Nowe recenzje
· GRZECHY JOANNY, Marat Joanna, Wydawnictwo Replika, recenzent: Hyla Bogumiła· ZŁOCISTA DOLINA, Walczak J. Iwona, Wydawnictwo Replika, recenzent: Hyla Bogumiła· MASTERTON. OPOWIADANIA. TWARZĄ W TWARZ Z PISARZEM, Masterton Graham. Cichowlas Robert, Pocztarek Piotr, Albatros, recenzent: Lipski Bartosz· SATYNOWY MAGIK, Łysiak Waldemar, Wydawnictwo Nobilis, recenzent: Solecki Tadeusz· NIEUGIĘTY, Millar Sam, Wydawnictwo Replika, recenzent: Stolarz Iwona· APETYT NA JUTRO, Woźniak Agnieszka, Wydawnictwo Replika, recenzent: Błaszkowska Alina· EWANGELIA WEDŁUG PIŁATA, Schmitt Éric-Emmanuel, Wydawnictwo Literackie, recenzent: Solecki Tadeusz[ RECENZJE ]
Online
Aktualnie jest 42 gość(ci) i 3 użytkownik(ów) online.
Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikając tutaj
NA FORUM
 | wszystko jest do zmiany |
 | FABRYKA-NASZE MIEJSCE W KOSMOSIE |
 | Funkcja redaktora - rezygnacja umorusańca |
 | Jerzy Reuter - Izobar nie żyje |
 | CO Z RUBRYKĄ |
 | Zaproszenie na kwietniowy DACH |
 | O stronie na stronie. |
 | Fantazje Zielonogórskie 2012 - konkurs na opowiadanie |
 | Coś dla poetów i miłośników poezji |
 | Kwiecień plecień w netkulturze! |
 | Cytat z Forum |
 | Zbieramy teksty do nowego numeru Magazynu Cegła!!! |
 | Konkurs Poetycki „O Srebrne Pióro MDK” – VI edycja |
 | CHATA |
 | Dość codzienność! |
 | Zapraszamy na Świąteczny DACH |
 | Kto |
 | Ody odbite Karola Maliszewskiego |
 | Pierwsze zdanie! |
 | współpraca przy scenariuszu - za pieniądze |
 | Ankieta dotycząca czytelnictwa kryminałów |
 | Czarny Kot |
 | Rozwój osobisty medytacje terapeutyczne |
 | ID w Czasie Fantastyki |
 | Barwy, a tworzenie nastroju |
 | Nieznane teksty Tadeusza Konwickiego w |
 | Rozwój osobisty kluczem do sukcesu |
 | Co Na Scenie - Nowy Wymiar Teatru |
 | nieTUZINkowa 12-ka Netkultury |
 |
Epika: Teufelschwanx/opowiadanie/ **
Wysłano dnia 21-09-2010 o godz. 10:04:43
Autor: JacAr
- Ja nie idę! – oznajmiłem Gazie od razu na wstępie.
- Cykor!
- Może być cykor... Znaczy wole być żywym cykorem, niż martwym bohaterem!
- To twoje, czy gdzieś przeczytałeś?
- Wal sie głupku...
- No no! Uważaj! Ja nie cykoruję! Idziemy wszyscy, a ty jak chcesz, to grzej kanapę. Poczytasz o nas na portalu!
- Że niby co? Kto komu wybił zęby? A potem będę was w areszcie odwiedzał, tak?
- Nie pieprz tchórzu! Masz jakiś inny pomysł?
- Mam!
* * *
Przywołanie jest proste. Właściwie nie jest związane ze specjalnym
rytuałem, bardziej liczy sie szczerość. Poza tym to działa jak on/off.
Jednym tekstem się przywołuje innym odwołuje. Żadna filozofia...
* * *
- Nic z tego, kurwa, nie kumam!
- Bo ty, Gaza, w ogóle nie wiele kumasz...
- Ej! Uważaj!
- Przymknij się, patrz na ilustrację...
- Masakra, ja pierdykam! to jest noga?
- Chuj z nogą! Patrz – kolesiowi oczy wypadły, czujesz!? Tam widać jeszcze jak mu spływają po policzkach!
- I co? Wystarczy, że się złapiemy za rączki i wypowiemy „przyjdź demonie, przyjdź?”
