieram. Niemniej PIS jest najbardziej prawicową partią w sejmie i to należy docenić. |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ ** przez asasello dnia 13-05-2007 o godz. 23:55:38 http://www.janurz.blox.pl | hmm. nie chcę wchodzić w spory polityczne, które sa jałowe, ale PiS jest dla mnie świetnym przykładem komunonostalgii ogólnonarodowej - podobna retoryka, podobna wizja świata zjednały partii sympatię sporej grupy ludzi w tym kraju. Nie wiem też, czy prawicowość jest wartością samą w sobie, którą należy doceniać jako taką.
Dawania się żydom, gejom i komuchom nie skomentuję. To dopiero komunonostalgia - wszystkiemu winien tajemniczy wróg krzyżujący plany dobrej władzy:)) |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ ** przez synthspirit dnia 14-05-2007 o godz. 00:01:40 | Jeśli chcesz przez to powiedziec, ze rzad i prezydent jest za miekki
Nie mam pojęcia, nie dotykałem ani jednego, ani drugiego. I za bardzo cenię swe śliczne łapki, żeby kiedykolwiek spróbować.
żydom
Mhmmm... masonom i cyklistom także a jakże. Ale to tylko dlatego, że są (prezydent i jego brat, uosabiający rząd) osaczeni przez układ i opleceni szarą siecią:]
Niemniej PIS jest najbardziej prawicową partią w sejmie i to należy docenić.
1. Nie bardzo rozumiem dlaczego miałbym kogokolwiek doceniać za samą w sobie prawicowość.
2. A nawet gdyby, to jeśli uznać pis za partię (?) prawicową, PZPR nazwać należałoby ultraprawicą:] |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ ** przez asasello dnia 14-05-2007 o godz. 00:04:12 http://www.janurz.blox.pl | | nacjonalistyczną w dodatku:) |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ ** przez Tyler69 dnia 14-05-2007 o godz. 08:02:07 | | Nie lubię homoentuzjazmu i jestem przeciw przywilejom dla żydów. To nacjonalizm? |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ ** przez chkargas dnia 14-05-2007 o godz. 08:28:08 | | To zależy od tego, co myślisz o murzynach, żółtych i Indianach, jaki jest twój stosunek do cyganów, sąsiadów itp. jednym słowem, od szerokości twoich "granic". |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ ** przez Tyler69 dnia 14-05-2007 o godz. 08:37:52 | | Bzdura. Nie mam obowiązku ani ich kochania ani nienawidzenia. Uprawiasz nieczystą grę, polegającą na szantażu epitetami, przywłaszczn=aniu sobie prawa do oceny. Zrób to, bo będziesz nacjonalistą, zrób tamto bo będziesz zacofany i wsteczny. Zrób to, a będziesz europejczykiem. Mam w dupie taką Europę. |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ ** przez tsole dnia 14-05-2007 o godz. 09:10:22 http://www.tsole.prv.pl http://tsole.salon24.pl/ http://tsole.nowyekran.pl/ | Popieram, choć nie tak ostrymi słowami, bo te świadczą o emocji a dyskurs prowadzi się racjonalną argumentacją. Ostatni przykład ilustrujący tezę Tylera: z wywiadu premiera dla wprost:
Premier: Nie widzę jednak powodów, by popierać modę na promowanie homoseksualizmu.
Red: Nie boi się pan, że tymi słowami potwierdza pan stereotyp homofobicznych rządów PiS?
Premier: Nie jestem homofobem, ale mam w tej sprawie jasne zasady: tolerancja tak, afirmacja nie.
Epitet "homofoba" jest tu nadużyty do granic absurdu. Podobnie naduzywa sie okreslen, nacjonalista, faszysta, ciemnogrodzianin, lewak etc. W ogole uzywanie slow jako epitetow sprowadza dyskusje do parteru.
Jeszcze slowo o podziale lewica-prawica. Jest to zbyt zlozone, zeby dalo sie zlokalizowac na osi liczbowej. Sa proby uporzadkowania domen politycznych na plaszczyznie - oś pozioma wyznacza dwa bieguny systemu obyczajowo-światopoglądowego lub też modelu cywilizacyjnego: liberalizm (wspólnota demokratyczna) i konserwatyzm (wspólnota autorytarna), zaś oś pionowa wyznacza dwa bieguny systemu ekonomicznego: liberalizm gospodarczy (kapitalizm, leseferyzm) i kolektywizm gospodarczy (socjalizm, państwo opiekuńcze zwane też zachęcająco „państwem dobrobytu”).
Na tak zorientowanej płaszczyźnie można dość skutecznie zlokalizować podstawowe, spotykane w historii i współczesne, opcje polityczne pojawiające się zarówno w postaci partii i ugrupowań jak też osobowości (liderów, ideologów).
