Poezja i proza - Portal Literacki  



Nowe recenzje


· GRZECHY JOANNY, Marat Joanna, Wydawnictwo Replika, recenzent: Hyla Bogumiła
· ZŁOCISTA DOLINA, Walczak J. Iwona, Wydawnictwo Replika, recenzent: Hyla Bogumiła
· MASTERTON. OPOWIADANIA. TWARZĄ W TWARZ Z PISARZEM, Masterton Graham. Cichowlas Robert, Pocztarek Piotr, Albatros, recenzent: Lipski Bartosz
· SATYNOWY MAGIK, Łysiak Waldemar, Wydawnictwo Nobilis, recenzent: Solecki Tadeusz
· NIEUGIĘTY, Millar Sam, Wydawnictwo Replika, recenzent: Stolarz Iwona
· APETYT NA JUTRO, Woźniak Agnieszka, Wydawnictwo Replika, recenzent: Błaszkowska Alina
· EWANGELIA WEDŁUG PIŁATA, Schmitt Éric-Emmanuel, Wydawnictwo Literackie, recenzent: Solecki Tadeusz

[ RECENZJE ]

Online

Aktualnie jest 42 gość(ci) i 3 użytkownik(ów) online.

Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikając tutaj

Epika: Teufelschwanx/opowiadanie/ **
Wysłano dnia 21-09-2010 o godz. 10:04:43
Autor: JacAr

- Ja nie idę! – oznajmiłem Gazie od razu na wstępie.
- Cykor!
- Może być cykor... Znaczy wole być żywym cykorem, niż martwym bohaterem!
- To twoje, czy gdzieś przeczytałeś?
- Wal sie głupku...
- No no! Uważaj! Ja nie cykoruję! Idziemy wszyscy, a ty jak chcesz, to grzej kanapę. Poczytasz o nas na portalu!
- Że niby co? Kto komu wybił zęby? A potem będę was w areszcie odwiedzał, tak?
- Nie pieprz tchórzu! Masz jakiś inny pomysł?
- Mam!


* * *
Przywołanie jest proste. Właściwie nie jest związane ze specjalnym rytuałem, bardziej liczy sie szczerość. Poza tym to działa jak on/off. Jednym tekstem się przywołuje innym odwołuje. Żadna filozofia...

* * *
- Nic z tego, kurwa, nie kumam!
- Bo ty, Gaza, w ogóle nie wiele kumasz...
- Ej! Uważaj!
- Przymknij się, patrz na ilustrację...
- Masakra, ja pierdykam! to jest noga?
- Chuj z nogą! Patrz – kolesiowi oczy wypadły, czujesz!? Tam widać jeszcze jak mu spływają po policzkach!
- I co? Wystarczy, że się złapiemy za rączki i wypowiemy „przyjdź demonie, przyjdź?”
- Ja nie mogę, ale ty jednak jesteś tępy!
- Ty! Uważaj!
- Przymknij się! Po pierwsze, jak już mówiłem, ja nie idę.
- Tchórz!
- Przymknij się, mówiłem. Po drugie nie wiem, czy to zadziała. Nie w tej sprawie, w ogóle. Znaczy ja w to wierzę, tak... ogólnie raczej...
- Czyli?
- Czyli możemy spróbować, ale nie ma żadnej gwarancji, że się uda.
- No ale co trzeba zrobić?
- Widzisz! To akurat wszystko sprawdziłem. Więc? Wchodzisz w to?
- Ja, kurwa, nie tchórzę!
- Dżiii! Gaza, jak chcesz, możesz sobie tam iść, nic nie szkodzi. Ale do rytuału potrzebuję trzech osób.
- Nas jest dwóch przecież...
- Masz się tylko zgodzić. Lolo będzie trzeci.