- Ja nie mogę, ale ty jednak jesteś tępy!
- Ty! Uważaj!
- Przymknij się! Po pierwsze, jak już mówiłem, ja nie idę.
- Tchórz!
- Przymknij się, mówiłem. Po drugie nie wiem, czy to zadziała. Nie w
tej sprawie, w ogóle. Znaczy ja w to wierzę, tak... ogólnie raczej...
- Czyli?
- Czyli możemy spróbować, ale nie ma żadnej gwarancji, że się uda.
- No ale co trzeba zrobić?
- Widzisz! To akurat wszystko sprawdziłem. Więc? Wchodzisz w to?
- Ja, kurwa, nie tchórzę!
- Dżiii! Gaza, jak chcesz, możesz sobie tam iść, nic nie szkodzi. Ale do rytuału potrzebuję trzech osób.
- Nas jest dwóch przecież...
- Masz się tylko zgodzić. Lolo będzie trzeci.
* * *
Piwnica Lola zawsze śmierdziała. To był wyjątkowy odór i zbyt dużym
uproszczeniem byłoby stwierdzenie, że to stare spleśniałe ziemniaki,
kurz i grzyb na ścianach. To było coś znacznie głębszego, sięgającego
pod udeptaną glinę, poniżej najniższych fundamentów...
A może i nie? Matka Lola twierdziła, że tak daje kapusta, jak się zepsuje.
W każdym razie, dzisiaj wyjątkowo ten smród nam nie przeszkadzał.
Właściwie wręcz tworzył odpowiedni klimat. Na starej skrzynce po cebuli,
odwróconej do góry dnem ustawiliśmy płonący znicz zakupiony u
Kaliciakowej pod cmentarzem. Znicz był elegancki, plastikowy z
estetycznymi wytłoczeniami po bokach. Jednak największe wrażenie robił
jego kolor. Szkarłatno rubinowa barwa tworzywa, podświetlonego
płomieniem zdawała się rozlewać na zewnątrz, wlewać się do naszego
świata. Rozpychała sie i rozpełzała obejmując w posiadanie piwnicę, nas,
rytuał...
- Na tej kartce napisałem o co prosimy.
- Ttaki list do Mikołaja? Ttak? – jak zwykle zacinając się, dopytywał się Lolo
- Bosz! Niech będzie, Ale raczej miałem na myśli to, co my chcemy, żeby się stało z Predatorami z Zatorza.
- Tfu, tfu, tfu, tfu! – Gaza otrząsnął się gwałtownie, jakby cierpiał na syndrom touretta – Nawet nie wymawiaj przy mnie...
- Niby jak? Co? Jak niby miałbym powiedzieć o co chodzi, nie mówiąc o kogo chodzi?
- Fuck! Nie podoba mi się to!
- Spoko wodza. Im się jeszcze bardziej nie spodoba. W każdym razie mogę wam przeczytać, chcecie?
- Ddawaj! – zachęcił Lolo.
- „Niech Predatorzy sczezną!”
- Co to niby znaczy? Że mają się zeszczać? Może zesrać byłoby lepiej?
- To znaczy, że mają zniknąć. Bardzo cię proszę Gaza zachlaśnij koparkę, bo sie wkurwię i tak to się skończy!
- Ddawaj, ddawaj! – pogodził nas Lolo
- „Niech Predatorzy cierpią”
- Mam pomysł!
- Gaza, kurwa!
- Czekaj, bo ja sobie tak pomyślałem, bo mnie wpieprzają ci
predatorzy i predatorzy, a przecież chodzi ogólnie o wrogów naszej
Wiślanki, no nie?
- No niby tak. O to właśnie chodzi.
- Więc jakby tam zamiast tych chujów wstawić właśnie „wrogowie Świtu WSS Mleczna Dolina Wiślanka KS”
- Trochę przydługie, ale... – próbowałem sobie to wyobrazić
- Ty, ale ja mam jeszcze lepszy pomysł, bo wiesz, możesz raz
napisać: „niech wrogowie Świtu WSS Mleczna Dolina Wiślanka KS” i potem
lecisz, rozumiesz – „się zeszczają”, czy jak tam mówiłeś... stracą zęby,
wymiękną, niech ich chuj strzeli i...
- Dobra! Gaza, szanuję twoją inwencję, niech się tak stanie. Napiszę dokładnie tak!