Widzialem nawet proby porządkowania w przestrzeni 3-wymiarowej.
A co do PIS-u - lokalizuje sie po lewej stronie na osi "ekonomicznej" i po prawej na osi "cywilizacyjnej". Jedyna stricte prawicowa partia w Polsce jest UPR. |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ ** przez chkargas dnia 14-05-2007 o godz. 09:30:05 | | W ogóle nie rozumiem twojego oburzenia. Po pierwsze, nie wyraziłem swoje zdanie tylko nawiązałem żartobliwie do twojego pytania i podałem kilka przykładów związanych z definicją słowa nacjonalizm. Prawdę mówiąc mi osobiście zwisa to, czy tolerujesz, afirmujesz, bądź popierasz wręcz homoseksualistów, żydów, chińczyków czy kogokolwiek innego ze mną włącznie. Ostatecznie, to kim jesteś w istocie wyznaczają twoje "granice", jednakże masz do nich prawo, a mi wcale nie zależy byś je poszerzył, bądź ograniczył. To twoja sprawa. |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ ** przez Tyler69 dnia 14-05-2007 o godz. 09:33:45 | | Ja w ogóle przepraszam. Polityka mnie często denerwuje. Nie miej mi tego za złe. |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ ** przez chkargas dnia 14-05-2007 o godz. 09:38:18 | | nic się nie stało :-) |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ ** przez Toni dnia 14-05-2007 o godz. 20:01:11 | Popieram cię Tyler69. Zbyt dużo namnożyło się politycznie poprawnych
pseudo-autorytetów i flekują innych cenzurkami, bo inni ośmielają się
mieć swoje zdanie nie do końca zbieżne z poglądami pseudo-autoryteta.
Cholerka! Trochę tolerancji, panowie, wyznawcy tolernacjonizmu! - chce
mi się na każdym kroku wołać... |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ ** przez Toni dnia 14-05-2007 o godz. 20:10:29 | Z tej mojej dysleksji i dysortografii zamiast "tolerancjonizm"
wyszedł "tolernacjonizm", co leży zbyt blisko zwrotu
"toler-nacjonalizm" i jeszcze mnie któryś z polit-poprawniaków
oskarży, że imputuję im "tolerowanie nacjonalizmu", co byłoby
dla nich (wyznawców tolerancji) śmiertelną obrazą :)))) |
|
|
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ ** przez seweryng dnia 14-05-2007 o godz. 09:09:57 | A nie jest to tak przypadkiem, że tytułowa nostalgia nie ma nic wspólnego z systemem zamieszkania :)
To jest, po prostu i zwyczajnie, nostalgia za latami młodości, pijatykami, bijatykami i ca tam jeszcze kto przeżył. Nikt nie ma specjalnie wpływu na to gdzie wypadnie mu młodość spędzić jednak w przewadze będzie się ona kojarzyć dobrze. I tak podążając tym tropem brak nam nastalgii w literaturze dotyczącej okresu po 89, gdyż zwyczajnie, twórcy nie skończyli jeszcze przeżywać swojej młodości i okres ten "nie dojrzał". W związku z tym, podobnie jak niektórzy przedmówcy, sadzę, iz zwyczajnie trzeba trochę zaczekać.
Drugim czynnikiem jest, moim zdaniem, empirycznie stwierdzony fakt zaniku życzliwości w narodzie po roku około 82. Pamiętam nagły szok, ogólny marazm, zchamienie, pęd tratującego stada ludzkiego wręcz. Pamiętam to w kontekście małego miasteczka, dzieckiem jeszcze będać dostrzegałem ze zdumieniem jak mili ludzie z dnia na dzień stali się wrogą sobie tłuszczą. I ten milutki pesymizm narodowy trwa do dzisiaj...
Trudno go tłumaczyć nagłym brakiem wroga, walka z komuną na dobre zaczęła się bowiem we wspomnianym miasteczku później. Może nagły kryzys, upadek autorytetu, zmęczenie naiwną propagandą.
Mała uwaga odnośnie tekstu. Chyba nie zgodzę się z implikowaną definicją "mitu" jako przewidzenia, wyobrażenia czegoś co nigdy nie istniało, bajki bez podstaw.
pzdrw, |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ ** przez asasello dnia 14-05-2007 o godz. 10:05:15 http://www.janurz.blox.pl | sewerynie, co do nostalgii za III RP, to masz oczywiście rację. Interesowała mnie tylko komunonostalgia, nie brak IIIRPstalgii, bo tej drugiej w literaturze rzeczywiście jeszcze nie widzę.
Bardze ciekawe jest to, co piszesz o zaniku życzliwości. W formie takiej opowieści o tym fakcie funkcjonuje on też w mojej rodzinie.