* * *
Piwnica Lola zawsze śmierdziała. To był wyjątkowy odór i zbyt dużym uproszczeniem byłoby stwierdzenie, że to stare spleśniałe ziemniaki, kurz i grzyb na ścianach. To było coś znacznie głębszego, sięgającego pod udeptaną glinę, poniżej najniższych fundamentów...
A może i nie? Matka Lola twierdziła, że tak daje kapusta, jak się zepsuje.
W każdym razie, dzisiaj wyjątkowo ten smród nam nie przeszkadzał. Właściwie wręcz tworzył odpowiedni klimat. Na starej skrzynce po cebuli, odwróconej do góry dnem ustawiliśmy płonący znicz zakupiony u Kaliciakowej pod cmentarzem. Znicz był elegancki, plastikowy z estetycznymi wytłoczeniami po bokach. Jednak największe wrażenie robił jego kolor. Szkarłatno rubinowa barwa tworzywa, podświetlonego płomieniem zdawała się rozlewać na zewnątrz, wlewać się do naszego świata. Rozpychała sie i rozpełzała obejmując w posiadanie piwnicę, nas, rytuał...
- Na tej kartce napisałem o co prosimy.
- Ttaki list do Mikołaja? Ttak? – jak zwykle zacinając się, dopytywał się Lolo
- Bosz! Niech będzie, Ale raczej miałem na myśli to, co my chcemy, żeby się stało z Predatorami z Zatorza.
- Tfu, tfu, tfu, tfu! – Gaza otrząsnął się gwałtownie, jakby cierpiał na syndrom touretta – Nawet nie wymawiaj przy mnie...
- Niby jak? Co? Jak niby miałbym powiedzieć o co chodzi, nie mówiąc o kogo chodzi?
- Fuck! Nie podoba mi się to!
- Spoko wodza. Im się jeszcze bardziej nie spodoba. W każdym razie mogę wam przeczytać, chcecie?
- Ddawaj! – zachęcił Lolo.
- „Niech Predatorzy sczezną!”
- Co to niby znaczy? Że mają się zeszczać? Może zesrać byłoby lepiej?
- To znaczy, że mają zniknąć. Bardzo cię proszę Gaza zachlaśnij koparkę, bo sie wkurwię i tak to się skończy!
- Ddawaj, ddawaj! – pogodził nas Lolo
- „Niech Predatorzy cierpią”
- Mam pomysł!
- Gaza, kurwa!
- Czekaj, bo ja sobie tak pomyślałem, bo mnie wpieprzają ci predatorzy i predatorzy, a przecież chodzi ogólnie o wrogów naszej Wiślanki, no nie?
- No niby tak. O to właśnie chodzi.
- Więc jakby tam zamiast tych chujów wstawić właśnie „wrogowie Świtu WSS Mleczna Dolina Wiślanka KS”
- Trochę przydługie, ale... – próbowałem sobie to wyobrazić
- Ty, ale ja mam jeszcze lepszy pomysł, bo wiesz, możesz raz napisać: „niech wrogowie Świtu WSS Mleczna Dolina Wiślanka KS” i potem lecisz, rozumiesz – „się zeszczają”, czy jak tam mówiłeś... stracą zęby, wymiękną, niech ich chuj strzeli i...
- Dobra! Gaza, szanuję twoją inwencję, niech się tak stanie. Napiszę dokładnie tak!
- Serio? Tak napiszesz? – Gaza wyraźnie się ucieszył – A co to jest to, co mojego szanujesz?