- Serio? Tak napiszesz? – Gaza wyraźnie się ucieszył – A co to jest to, co mojego szanujesz?
* * *
Kolejnym wymogiem rytuału było spalenie kartki w ogniu świecy
(znicza w naszym przypadku), wraz z wypowiedzeniem odpowiedniej formuły.
To właśnie odnalezione przeze mnie zaklęcie stanowiło newralgiczny
punkt całej hecy. Bo to co wypisaliśmy na liście życzeń wobec
Predatorów, to była sama szczera prawda. Teraz tylko ktoś musiał sprawę
załatwić.
Pomysł przyszedł mi do głowy w trakcie lektury przedwojennego
wydania „Tajemnych praktyk Złych Ludzi. Rzecz o Raubritterach, Freierach
i Szwarcknechtach.”
Czytam takie rzeczy, i to akurat nikogo nie powinno dziwić.
Okazuje się, że ustawki to nie nasz pomysł. Ludzie naparzali się
zawsze, spontanicznie, albo po wcześniejszych ustaleniach. Od
prehistorii, starożytnego Rzymu, przez średniowiecze, do dzisiaj. Więc
zacząłem szperać i wyszukiwać. Zawęziłem swoje pole zainteresowań do
Polski wieków średnich, lub powiedzmy tej części Europy, którą teraz
nazywamy Polską. Interesowało mnie wszystko, co dotyczyło grupowych
pojedynków, czyli bitew. Technika, sprzęt, zwyczaje. No i magia. Bo
wziąć cep i przygrzać słabszemu, to żaden problem, ale w garstkę pokonać
armię, to już trzeba mieć pomocnika gdzieś na górze. W ten sposób
trafiłem na Tojfelszwanca (Teufelschwanza). Według książki, miał być
okrutnym demonem, z którego pomocy korzystali raubritterzy, atakujący
posiadłości panów i panków. Tojfelszwanc podobno był dosyć wygodny dla
zamawiających – nie brał jeńców i oczyszczał pole, jak pies czyści kość z
mięsa. A potem, z tym co zostało, robił to samo co pies z kością,
wysysając szpik i chrupiąc tak, że nie pozostawał żaden ślad.
Wtedy wystarczyło demona odwołać i można było się zabrać za liczenie nowych skarbów.
Bardzo ważne było, żeby odprawić demona odpowiednio wcześnie, bo
rozkręcony potrafił przenieść się i za pole walki, a tam wykończyć
również zaplecze. To było niedobre, bowiem nie pozwalało na jakże
popularne podówczas gwałty, zachowywane przez rabusiów na deser.
W sumie fajna bajka. Okraszona ciekawymi ilustracjami i formułą,
którą teraz właśnie mieliśmy wypowiedzieć paląc kartkę z życzeniami
wszystkiego najgorszego dla Predatorów z Zatorza...
* * *
Tojfelszwance komcumir undmach sznel wasichwil
himel istloch szwachist got machfirmich difajnde tot
Tojfelszwanckom!
- I cco? – Lolo wyraźnie był nieswój, ale może martwił się, że matka
na górze wyczuje smród spalenizny. Bo kartka od początku nie chciała
sie dobrze palić. Pełgały po niej niechętne ogniki, jak żarzące się,
dymiące robale pożerając papier wolno i smrodliwie.
- I nic. Teraz możecie spokojnie iść na Kiełbasianą Górkę postukać
się z tymi skurwielami z Zatorza. A właściwie nawet nie będziecie się
musieli napieprzać. Tojfelszwanc załatwi to za was.
- Ale ty nie idziesz?
- Już mówiłem. Ja załatwiłem wsparcie, a reszta zależy od was. Też możecie nie iść.
- Nie jesteśmy tchórzami... – żachnął się Gaza
- O rany. Gaza, jasne, że nie jesteście tchórzami. Tylko, że sprawa
jest już załatwiona. Czy tam pójdziesz, czy nie, to Zatorzanie mają
przewalone. I to ty się do tego przyłożyłeś. Uważam, że jesteś
bohaterem. Nic już nie musisz robić. Możesz zostać w domu i oglądać
tiwi. Albo poczytać książkę...
Gaza wzdrygnął się i popatrzył na mnie jak na kosmitę.
* * *
Zaczęło się normalnie.