Co do definicji mitu - potraktowałem mit jako historię żywą w danej społeczności, mówiącą o rzeczach ważnych dla niej. Nie twierdzę, że była to bajka bez podstaw, pisze tylko, że w takim kształcie, w jakim PRL funkcjonuje w świadomości zbiorowej, nigdy nie istniał. |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ ** przez Kapp-Grass dnia 14-05-2007 o godz. 14:51:13 | | Mit wymyka się prostym, logicznym podziałom na prawdę i fałsz. To konstrukcja symboliczna, porządkująca wizję świata. Coś w rodzaju okularów, przez które patrzy się na rzeczywistość. |
|
|
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ ** przez chkargas dnia 14-05-2007 o godz. 09:20:26 | Dla mnie temat powyższego eseju winien być w gruncie rzeczy abstrakcją. Teoretycznie powinienem albo pomilczeć, albo wypowiedzieć się odnośnie formy, którą można skwitować króciutko jako bardzo dobrą z drobniutkimi wpadkami w postaci kilku zaledwie literówek. Styl wypowiedzi wciągający, lektura nienużąca.
Pozwolę sobie jednak mimo wszystko na kilka refleksji. Należało wyjść moim zdaniem z faktu, że przeszłość jest zawsze mityczna i w całym świecie we wszystkich społeczeństwach spora część ludności tęskni za tym, co było, bo było ono "lepsze" i próbuje przekonać młodzież, że tak właśnie było, czy też, że wszyscy na równi walczyli przeciw odgórnego reżimu. Piszę to z pozycji człowieka, który spotkał się z takimi poglądami w niejednym kraju i od niejednego człowieka usłyszał i był przekonywany o owej "prawdziwe" odnośnie przeszłości i który niektóre z tych "przeszłości" doświadczył w mniej czy bardziej intensywny sposób. Tak się okazało, że tutaj w Polsce owa mityczna przeszłość należy do tzw. petrelu. Nic dziwnego, zatem, że ludzie (szczególnie starsi) za nim tęsknią.
To, co jednak ciekawi i niepokoi jest perspektywa zagadnienia obrana przez autora, przez pryzmat odbicia tej tęsknoty w literaturze, które to odbicie pozostanie na dłużej niż jednostkowe opowiastki "dziadka". Z drugej strony te opowieści mają większe bezpośrednie oddziaływanie na jednostkę (biorąc pod uwagę procent spoleczeństwa, który czyta beletrystykę). Ciekawi mnie w tym kontekście czy istnieje, i jaka jest skala zjawiska, współczesna literatura i mitologizacja w ogóle, wychwalająca obecny stan rzeczy. Czyli kontr-literatura i kontr-mitologia do tej "tęskniącej". Może literaturowa komunonostalgia jest równoważona progresywizmem? Fajnie byłoby, gdyby ktoś zajął się tym zagadnieniem.
"Nie tylko brak pluralizmu światopoglądowego czyni czasy peerelu atrakcyjniejszymi ze względu na prostotę."
To zdanie jedynie z całego eseju razi mnie swoim myślowym uproszczeniem, a może raczej skrótowością przekazu. Podejrzewam, że autor miał na myśli brak możliwości wyrażania myśli, prowadzący do oficjalnego obrazu monolityzmu myśli. Pluralizm bowiem to zjawisko, a nie "zezwolenie na". Z drugiej strony możliwe, że autor twierdzi w tym miejscu, że wg niektórych w peerelu istotnie nie istniał pluralizm myśli, co wydaje mi się chybionym wnioskiem. Przecież, gdyby nie ów pluralizm nikt, by nie chciał zmienić czegokolwiek. Chyba "brak pluralizmu myśli" nie wchodzi w skład mitu peerelowego, ani też w skład komunonostalgii.
"Pisze on tam, że utwór powstał jako reakcja na czasy, w których ludzie nie umieją się razem zbuntować, razem potrafią co najwyżej stać w kolejce w hipermarkecie." Nie zależnie od "nostalgicznego" tonu tego wywodu i zdając sobie sprawę z wielkiego manipulującego uproszczenia w nim, nie mogę z tym jednak w ogólnych zarysach nie zgodzić się. Ot takie luźne obserwacje, które porównuję do sposobu, jakim ludzie "jednoczą się" w walce w innych krajach "nieskażonych" przeszłościową pseudo-komuną.
Niby miałem pomilczeć, a tu się rozwodzę. Kończę zatem na tym, bo w końcu napiszę komentarz dłuższy od eseju :-) |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ ** przez asasello dnia 14-05-2007 o godz. 10:09:27 http://www.janurz.blox.pl | tak, przyeszłość zawsze jest mityczna, jednak, jak pisałem w eseju, chodzi tutaj o cechy tego mitu, o powody jego żywości.