* * *
Kolejnym wymogiem rytuału było spalenie kartki w ogniu świecy (znicza w naszym przypadku), wraz z wypowiedzeniem odpowiedniej formuły. To właśnie odnalezione przeze mnie zaklęcie stanowiło newralgiczny punkt całej hecy. Bo to co wypisaliśmy na liście życzeń wobec Predatorów, to była sama szczera prawda. Teraz tylko ktoś musiał sprawę załatwić.
Pomysł przyszedł mi do głowy w trakcie lektury przedwojennego wydania „Tajemnych praktyk Złych Ludzi. Rzecz o Raubritterach, Freierach i Szwarcknechtach.”
Czytam takie rzeczy, i to akurat nikogo nie powinno dziwić.
Okazuje się, że ustawki to nie nasz pomysł. Ludzie naparzali się zawsze, spontanicznie, albo po wcześniejszych ustaleniach. Od prehistorii, starożytnego Rzymu, przez średniowiecze, do dzisiaj. Więc zacząłem szperać i wyszukiwać. Zawęziłem swoje pole zainteresowań do Polski wieków średnich, lub powiedzmy tej części Europy, którą teraz nazywamy Polską. Interesowało mnie wszystko, co dotyczyło grupowych pojedynków, czyli bitew. Technika, sprzęt, zwyczaje. No i magia. Bo wziąć cep i przygrzać słabszemu, to żaden problem, ale w garstkę pokonać armię, to już trzeba mieć pomocnika gdzieś na górze. W ten sposób trafiłem na Tojfelszwanca (Teufelschwanza). Według książki, miał być okrutnym demonem, z którego pomocy korzystali raubritterzy, atakujący posiadłości panów i panków. Tojfelszwanc podobno był dosyć wygodny dla zamawiających – nie brał jeńców i oczyszczał pole, jak pies czyści kość z mięsa. A potem, z tym co zostało, robił to samo co pies z kością, wysysając szpik i chrupiąc tak, że nie pozostawał żaden ślad.
Wtedy wystarczyło demona odwołać i można było się zabrać za liczenie nowych skarbów.
Bardzo ważne było, żeby odprawić demona odpowiednio wcześnie, bo rozkręcony potrafił przenieść się i za pole walki, a tam wykończyć również zaplecze. To było niedobre, bowiem nie pozwalało na jakże popularne podówczas gwałty, zachowywane przez rabusiów na deser.
W sumie fajna bajka. Okraszona ciekawymi ilustracjami i formułą, którą teraz właśnie mieliśmy wypowiedzieć paląc kartkę z życzeniami wszystkiego najgorszego dla Predatorów z Zatorza...

* * *
Tojfelszwance komcumir undmach sznel wasichwil
himel istloch szwachist got machfirmich difajnde tot
Tojfelszwanckom!

- I cco? – Lolo wyraźnie był nieswój, ale może martwił się, że matka na górze wyczuje smród spalenizny. Bo kartka od początku nie chciała sie dobrze palić. Pełgały po niej niechętne ogniki, jak żarzące się, dymiące robale pożerając papier wolno i smrodliwie.
- I nic. Teraz możecie spokojnie iść na Kiełbasianą Górkę postukać się z tymi skurwielami z Zatorza. A właściwie nawet nie będziecie się musieli napieprzać. Tojfelszwanc załatwi to za was.
- Ale ty nie idziesz?
- Już mówiłem. Ja załatwiłem wsparcie, a reszta zależy od was. Też możecie nie iść.
- Nie jesteśmy tchórzami... – żachnął się Gaza
- O rany. Gaza, jasne, że nie jesteście tchórzami. Tylko, że sprawa jest już załatwiona. Czy tam pójdziesz, czy nie, to Zatorzanie mają przewalone. I to ty się do tego przyłożyłeś. Uważam, że jesteś bohaterem. Nic już nie musisz robić. Możesz zostać w domu i oglądać tiwi. Albo poczytać książkę...
Gaza wzdrygnął się i popatrzył na mnie jak na kosmitę.

* * *
Zaczęło się normalnie.
Zza zakrętu wyjechały furki z Zatorzanami. Nasi w liczbie ośmiu czekali z podniesionymi kołnierzami albo w kapturach, z chustkami na twarzach.
Łobuzy oczywiście narobili kurzu, celowo przegazowując i skręcając na ręcznych hamulcach. A kiedy pył opadł, oni już stali naprzeciwko, z bejzbolami, kastetami i kłódkami na łańcuchach. Tak uzbrojenie po obu stronach było podobne.
No i od słowa do słowa, zaczęło się:
- E, turyści, na piechotę żeście tu przyszli? Długo czekacie?
- Może mama ich podrzuciła?
- Chyba twoja, jak już z ulicy wróciła, heheheh...
- Ożesz ty!
- Ożesz wy!
Osz, bosz, kurwa, chuj, et caetera.
I poszło. Niby normalnie, zwarciem, ale za moment wir stał się jakby szybszy, kurzu zrobiło się więcej. A potem cała ta zbieranina pękła, jak dziki ul, strącony drągiem z gałęzi.
Grupa rozbiła się, a wojownicy wypadli z niej we wszystkich kierunkach, niczym gonieni przez stado os.
A i w rzeczy samej zdawać by się mogło, że to właśnie owady jakoweś ich opadły. Ludzie machali rękami, jakby się od czegoś oganiając, na niewiele jednak się to zdawało. Tysiące małych diablików, tabuny drobnych szatanów dopadły do każdego z osobna i gryzły i cięły i szarpały!
Jeden z Zatorzan potknął się na jakimś korzeniu i poleciał twarzą w przód. Pod nim ziemia nagle stała się chropawa, jak gigantyczny arkusz ściernego papieru. Chłopak wyciągnął ręce przed siebie, chroniąc się przed upadkiem, ale kiedy tylko dłonie zetknęły się z podłożem starły się jak drewniany klocek przyłożony do szlifierki... A może raczej jak marchewka wciśnięta w czeluść sokowirówki. Właściwie burak. Nie mogąc się w żaden sposób zatrzymać nieszczęśnik starł się aż do szlufki z tyłu spodni. A potem i ona zniknęła.