Zza zakrętu wyjechały furki z Zatorzanami. Nasi w liczbie ośmiu
czekali z podniesionymi kołnierzami albo w kapturach, z chustkami na
twarzach.
Łobuzy oczywiście narobili kurzu, celowo przegazowując i skręcając
na ręcznych hamulcach. A kiedy pył opadł, oni już stali naprzeciwko, z
bejzbolami, kastetami i kłódkami na łańcuchach. Tak uzbrojenie po obu
stronach było podobne.
No i od słowa do słowa, zaczęło się:
- E, turyści, na piechotę żeście tu przyszli? Długo czekacie?
- Może mama ich podrzuciła?
- Chyba twoja, jak już z ulicy wróciła, heheheh...
- Ożesz ty!
- Ożesz wy!
Osz, bosz, kurwa, chuj, et caetera.
I poszło. Niby normalnie, zwarciem, ale za moment wir stał się jakby
szybszy, kurzu zrobiło się więcej. A potem cała ta zbieranina pękła,
jak dziki ul, strącony drągiem z gałęzi.
Grupa rozbiła się, a wojownicy wypadli z niej we wszystkich kierunkach, niczym gonieni przez stado os.
A i w rzeczy samej zdawać by się mogło, że to właśnie owady jakoweś
ich opadły. Ludzie machali rękami, jakby się od czegoś oganiając, na
niewiele jednak się to zdawało. Tysiące małych diablików, tabuny
drobnych szatanów dopadły do każdego z osobna i gryzły i cięły i
szarpały!
Jeden z Zatorzan potknął się na jakimś korzeniu i poleciał twarzą w
przód. Pod nim ziemia nagle stała się chropawa, jak gigantyczny arkusz
ściernego papieru. Chłopak wyciągnął ręce przed siebie, chroniąc się
przed upadkiem, ale kiedy tylko dłonie zetknęły się z podłożem starły
się jak drewniany klocek przyłożony do szlifierki... A może raczej jak
marchewka wciśnięta w czeluść sokowirówki. Właściwie burak. Nie mogąc
się w żaden sposób zatrzymać nieszczęśnik starł się aż do szlufki z tyłu
spodni. A potem i ona zniknęła.
* * *
Nie powiedziałem Gazie i Lolowi prawdy. Nie zostałem w domu, tylko
poszedłem na Kiełbasianą Górkę. Ale nie pokazywałem się nikomu, tylko z
cyfrową kamerą w rękach usytuowałem się w krzakach, licząc na ciekawe
widowisko. Poza tym, na wszelki wypadek miałem przy sobie tekst
odwołania. Jak mawiają, „strzeżonego pan Bóg strzeże”.
A teraz nawet nie byłem w stanie przeczytać tego tekstu, bo nie
mogłem oderwać oczu, od tego co widziałem na małym ciekłokrystalicznym
ekranie.
Chłopaki ginęli jeden po drugim... Ale najgorsze było to, że padali jak leci! I nasi i tamci!
* * *
Gaza zaskoczony wpatrywał się w swoją pięść, która przed chwilą
zdzieliła go prosto w nos. To był jego błąd, bo kiedy patrzył na jedną
rękę, druga podstępnie dała mu hakiem prosto w usta. Po takim ciosie
Gaza nie mógł ustać. Padł jak ścięte drzewo.
Podobno nie należy kopać leżącego. Gaza albo o tym nie wiedział,
albo zapomniał, albo przestał być sobą. Sam na podeszwach rozniósł się
na strzępy.
Przystojniak Cygan, z Zatorza stanął jak wryty. Poczuł hiper, mega
erekcję. Jego penis rósł, nie przejmując się bokserkami, dżinsami,
paskiem. Rósł tak bardzo, aż przerósł swojego właściciela. A potem go
strzelił, tak, że aż Cyganowi mózg wytrysnął uszami. A potem zaczął
gonić niedobitków, strzelając na lewo i prawo...
Tego było już zbyt wiele. Oderwałem oczy od displeja i zdecydowanym głosem wyrecytowałem z kartki:
Tojfelszwance komcumir undmach sznel wasichwil
himel istloch szwachist got machfirmich difajnde tot
Tojfelszwanc ferszwinde!