CO do pluralizmu - masz rację, to był niejasny skrót myslowy. CHodziło mi o brak pluralizmu w dyskursie publicznym jeno.
Co do cytowanego przez Ciebie zdania - to niedokładny cytat słów Demirskiego na temat tego dramatu. Faktycznie, to uproszczenie, pokazuje jednak ciekawiący mnie, nostalgiczny sposób myślenia. |
|
|
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ ** przez yarre dnia 14-05-2007 o godz. 18:23:56 http://www.kolaseum.portalliteracki.pl | Znakomite! Jeśli pojawi się tu jeszcze jedna gwiazdka, będę usatysfakcjonowany w pełni.
Po lekturze (a także po autorskiej odpowiedzi na pytanie sipryta o wiek) zastanawiam się, czy żeby z tak odległym (autorskodorosłożyciorysowo) tematem chwycić się za bary koniecznie
trzeba właśnie mieć taki dystans pokoleniowy do niego, bo inaczej się nie da? I mam wątpliwości, poniewaz bardziej mnie przekonywałoby wyjaśnienie, że nalezy mieć analityczno-publicystyczne sokole oko oraz pióro, które zamoczone w kałamarzu nie tyle burzy spokój atramentowi, co czyni mu coś na kształt zaszczytu. Nawiasem mówiąc jestem w kropce, czy warsztat literacki autora bardziej mnie tu ujmuje, czy - powiedzmy banalnie - mądrość obserwacji i umiejętność wyciągania z owych spostrzeżeń sensownych wniosków pozostających na odpowiednim poziomie ogólności, a jednoczesnie logicznie umocowanych w "materiale dowodowym". Jako czytelnik prasy papierowej życzyłbym sobie zamieszczania tam materiałów stojących na podobnym co tekst A. poziomie i dokładnie to samo mówię jako fabryczny czytelnik. Jako ten drugi - marzy mi się stojąca na podobnym poziomie polemika z autorem "Gudbaja".
Za "wartośc dodatkową" tekstu tutejszego uważam umiejętność "lekkiego" ujęcia tematu, który do tej pory (oceniam na podstawie tego, co przeczytałem na papierze) cierpiał przez realizacje quasi-tabloidalne, lub ceglano-naukowe. Tutaj jest lekko, frapująco bez szkody dla meritum. Można rzec - wzorcowo (jak dla mnie).
I kilka luźnych refleksji:
- "wzachodowstąpienie" (!!!) - czy autor kogoś tu powiela stosując to określenie, czy to może patetnt własny, panie A.? Jeśli to drugie - to gratulacje.
- piszesz autorze o tęsknocie za czernią i bielą podziałów (to tez element komunonostalgicznej mitologii, a nie realna rzeczywistość tamtych czasów, przynajmniej nie w takiej skali, jak się o tym teraz mówi. Kałużyński w jednym z wywiadów - parodiując terminologię "filmologiczną" odnośnie "radzieckiego kina akcji" czyli o strzelających z biodra czekistach - użył wobec tego zjawiska określenia "eastern", będącego - w oryginale - rzekomo adekwatną nazwą wspomnianych grzebieniówek. Myślę, że wyraził się celnie ujmując rozbieżność pomiędzy mitem, a realiami.
- dlaczego NIke Masłowskiej jest Michnikowa?
- "Tęsknota za komuną wydaje się tęsknotą za aksjologicznym ładem. Za podejmowaniem decyzji w sytuacji, w której mamy do wyboru dwie – trzy opcje, a nie milion." - nic mniej, tylko - BINGO!
- "Po ’89 kategoria dobra i zła stała się passe. Pozostała w użyciu jedynie w dyskursie religijnym (który został zmarginalizowany) i politycznym (który został znienawidzony)."
---> tu bym dodał coś od siebie. Racja, elementem nostalgii za znienawidzonymi czasami komuny są wspomnienia o swoim własnym zaangażowaniu w politykę (nawet rozumiejąc to jako zwischennruf w odpowiedzi na pytanie szkolnej rusycystki: Dabrawolcy jest'? - Niet, uszli w Afgainstan czy wlania do doniczki z klasową różą afgańską kwasu (przez co roślinka uschła) i doczepienie kartki sdiełano w CCCP - te dwa akty polityczne to akurat element szkolnej legendy o Piotrze Siemionie, którą delektowaliśmy się całym tłumem palących, prowadząc w latach 1976-80 polityczne debaty w kiblu IXLO we Wrocławiu, w czym bohater brał aktywny udział:)) - taki suplement do "Niskich Łąk", zupełnie nie rozumiem dlaczego to pominął;)
Ale o co mi chodzi:)) ? O to, ze tęsknota pokolenia za swoją włąsna aktywnością polityczną bierze się często (a w przypadku polskim dzisiejszym) dokładnie z AKTUALNEGO jej braku, stanowiąc jednocześnie coś w rodzaju kuriozalnego alibi. To sprawa oczywista, pytanie czemu jej teraz brak? Z jednej strony winne zniechęcenie tych, co nie oślepli. Z drugiej jest to sukces tych, którzy od 1989 roku wmówili wszystkim, że "polityka to brudna rzecz i się w niej nie paparajcie", po trzecie - "politykę zostawmy zawodowcom". Zostawiając bez komentarza termin "zawodowcy", który w moim mniemaniu nie powinien się wiązać tylko i wyłącznie z braniem za politykę pieniędzy - powoduje to (bardzo dla wielu wygodne) olanie polityki lub ograniczenie w niej swojego udziału do sms-ów do Szkła kontaktowego.