* * *
Nie powiedziałem Gazie i Lolowi prawdy. Nie zostałem w domu, tylko poszedłem na Kiełbasianą Górkę. Ale nie pokazywałem się nikomu, tylko z cyfrową kamerą w rękach usytuowałem się w krzakach, licząc na ciekawe widowisko. Poza tym, na wszelki wypadek miałem przy sobie tekst odwołania. Jak mawiają, „strzeżonego pan Bóg strzeże”.
A teraz nawet nie byłem w stanie przeczytać tego tekstu, bo nie mogłem oderwać oczu, od tego co widziałem na małym ciekłokrystalicznym ekranie.
Chłopaki ginęli jeden po drugim... Ale najgorsze było to, że padali jak leci! I nasi i tamci!

* * *
Gaza zaskoczony wpatrywał się w swoją pięść, która przed chwilą zdzieliła go prosto w nos. To był jego błąd, bo kiedy patrzył na jedną rękę, druga podstępnie dała mu hakiem prosto w usta. Po takim ciosie Gaza nie mógł ustać. Padł jak ścięte drzewo.
Podobno nie należy kopać leżącego. Gaza albo o tym nie wiedział, albo zapomniał, albo przestał być sobą. Sam na podeszwach rozniósł się na strzępy.
Przystojniak Cygan, z Zatorza stanął jak wryty. Poczuł hiper, mega erekcję. Jego penis rósł, nie przejmując się bokserkami, dżinsami, paskiem. Rósł tak bardzo, aż przerósł swojego właściciela. A potem go strzelił, tak, że aż Cyganowi mózg wytrysnął uszami. A potem zaczął gonić niedobitków, strzelając na lewo i prawo...

Tego było już zbyt wiele. Oderwałem oczy od displeja i zdecydowanym głosem wyrecytowałem z kartki:
Tojfelszwance komcumir undmach sznel wasichwil
himel istloch szwachist got machfirmich difajnde tot
Tojfelszwanc ferszwinde!