* * *
Na pobojowisku pozostały cztery osoby, w tym Lolo, dwóch Zatorzan i
jeden gość, chyba przyjezdny. Rozglądali się wkoło przerażeni i
zdezorientowani, nie wierząc w to, co się przed chwilą zdarzyło.
Panowała cisza, a jedynym świadectwem stoczonej bitwy były porozrzucane wszędzie atrybuty kibiców – pałki, łańcuchy i kastety.
Wybiegłem zza osłony zarośli, z kamerą w ręku. Zwolniłem po kilku
metrach i już nieco wolniej zbliżyłem się do zszokowanych niedobitków.
- Lolo? Nic ci nie jest?
- Cco tto było?
- Nie mam pojęcia, ale biorąc pod uwagę okoliczności, to był chyba właśnie Tojfelszwanc.
Obcy odwrócił się na pięcie i odbiegł przed siebie nie oglądając się
na nic. Jeden z Predatorów klapnął na ziemię, tak jak stał, a drugi
odwrócił się do nas plecami i opierając ręce na kolanach rzygał jak kot z
refluksem.
- Ttotal szajs, wiesz? Załatwił naszych, a nie Predatorów...
- No właśnie to jest dziwne, chociaż...
- Nnie mogłeś go odwołać?
- A jak myślisz palancie, dlaczego zniknął?
- Aale naszych też rozp... rozp... rozp...!
- Fakt, rozpierdolił wszystkich. Jak leci... Czekaj, a co było w końcu na tej kartce? Wiesz, to, co Gaza wymyślił.
- Nno, żeby szlag trafił Predatorów.
- Właśnie nie! Tak, to ja chciałem, Gaza to zmienił. „Niech wrogowie
Świtu WSS Mleczna Dolina Wiślanka KS” i tak dalej... To o to chodzi!
- O o o o... co? Bbo nie kumam... – Lolo zrobił wielkie oczy, co
przy jego normalnie wyłupiastych gałach robiło wrażenie, jakby zamienił
się w lemura.
- Tojfelszwanc załatwił wrogów klubu.
- Ale nasi? – Lolo z wrażenia przestał się zacinać.
- Widocznie, tak naprawdę wcale KS Wislanki specjalnie nie lubili.
- Nie ma opcji, oni Wiślankę kochali! Chociaż ostatnio wygrała dwa... dwa lata i trzy miesiące już będzie...
- Nie Lolo, oni kochali sie naparzać i tylko o to im chodziło. Klub
mieli w dupie. Jak widzisz niektórzy z Zatorza wyszli nawet nie
draśnięci. Co oznacza, że nie byli...
- Co oznacza, że nie byli wrogami Wiślanki?
- Dokładnie.
- Ale nasi... – Lolo zabrzmiał żałośnie.
- Nasi wygwizdywali zawodników, wyzywali ich od najgorszych. Ich, trenera, prezesa. Jeśli to była miłość, to raczej trudna.
- Ale ustawialiśmy się z Predatorami!
- Żeby sobie popuścić krwi. Z miłością do klubu to nie miało nic wspólnego.
- I co teraz będzie?
- Teraz? – popatrzyłem na Lola z roztargnieniem – Teraz będzie deser.
- Jjak to? – Lolo znowu zaczął się zacinać, ale ja już tego nie zauważyłem.
Ruszyłem w stronę samochodów Zatorzan.
Byłem pewny, że Jolka jak zwykle czeka na powrót Cygana z ustawki.
Tym razem się nie doczeka. Tym razem będę ja.
|
|
|
|
Komentowanie niedozwolone dla anonimowego użytkownika, proszę się zarejestrować |
|
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/? przez sleepyhead dnia 21-09-2010 o godz. 10:10:04 | | Świetne! Tempo, poczucie humoru, żywe dialogi, oryginalność. Może proportium między dialogami a narracją jest nieco zachwiane na korzyść tych pierwszych, no, ale to w nich jest najwięcej rodzynków :) Komediowo-kibolski horror typu gore - co za szatański pomysł! :) |
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/? przez JacAr dnia 21-09-2010 o godz. 12:01:49 http://www.maddogowo.pl | dzięki sleepy :)
to pierwszy mój tekst prozatarski od bardzo dawna na fl, zatem bardzo istotne jest dla mnie przyjęcie.
to taka trochę wprawka, żeby przypomniec sobie, czy w ogóle jescze nie zapomniałem jak sie pisze.
dzięki jeszcze raz
j |
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/? przez arf_il dnia 22-09-2010 o godz. 21:51:48 | Ogólnie git. Osz, bosz itd - świetna stylizacja, ale otwierające tekst słowo "cykor" to chyba jednak sprzed epoki. Teraz raczej może "nieogar"?