- "wspólne narzekanie na władzę jest jeszcze bardziej integrujące, niż kiedykolwiek, dowcip polityczny zjednuje sympatię przypadkowo spotykanych osób" --- o to, to! A teraz jest inaczej. Przykład kliniczny - przed 1989 rokiem kiedy przychodził do mnie po haracz pewnie agent z PZU trwało to ze dwie godziny, ponieważ musieliśmy zdązyć obśmiac reżim i opluć. Teraz (głosujemy na opcje odmienne) wychodzi po 5 minutach.;)
- "czasy, w których ludzie nie umieją się razem zbuntować, razem potrafią co najwyżej stać w kolejce w hipermarkecie."
---> po prostu delicje!
- "Tęsknota za czymś, z czym można byłoby walczyć ma też aspekt prostoty aksjologicznej. Sytuacja walki jest sytuacją dosyć wygodna, oczywiście pod warunkiem, że przeciwnik jest tak niegroźny jak mityczna komuna, bowiem znacznie zawęża wachlarz możliwości, z których musimy wybierać"
---> dokładnie tak. Nawiasem mówiąc im wiedza społęczno-polityczna bardziej oparta na easternowych stereotypach i posługująca się potocznym (w najgorszym tego słowa znaczeniu) warsztatem badawczym rzeczywostości takowej - bardziej skłonni jestesmy do opisanych przez autora reakcji
- "Nie dlatego, że świadczy o jakimś zaniku pamięci historycznej, bo tak raczej nie jest – polska rzeczywistość polityczna jest tak skonstruowana, że dyskusje wokół historii tamtych czasów będą nam towarzyszyć jeszcze długo, nie pozwalając na zapomnienie."
---> tu można dyskutować. ja nieco inaczej pojmuję pamięć historyczną. Uważam za taką pamięć o historii, jaką była w całym jej skomplikowaniu i wielobarwności. Pamięc polegającą na tym, co piszesz, czyli na wiedzy poprzez zmitologizowane okulary, to dla mnie nie jest pamięć historyczna. Gdyby była bliska niejednoznacznej z reguły prawdzie - tak. Jeśli jej elementem jest widzenie komuny jako mitu (czy białego, czy czarnego) dla mnie to nie jest pamięc historyczna. A przynajmniej nie takja, któa mi się podoba. Stąd tez ja się o ową pamięc obawiam, tym bardziej, ze krytyka tejże u nas zajmuje się wyłącznie prawie atakowaniem mitu białego, przy jednoczesnym budowaniu w pocie czoła mitu czarnego. To drugie bardziej rozumiem i ewentualne bym przyjąłbym za własne, lecz kłóci mi się z moim rozumieniem historycznej prawdy i obiektywizmem).
- Czy pominięcie aspektu socjalnego rozwodniłoby esej? Moim zdaniem - nie. Chyba nie ma sporu, że nostalgia socjalna jest jednak elementem komunonostalgii. Odpowiednio szerokie i wąskie uwzględnienie tej optyki nie rozwodniłoby powyższego eseju. Nie oznacza to, że mi tu tego strasznie brakuje. Po prostu nie zaszkodziłoby, a głębiej umocowałoby wnioski, ale może następnym razem.;) Z przyjemnością się doczekam.
- Czy autor mógłby pociągnąc temat dalej i zając się tematem w powiązaniu z polskim kinem po 1989 roku? Byłoby to niemniej ciekawe.
pozdrawiam i merci.
ps.
z żalem donoszę, że nie jest mi dane (awaria?) przeczytac w całości te z komentarzy, które trzeba rozwijac. a ciekaw jestem szczególnie tego, co mieli do powiedzenia elka, kapgras i spirytus oraz przede wszystkim kol. Toni. "Zapowiedzi" tych wypowiedzi są frapujące, niestety;) |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ ** przez asasello dnia 14-05-2007 o godz. 20:10:43 http://www.janurz.blox.pl | wzachodowstapienie - przyznaję się do ojcowstwa potworka. W przeciwieństwie do zdania ,,czasy, w których ludzie nie umieją się razem zbuntować, razem potrafią co najwyżej stać w kolejce w hipermarkecie'', które jest niedokładnym cytatem z Demirskiego.