* * *
Na pobojowisku pozostały cztery osoby, w tym Lolo, dwóch Zatorzan i jeden gość, chyba przyjezdny. Rozglądali się wkoło przerażeni i zdezorientowani, nie wierząc w to, co się przed chwilą zdarzyło.
Panowała cisza, a jedynym świadectwem stoczonej bitwy były porozrzucane wszędzie atrybuty kibiców – pałki, łańcuchy i kastety.
Wybiegłem zza osłony zarośli, z kamerą w ręku. Zwolniłem po kilku metrach i już nieco wolniej zbliżyłem się do zszokowanych niedobitków.
- Lolo? Nic ci nie jest?
- Cco tto było?
- Nie mam pojęcia, ale biorąc pod uwagę okoliczności, to był chyba właśnie Tojfelszwanc.
Obcy odwrócił się na pięcie i odbiegł przed siebie nie oglądając się na nic. Jeden z Predatorów klapnął na ziemię, tak jak stał, a drugi odwrócił się do nas plecami i opierając ręce na kolanach rzygał jak kot z refluksem.
- Ttotal szajs, wiesz? Załatwił naszych, a nie Predatorów...
- No właśnie to jest dziwne, chociaż...
- Nnie mogłeś go odwołać?
- A jak myślisz palancie, dlaczego zniknął?
- Aale naszych też rozp... rozp... rozp...!
- Fakt, rozpierdolił wszystkich. Jak leci... Czekaj, a co było w końcu na tej kartce? Wiesz, to, co Gaza wymyślił.
- Nno, żeby szlag trafił Predatorów.
- Właśnie nie! Tak, to ja chciałem, Gaza to zmienił. „Niech wrogowie Świtu WSS Mleczna Dolina Wiślanka KS” i tak dalej... To o to chodzi!
- O o o o... co? Bbo nie kumam... – Lolo zrobił wielkie oczy, co przy jego normalnie wyłupiastych gałach robiło wrażenie, jakby zamienił się w lemura.
- Tojfelszwanc załatwił wrogów klubu.
- Ale nasi? – Lolo z wrażenia przestał się zacinać.
- Widocznie, tak naprawdę wcale KS Wislanki specjalnie nie lubili.
- Nie ma opcji, oni Wiślankę kochali! Chociaż ostatnio wygrała dwa... dwa lata i trzy miesiące już będzie...
- Nie Lolo, oni kochali sie naparzać i tylko o to im chodziło. Klub mieli w dupie. Jak widzisz niektórzy z Zatorza wyszli nawet nie draśnięci. Co oznacza, że nie byli...
- Co oznacza, że nie byli wrogami Wiślanki?
- Dokładnie.
- Ale nasi... – Lolo zabrzmiał żałośnie.
- Nasi wygwizdywali zawodników, wyzywali ich od najgorszych. Ich, trenera, prezesa. Jeśli to była miłość, to raczej trudna.
- Ale ustawialiśmy się z Predatorami!
- Żeby sobie popuścić krwi. Z miłością do klubu to nie miało nic wspólnego.
- I co teraz będzie?
- Teraz? – popatrzyłem na Lola z roztargnieniem – Teraz będzie deser.
- Jjak to? – Lolo znowu zaczął się zacinać, ale ja już tego nie zauważyłem.
Ruszyłem w stronę samochodów Zatorzan.
Byłem pewny, że Jolka jak zwykle czeka na powrót Cygana z ustawki.
Tym razem się nie doczeka. Tym razem będę ja.
Czytaj
Tekst lubią:

 
Logowanie/Założenie konta | liczba komentarzy: 51 | Szukaj

Komentowanie niedozwolone dla anonimowego użytkownika, proszę się zarejestrować

Re: Teufelschwanx/opowiadanie/?
przez sleepyhead dnia 21-09-2010 o godz. 10:10:04
Świetne! Tempo, poczucie humoru, żywe dialogi, oryginalność. Może proportium między dialogami a narracją jest nieco zachwiane na korzyść tych pierwszych, no, ale to w nich jest najwięcej rodzynków :) Komediowo-kibolski horror typu gore - co za szatański pomysł! :)




Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ?
przez tsole dnia 21-09-2010 o godz. 12:51:29 http://www.tsole.prv.pl http://tsole.salon24.pl/ http://tsole.nowyekran.pl/
Jacku, przyznaję, że zabrałem się do czytania, z zamiarem, żeby Ci przyłożyć... i dupa (żeby utrzymać się w konwencji), nie da się. Bardzo dobre, żywe, wciągające, autentyczne, aktualne i co tam jeszcze. Szacun i piącha.

Sądząc po epilogu, opko to jest (przydługą nieco) prolegomeną do znanego przeboju Budki Suflera?



Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ?
przez Bairam dnia 21-09-2010 o godz. 20:16:17
:)))

Jaja, po prostu jaja. O dziwo - z pedagogicznym przesłaniem.

Wartka akcja, zróżnicowane charaktery, stylizacja języka - uszy puchną (znaczy... oczy). Ale choć puchną jest bardzo bardzo śmiesznie (ten strzelający organ...). No, i zaskakujące zakończenie (czytelnik obawia się jakiegoś krachu, a nie takiej... pedagogiki). I clou - szatańsko perfidny plan głównego bohatera (prywata - oj, prywata :)). W sumie humoreska - absurdeska.