Tak czy inaczej dwie gwiazdki tu pasują :) |
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/? przez JacAr dnia 22-09-2010 o godz. 22:21:05 http://www.maddogowo.pl | celna uwaga. jednak osmielę się polemizowac. w takich stylizacjach, nie bez znaczenia jest jednak komunikatywnośc imho. zatem nawet trącenie mychą jest do zaakceptowania, jeśli przekazuje treść. oczywiście osz bosz jest z tego punktu widzenia niekonsekwentne (chociaz, może nie do końca, bo zbieznośc fonetyczna, a nie znaczeniowa).
powiem tak - nieogara, móglbym sie tylko domyślać, chcociaz mi sie podoba...
no nie wiem. musze to przemysleć.
dzięki za tę uwagę.
pozdrawiam
jacQ |
|
|
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ? przez tsole dnia 21-09-2010 o godz. 12:51:29 http://www.tsole.prv.pl http://tsole.salon24.pl/ http://tsole.nowyekran.pl/ | Jacku, przyznaję, że zabrałem się do czytania, z zamiarem, żeby Ci przyłożyć... i dupa (żeby utrzymać się w konwencji), nie da się. Bardzo dobre, żywe, wciągające, autentyczne, aktualne i co tam jeszcze. Szacun i piącha.
Sądząc po epilogu, opko to jest (przydługą nieco) prolegomeną do znanego przeboju Budki Suflera? |
|
|
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ? przez Bairam dnia 21-09-2010 o godz. 20:16:17 | :)))
Jaja, po prostu jaja. O dziwo - z pedagogicznym przesłaniem.
Wartka akcja, zróżnicowane charaktery, stylizacja języka - uszy puchną (znaczy... oczy). Ale choć puchną jest bardzo bardzo śmiesznie (ten strzelający organ...). No, i zaskakujące zakończenie (czytelnik obawia się jakiegoś krachu, a nie takiej... pedagogiki). I clou - szatańsko perfidny plan głównego bohatera (prywata - oj, prywata :)). W sumie humoreska - absurdeska.
Powrót dawnego JacAra.
|
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ? przez JacAr dnia 21-09-2010 o godz. 20:26:50 http://www.maddogowo.pl | a dzienki dzienki. nie wiem czy powrót, jeden tojfelszwanc jeszcze wiosny nie czyni :P
ale staram się :)
j |
|
|
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ? przez Berele dnia 21-09-2010 o godz. 23:31:46 | Głupie. Z początku wydawało się, że to wstęp do ciekawej lektury szkolnej z podstawówki, ale potem rozczarowanie. Nie szokującei nie śmieszne. Natomiast podoba się ta magiczna otoczka z zaklęciami po niemiecku.
Jeśli idzie o ustawki w naszym kraju, to generalnie są oragnizowane "bez sprzętu", tzn. bez noży, kastetów i pałek. Strony zachowują się honorowo, ludzi jest po równo, najczęściej po 50. Po roztrzygnięciu podają sobie ręce. Dotyczy to klubów piłkarskich nawet o najtrwalszych i najgłebszych niezgodach.
O ile wiem to ostatnio mistrzem ustawek jest Lechia Gdańsk, która pokonała wiosną br. wiodącego wówczas Lecha Poznań. Innymi silnymi ekipami są Ruch Chorzów, Legia i Pogoń. ŁKS chyba też. Swego czasu liczyła się Arka Gdynia, ale teraz kibicuje tam tylko małolactwo. Natomiast na jutiub jest filmik z ustawki dawnej Arki z kimś tam. Nawet fajny. |
|
|
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ? przez tfory dnia 22-09-2010 o godz. 10:10:21 http://tforymyslu.cba.pl | | Się uhahałem... znaczy, tego, podobało się, kurna, nie. Bo jak zacząłem, to jakoś tak, kurna, do końca poleciałem jednym dechem, jakbym literatkę obalał, a nie literaturę. Dobra, starczy, bo się rozgadałem, jak nie wiem, kurna, co. Idę se pomyśleć, czy ja naprawdę kocham swój klub, bo jakoś stracha nabrałem. |
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ? przez JacAr dnia 22-09-2010 o godz. 16:32:58 http://www.maddogowo.pl | nie przejmujcie sie tfory, jak celnie zauwazył berele, takich ustawek nie ma, nie mówiąc juz o tym, że calośc jest zmyślona, nie trza jej brać bardzo poważnie. coście jak rozumiem uczyniły, kurna, tfory :)
dzięki za literatkę, bowiem te szklaneczki, zastąpione dzisiaj 80 gramowymi, kurdebalans niestety, miały znacznie milszą sercu pojemnośc/przyjemność.