Co do wydarzeń z IX LO we Wrocławiu, to nieźle się uśmiałem - może podejmiesz temat? Przybliżysz młodzieży? Serio mówię, to ciekawy temat może być - taka antykomunistyczność bez martyrologii i zadęcia, trochę by odświezyło sposób mówienia o antykomuniźmie PRL owskim. Z pamięcią historyczną chodziło mi o pamiętaniu o zbrodniczości PRLu, to taki skrót myślowy był, że zacytuję klasyka:). Komunonostalgia byłaby groźna gdyby przez nią nie mówiło się o Przemyku, Pyjasie i wielu innych ofiarach reżimu. Tymczasem to nam nie grozi. Co do Twojej definicji pamięci historycznej, jako pamięci o ,,historii, jaką była w całym jej skomplikowaniu i wielobarwności'', to chciałbym, żeby to było powszechne podejście do tematu. Niestety, na razie skazani jesteśmy, jak mi się wydaje, na posługiwanie się mitami, jako iż naszą świadomość historyczną kształtuje szkoła, która programowo buduje mity historyczne potrzebne państwu. Obawiam się, że powszechne i społeczne zagłębianie się w niuanse byłoby mozliwe dokładnie wtedy, kiedy wedle słów ks. Kropotkina, na Ziemi będzie możliwa anarchia, to znaczy wtedy, kiedy na Ziemi nastanie królestwo niebieskie, a ludzie jako ci aniołowie bez gniewu i zaperzenia będą traktowali prawdę historyczną jako cel sam w sobie, a nie jako argument w dyskusji.
Co do aspektu socjalnego - jak już wyżej pisałem, bardziej mnie interesował ten aspekt filozoficzny, jako że częściej występuje w literaturze i, wydaje mi się, jest co prawda jakoś tam obecny w ludziach, na co wskazują komentarze choćby, ale nie wiem, na ile jest uświadamiany.
CO do zajęcia się filmem polskim - już prędzej zajmę się literaturą, bo do badania filmu, przyznaję z żalem, brak mi kompetencji.
Chociaż, Komunonostalgia w polskim kinie - ha, z samych psów można by niezły artykulik skroić. Zwłaszcza że psy się wpisują jakoś w dyskusję o lustracji. No ale to już inna bajka. |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ ** przez Anonimus dnia 14-05-2007 o godz. 23:30:17 | ok - znaczy nie zrozumiałem passusu o pamięci historycznej. Jeśli oceniasz ja pozytywnie w sensie niezapominania o zbrodniach - to się zgadzamy. Mnie chodziło o to, że oba mity czarny i biały są po prostu mitami. Bliżej mi do czarnego, a dalej do komunonostalgii i wcale jakos mnie w komunie nie pociąga to, ze to okres mojej młodości. Wręcz przeciwnie: młodość tak! jej wypaczenia nie! ;) Swoja definicję pamięci historycznej naszkicowałem mocno chciejsko;) Oczywiście, że na pułapie wiedzy potocznej polega ona na pielęgnowaniu mitów. Sęk w tym, że o ile potocznie jest to do jakiegos stopnia dopuszczalne, to rola tzw. inteligenta jest takich mitów prostowanie, a nie jeżdżenie na nich jak na łysej kobyle, co zbyt często (nie tylko u nas) ma miejsce. Aż takim idealista nie jestem, bym uważał, ze możliwe jest dyskutowanie z pierwszym z brzegu w tramwaju o wpływie kultury pucharów lejkowatych na system organizacji rzymskich legionów. ale to temat rzeka i jeśli dobrze pójdzie, to coś kiedys skrobnę o tym;) o ile mi się nie odechce.
Aspekt socjalny - na ile uświadamiany - no właśnie!!!
No to z filmem moze się wreszcie kol. szajsen zdecyduje;)
"Co do wydarzeń z IX LO we Wrocławiu, to nieźle się uśmiałem - może podejmiesz temat? Przybliżysz młodzieży? Serio mówię, to ciekawy temat może być - taka antykomunistyczność bez martyrologii i zadęcia, trochę by odświezyło sposób mówienia o antykomuniźmie PRL owskim."