Powrót dawnego JacAra.



Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ?
przez Berele dnia 21-09-2010 o godz. 23:31:46
Głupie. Z początku wydawało się, że to wstęp do ciekawej lektury szkolnej z podstawówki, ale potem rozczarowanie. Nie szokującei nie śmieszne. Natomiast podoba się ta magiczna otoczka z zaklęciami po niemiecku.
Jeśli idzie o ustawki w naszym kraju, to generalnie są oragnizowane "bez sprzętu", tzn. bez noży, kastetów i pałek. Strony zachowują się honorowo, ludzi jest po równo, najczęściej po 50. Po roztrzygnięciu podają sobie ręce. Dotyczy to klubów piłkarskich nawet o najtrwalszych i najgłebszych niezgodach.
O ile wiem to ostatnio mistrzem ustawek jest Lechia Gdańsk, która pokonała wiosną br. wiodącego wówczas Lecha Poznań. Innymi silnymi ekipami są Ruch Chorzów, Legia i Pogoń. ŁKS chyba też. Swego czasu liczyła się Arka Gdynia, ale teraz kibicuje tam tylko małolactwo. Natomiast na jutiub jest filmik z ustawki dawnej Arki z kimś tam. Nawet fajny.



Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ?
przez tfory dnia 22-09-2010 o godz. 10:10:21 http://tforymyslu.cba.pl
Się uhahałem... znaczy, tego, podobało się, kurna, nie. Bo jak zacząłem, to jakoś tak, kurna, do końca poleciałem jednym dechem, jakbym literatkę obalał, a nie literaturę. Dobra, starczy, bo się rozgadałem, jak nie wiem, kurna, co. Idę se pomyśleć, czy ja naprawdę kocham swój klub, bo jakoś stracha nabrałem.



Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ?
przez Rotkappchen dnia 22-09-2010 o godz. 16:33:22
Fajne. Lekkie, wartkie i pośmiałam się.



Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ **
przez Suselek dnia 22-09-2010 o godz. 21:20:37
Ja bym tego Tojfelszwanca wypróbowała w miejscu całkiem innej "ustawki". Aż boję się pomyśleć "wzglendem efektu możliwego" :)



Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ **
przez Berele dnia 23-09-2010 o godz. 10:08:30
Jeszcze o jednej rzeczy pragnę napisać. Otóż opowiadanie to nie ma językowej stylizacji. KLimaty kibicowskie to domena specyfcznej warstwy społecznej o silnej specyfice regionalnej. Brakuje w tekście choćby stylizacji na język Targówka czy Pragi, co niedużym kosztem dodałoby smaczku. Wątpię aby jakiś kibol mówił "o fuck" albo

"Bosz! Niech będzie, Ale raczej miałem na myśli to, co my chcemy, żeby się stało z Predatorami z Zatorza".

Panuje raczej język proletariatu. Ponadto kibice nie używają nazewnictwa piłkarskiego z rubryk sportowych czy komentarzy telewizyjnych, używają raczej swojego leksykonu. Zamiast "Arkowcy" mówią "śledzie", zamiast Chorzowianie mówią hanysy zamiast Lechici mówią Pyry, ba zamiast Lech mówią Amica a zamiast Kolejorz mówią Kuchenkorz itp, tudzież nie komentują tak jak Darek Szpakowski, że dajmy na to Lato "wyłuskał" piłkę.



Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ **
przez Wabigon dnia 23-09-2010 o godz. 11:37:17
Opowiadanie ma parę oczywistych wad,

co do autentyczności języka, "to może nie jest on autentyczny, a i może jest".
Mam dość mgliste pojęcie jaki jest naprawdę język przedstawionego środowiska; tak jak chyba większość czytelników.
Ze wzgledu na rodzaj czytelników właśnie, język nie musi być autentyczny, musi być dla nich wiarygodny, przekonywujący, bo co z tego jeżeli bylby autentyczny, ale nieprzekonywujący dla niezorientowanych czytelników ?
Niestety dla mnie nie jest on tak do końca przekonywujący, odbieram go raczej jako język z dużymi naleciałościami z FL-owskich dyskusji na prywacie /Buber, Jacar, czasem Des/, a języka z tak wysokiej półki od kiboli nie oczekuję; może ich nie doceniam.
oto fragmenty tekstu JacAra z pojedynczymi wstawkami z FL:

"Una, szanuję twoją inwencję
Osz, Des, kurwa, chuj, et caetera
Ttotal szajs Tsole
Nie mam pojęcia, ale biorąc pod uwagę okoliczności lichy tekst
A jak myślisz Autorze palancie
Chyba twoja grafomanie, jak już z ulicy wróciła, heheheh...
idź oglądać tiwi Fiszu. Albo poczytać książkę...
grzej kanapę. Poczytasz o nas na portalu!

Pomimo wad tekst oceniam jako bardzo dobry, bo w aktualnym sierpniowo wrześniowym stanie FL musi obowiązywać zasada "na bezrybiu i rak ryba"

pozdr.



Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ **
przez UnaBuber dnia 23-09-2010 o godz. 13:15:51
A mówiłeś, że - z wiadomych względów (o których cicho sza!, bo a nuż dowie się o nich Najstarszy User Który Nic Nie Wie o sytuacji na swoim portalu) - już nic wartościowego tu nie zamieścisz!
Kłamałeś?:)



Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ **
przez soroka dnia 26-09-2010 o godz. 09:06:44 http://soroka.netne.net/
Ze trzy razy zaczynałam to czytać i dopiero dzisiaj udało mi się dobrnąć do końca.
W sumie i tak nie bardzo wiem co napisać. Niby napisane świetnie.
Tylko dwa błędy znalazłam:
Bo ty, Gaza, w ogóle nie wiele kumasz... - niewiele
dała mu hakiem prosto w usta. Po takim ciosie Gaza nie mógł ustać. ...- rym zamierzony? Jakoś dziwnie brzmi.

No, JacAr pisać umie, to nie podlega dyskusji. Taki to każdy temat przeleci, że tak powiem, i nawet się nie zająknie.
Ale samo opowiadanie takie ni to na niby, ni to na prawdę. Ani za bardzo śmieszno, ani zbyt straszno. Coś jest - kibice - półgłówki, podjudzający ich inteligencik-obserwator z jego perwersyjną zachcianką, trochę magii, ale całe to czarodziejskie rozpieprzanie jakieś bez sensu.
Nie powiem żeby mi się podobały zamiary inteligencika, jednak wątek z panienką na deser, chyba najbardziej przemyślany- wzmianka o deserze w opowieści i deser na końcu nadający sens całemu pomysłowi, to dobra konstrukcja.
Szczerze mówiąc ta opowieść o Teufelschwanxu mnie zaintrygowała jednak. Jest taki mit o diable, który pomaga rabusiom, czy też zmyślony?



Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ **
przez Maniektensam dnia 01-10-2010 o godz. 17:41:43
też co nieco chciałem skrobnąć o demonach, aleć się na razie wstrzymam by tematu nie powtarzać, a i zdolny tak nie jestem, przeto wzdragam się porównań



Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ **
przez Teano dnia 07-10-2010 o godz. 13:37:54 http://www.teano.portalliteracki.pl
Fajne, ubawiłam się, tylko zgrzytnęło mi pod koniec, że potraktowałeś czytelnika jak idiotę i kawę na ławę wyłożyłeś co to znaczy być przyjacielem lub wrogiem klubu Wiślanka. Wolałabym, żeby czytelnik miał przyjemnośc samodzielnie zrozumieć puentę. No ale może to opowiadanie dla kiboli, a im pewnie trzeba to tłumaczyć ;)


(A najlepszy był Cygan, niech go... strzeli ;) )




Portal Literacki - Fabrica Librorum 1998-2011 poczta małpiatka portalliteracki.pl
Publikowane teksty są własnością ich autorów. Kopiowanie, powielanie, odtwarzanie publiczne bez zezwolenia jest zabronione.


Reklama w Portalu Literackim