co do techniki picia w knajpie, zawsze jednak preferowałem lornetke (nie lornetę), bo na dwóch piećdziesiątkach jakoś mniej oszukiwali. w każdym razie, nie tak jak ja w tym opowiadanku :P
no to do następnej (pseudo) ustawki
jacQ |
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ? przez sleepyhead dnia 22-09-2010 o godz. 18:48:25 | | Lorneta z meduzą - jakie to warszawskie :D |
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ? przez JacAr dnia 22-09-2010 o godz. 18:54:14 http://www.maddogowo.pl | | to akurat praskie, jednakże prawdziwe. bylem na targowej w takiej knajpie, że bezdomni mogli się za friko najeść. gorzałę podawali tylko z konsumpcja, a do konsumpcji byla tylko galaretka z nóżek (meduza). no i dolna półka pod blatem, biegnacym wzdłuż calej sali była zastawiona tymi specjalite dela mezą. spokojnie (jak ktos lubil meduze) mial wikt na tydzień. |
|
|
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ? przez Rotkappchen dnia 22-09-2010 o godz. 16:33:22 | | Fajne. Lekkie, wartkie i pośmiałam się. |
|
|
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ** przez Suselek dnia 22-09-2010 o godz. 21:20:37 | | Ja bym tego Tojfelszwanca wypróbowała w miejscu całkiem innej "ustawki". Aż boję się pomyśleć "wzglendem efektu możliwego" :) |
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ** przez JacAr dnia 22-09-2010 o godz. 21:25:07 http://www.maddogowo.pl | totalna zagłada. taaa, jestem w stanie sobie to wyobrazić!
z krzyża drzazgi, z kaczorów piórka, z liberałów ostatnia nitka... ojojoj!
olaboga, trwoga, TRWOGA! |
|
|
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ** przez Berele dnia 23-09-2010 o godz. 10:08:30 | Jeszcze o jednej rzeczy pragnę napisać. Otóż opowiadanie to nie ma językowej stylizacji. KLimaty kibicowskie to domena specyfcznej warstwy społecznej o silnej specyfice regionalnej. Brakuje w tekście choćby stylizacji na język Targówka czy Pragi, co niedużym kosztem dodałoby smaczku. Wątpię aby jakiś kibol mówił "o fuck" albo
"Bosz! Niech będzie, Ale raczej miałem na myśli to, co my chcemy, żeby się stało z Predatorami z Zatorza".
Panuje raczej język proletariatu. Ponadto kibice nie używają nazewnictwa piłkarskiego z rubryk sportowych czy komentarzy telewizyjnych, używają raczej swojego leksykonu. Zamiast "Arkowcy" mówią "śledzie", zamiast Chorzowianie mówią hanysy zamiast Lechici mówią Pyry, ba zamiast Lech mówią Amica a zamiast Kolejorz mówią Kuchenkorz itp, tudzież nie komentują tak jak Darek Szpakowski, że dajmy na to Lato "wyłuskał" piłkę. |
|
|
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ** przez Wabigon dnia 23-09-2010 o godz. 11:37:17 | Opowiadanie ma parę oczywistych wad,
co do autentyczności języka, "to może nie jest on autentyczny, a i może jest".
Mam dość mgliste pojęcie jaki jest naprawdę język przedstawionego środowiska; tak jak chyba większość czytelników.
Ze wzgledu na rodzaj czytelników właśnie, język nie musi być autentyczny, musi być dla nich wiarygodny, przekonywujący, bo co z tego jeżeli bylby autentyczny, ale nieprzekonywujący dla niezorientowanych czytelników ?