propozycja ciekawa, ale póki co - sie nie podejmuję. I tak miałem opory - z braku kontaktu z siemionem przez lat 27 - czy o tym pisac tutaj. Ale pomysł, faktycznie, interesujący. Tylko granica między świeżością a robieniem szopki (by na "Psy" nie zejść - w pejoratywnym znaczeniu słowa) niebezpiecznie cienka. |
|
|
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ ** przez Anonimus dnia 14-05-2007 o godz. 18:44:02 | 'jakże w takich chwilach zazdroszczę Niemcom ich precyzyjnego słowotwórstwa, którego dzieckiem jest ostalgie'
- to może komunostalgia zamiast komunonostalgii? ,-) |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ ** przez asasello dnia 14-05-2007 o godz. 19:54:27 http://www.janurz.blox.pl | | gdzieś o tym już wyżej było. Trochę brzmi z radziecka, poza tym zawierałoby cząstkę, mogącą być interpretowaną jako morfem - ost, co mogłoby wskazywać na jakiś związek ze wschodem. Tymczasem w Polsce nie mamy takich wschodniokrajowych konotacji zjawiska, jak w Niemczech i nie wiem, na ile to byłoby trafne:). |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ ** przez bekas dnia 23-08-2007 o godz. 17:32:15 http://www.literatura.waw.pl | Obawiam się,ze masz rację ale trochę niewłaściwe argumenty przedstawiasz;nie ma czego zazdroscić Niemcom.Polski ma po prostu inną tzw składnię przytoczenia. Angielski i niemiecki chłoną obce słowa jak gąbki nawet niekiedy wcale ich nie modyfikując. Co więcej,angielski zwłaszcza w wersji amerykańskiej ma wyższy niż polszczyzna poziom metaforycznosci. Ale ta"lepsza" składnia przytoczenia rodzi niekiedy potworki np "Bangladesh". Po bengalsku (140 mln mówiących,więc tyle co francuski ,a znacznie więcej niż niemiecki) to znaczy dosłownie" Niech będzie niepodległy Bengal "(hasło w okresie walki o odlączenie się od Pakistanu),a poniewaz Bengal jest od dawna niepodlegly to nie ma sensu. Nazwa powinna byc BENGALIA.
Z KOMUNONOSTALGIA sprawa wyglada tak,ze jest to po prostu za dlugie slowo i od tego nalezaloby zaczac poszukiwania.Rzecz jednak jest bez sensu,bo nawet znajdujac wlasciwy termin nie wprowadzisz go do uzusu jezykowego.Dopiero powtarzanie przez lata i przez wiele osob,konsekwetnie mogloby jakos zadzialac. Sam esej wyborny. Mam kilka uwag merycznych ale to kwestia punktu widzenia na historie PRLu. Moim zdaniem za bardzo sie traktuje PRL en bloc ,nie odrozniajac poszczegolnych okresow,nieraz rozniacych sie od siebie.Za malo tez uwglednia sie sowiecki punkt widzenia. PRL jako poletko doswiadczalne.I punkt widzenia wladz PRl jako rezultat gry miedzy naciskami Moskwy a naciskami spoleczenstwa. Ale taka jest dotychczasowa historia PRL u. Nawet w wykonaniu Roszkowskich czy Paczkowskich. Zreszta bez dostepu do archiwow sowieckich nie mamy o czym mowic.Resentymenty czy aresentymenty niczego tu nie zmienia.Tesknota z PRLem u wielu wynika nie z pogladow czy sentymentu typu bylismy piekni i mlodzi ale z tego ze ze zwlaszcza po 1956 dosc latwo bylo o znalezienie sobie NISZY A PRZY POZORNIE ROWNYM STANDARCIE byl to znakomity sposob na NIEKLOPOTLIWE PRZETRWANIE. W TrzecioCzwartej takich nisz NIE MA. I duzo by o tym mozna pisac.Problem polega na tym ze wykorzystujemy swoj potencjal w 15 %. I teraz i wtedy. Wtedy niewiele osob mialo taka swiadomosc a dzis ma ja prawie kazdy,bo zaostrzyly sie warunki rywalizacji i cos jednak zalezy od nas.
I drobnostka . Slowa ludzie to lubia ,ludzie to kupia nie pochodza od Jacka Kurskiego ale piosenkarza Mlynarskiego,ktory spiewal ludzie to lubia ludzie to kupia,byle na chama ,byle glosno, byle glupio.
Pzdr.
|
|
|
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ ** przez borhes dnia 14-05-2007 o godz. 18:52:05 | Interesujący temat, nawet bardzo... Też się czasem zastanawiam nad tym spojrzeniem na nasz własny ancien regime.
To chyba Szczypiorski w Początku pisał o pewnym Niemcu, że "chętnie wspominał czasy II wojny światowej; ludzie często wspominają najszczęśliwszy okres swojego życia."
Pewna osoba, którą znam, chętnie wspomina czasy stanu wojennego, a szczególnie jaka to ona była obrotna i jak potrafiła załatwić (słowo klucz) różne rzeczy i w związku z tym miała pod stołem mnóstwo proszków do prania, a pod łóżkiem tony koncentratu pomidorowego w puszkach.
Oczywiście tęskni się nie za całością obrazu, a za pewnym wycinkiem, odbiciem, czy nawet „mitem”. Nie pamięta się tego, że na mieszkanie trzeba było czekać parenaście lat, a z powodów braku w dostawach papieru toaletowego, używać gazety. Nikt też nie tęskni za gazem łzawiącym i wiecznymi przerwami w dostawach prądu..
Tęskni się raczej za młodością. Można też tęsknić za czasami, kiedy było się kimś ważnym i decyzyjnym (w przypadku dawnych działaczy, albo kombinatorów). Tęskni się być może za czasami propagandy sukcesu, w której Polska przedstawiana była jako druga Japonia, co chwila przecież coś otwierano, albo odsłaniano, pracownicy przekraczali kilkaset procent normy, a jedynie słuszna ideologia prowadziła państwo świetlaną drogą w kierunku takiego dobrobytu, w którym (jak mnie uczono w szkole) nawet pieniądze nie będą potrzebne.
Ja takiej postawy tęsknoty, przyznam, nie rozumiem, ale nie ma co udawać, że jej nie ma. Owszem jest i to nawet dość powszechna. I to, zdaje się nie tylko w Polsce.
Miło, że autorowi chciało się na ten temat napisać i że zrobił to tak dobrze. Bardzo fajnie się czytało, a że tekst zaciekawił, to widać po dyskusji, która się rozwinęła.
Ps. co się stało z enterami?? |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ ** przez fircyk dnia 14-05-2007 o godz. 20:00:16 http://www.leonid-andriejew.com.pl/ | Jest - u pierdzieli pierdolonych, którym się wszystko należało.
A z innej beczki - komu dzisiaj chce sie pracować ?
W ogóle wydaje mnie się, iż pisanie komentarzy o IŻ, akurat nie dotyczy
tekstu.
Pozdrawiam |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ ** przez Anonimus dnia 15-05-2007 o godz. 00:21:40 | | wybacz fircyku, ale znów zdarzył ci się kolejny wpis grubo ponizej akceptowalnego poziomu. emocje, emocjami, ale poziom trza trzymać. odpuść moze lepiej, bo śmiech albo płacz (niepotrzebne skreślić) |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ ** przez fircyk dnia 15-05-2007 o godz. 08:50:48 http://www.leonid-andriejew.com.pl/ | Jeśli o ogólne odczucia chodzi, ( ogółu ) to ja się nie czuję za kogokolwiek wywnętrzniać, ale jak czytam albo słucham tych chwalców byłego, to mnie niestety ponosi, bo chyba nikt nie powie, że było świetnie, kolorowo, ( z dominacją jednego koloru ) zarobki na miarę potrzeb i adekwatne do wykonanej pracy. No nie chce mi się nawet wspominać, bo właściwie co to kogo obchodzi. Niech się wypłakują "byli", ale w ich życiu, ta posolidarnościowa zmiana niczego złego nie przyniosła. Kto miał się "ustawić"
zrobił to dawno, a pozostali ochłapami się dzielą.
Czy teraz poziom na odpowiednim poziomie ? |
Re: Goodbye, Jaruzel? - literacka komunonostalgia po polsku. /esej/ ** przez izobar dnia 15-05-2007 o godz. 09:37:17 | Pamiętam czasy od Gomółki, lata 60 te. Widziałem jak sie to wszystko zmienia. Powiem szczerze, ze nie tęskno mi do tamtych czasów. Były radosne chwile, owszem, ale wypływało to z pospolitej biedy i szarości. Każda malutka nawet zmiana była radością. Szynkę jadło się na święta i jaka to była piękna chwila. Nie widziałem na własne oczy tych wielkich zbrodni, nawet nie wiem do dziś gdzie w moim mieście była siedziba SB.
Myślę, że nikt nie tęskni do PRL, natomiast jest wielu taklich, którzy mają miłe wspomnienia. Bo czekolada amerykańska, czy guma do żucia z paczki były radosnymi chwilami. Dżinsy to był szczyt radości. Pamiętam emocje i nic więcej. To był czas gdzy było się z czego cieszyć. Oczywiście wynikało to z szarości. Pod blokiem ludzie mieli poustawiane stoły, gdzie spotykali sie na karty i kawę. Drzwi na klatce schodowej były pootwierane - te do mieszkań. Wszyscy sie znali i odwiedzali. Coś obecnie się wykręciło w inną stronę, niestety. Może do takich chwil tęsknią ludzie? Bo, że do PRL i do komuny, nie sądzę. |
|
|
| |
Portal Literacki - Fabrica Librorum 1998-2011 poczta małpiatka portalliteracki.pl Publikowane teksty są własnością ich autorów. Kopiowanie, powielanie, odtwarzanie publiczne bez zezwolenia jest zabronione. |
Reklama w Portalu Literackim
|
|