Niestety dla mnie nie jest on tak do końca przekonywujący, odbieram go raczej jako język z dużymi naleciałościami z FL-owskich dyskusji na prywacie /Buber, Jacar, czasem Des/, a języka z tak wysokiej półki od kiboli nie oczekuję; może ich nie doceniam.
oto fragmenty tekstu JacAra z pojedynczymi wstawkami z FL:
"Una, szanuję twoją inwencję
Osz, Des, kurwa, chuj, et caetera
Ttotal szajs Tsole
Nie mam pojęcia, ale biorąc pod uwagę okoliczności lichy tekst
A jak myślisz Autorze palancie
Chyba twoja grafomanie, jak już z ulicy wróciła, heheheh...
idź oglądać tiwi Fiszu. Albo poczytać książkę...
grzej kanapę. Poczytasz o nas na portalu!
Pomimo wad tekst oceniam jako bardzo dobry, bo w aktualnym sierpniowo wrześniowym stanie FL musi obowiązywać zasada "na bezrybiu i rak ryba"
pozdr. |
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ** przez JacAr dnia 23-09-2010 o godz. 12:37:28 http://www.maddogowo.pl | ok, mogę być rakiem, ktory toczy ten portal :p
dzięki za komentarz, zasadniczo potwierdzający moją intencję - nie zamierzałem pisac niczego dokumentalnego, ani obyczajowego. zatem jasne jest, że pewne rzeczy sa przerysowane, wg stylu groteskowego, czy karykaturalnego. zapewniam, że nie ma predatorów z zatorza, tak samo jak klubu Świt WSS Mleczna Dolina Wiślanka KS. również istnienie wymienionego z tytułu grimuaru okreslił bym jako wątpliwe. :)
pozdrawiam
jacar |
|
|
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ** przez UnaBuber dnia 23-09-2010 o godz. 13:15:51 | A mówiłeś, że - z wiadomych względów (o których cicho sza!, bo a nuż dowie się o nich Najstarszy User Który Nic Nie Wie o sytuacji na swoim portalu) - już nic wartościowego tu nie zamieścisz!
Kłamałeś?:) |
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ** przez JacAr dnia 23-09-2010 o godz. 13:38:30 http://www.maddogowo.pl | kiedy, widzisz, to kawałek, który nie zmieścił się w antologii. czy może nie nadał się raczej. więc niech idzie między ludzi. jednakże dziękuję, że uważasz iz jest to wartościowy kawałek :P
ps. uprzedź jak przyjedziesz nastepnym razem. przyszykuje czarne trykoty i beret. do tego czasu łykam węgiel, potem wezme parafinę. będzie wyrafinowanie i perfidnie. |
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ** przez fircyk dnia 23-09-2010 o godz. 15:43:14 | Ale jaja, że tak się wyrażę. O mało nie pierdyknąłem z krzesła.
Masz jeszcze taki z antenką? Rozwaliłeś mnie dokumentnie :))))) |
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ** przez ginko dnia 23-09-2010 o godz. 17:36:11 | | Na groteskę to jest zbyt trywialny tekst, to raczej literatura plebejska. Mnie nie bawi choć pochodzę z plebsu. |
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ** przez JacAr dnia 23-09-2010 o godz. 21:03:01 http://www.maddogowo.pl | istotnie. na groteskę najlepsze sa teksty wiekopomne. z tym, ze nic o tym nie wiem, bo nie jestem z plebsu. literatura plebejska?
o rany...
nie wiem, może to nawet komplement w dzisiejszych, spauperyzowanych czasach...
dziękuje za komentarz.
j |
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ** przez ginko dnia 23-09-2010 o godz. 21:33:12 | | Plebejska bo podejmuje temat, a także rzezbi formę odpowiadającą gustom kultury tak masowej, że aż to razi lub śmieszy, ale to nie jest groteska, już raczej parodia. Groteska w moim odczuciu, poza zniekształceniem świata przedstawionego, zawsze proponuje pewną wizję, nazwijmy ją--intelektualną (nie musi tego robić wprost, dyskursywnie i na ogól nie robi, u Ciebie wszystko jest podane jak na talerzu, tylko śmiać się i trawić). Przykład--groteską są niektóre sceny z "Ferdydurke", a to powieść wybitnie intelektualna. U Ciebie jest parodia, ale nie ma propozycji intelektualnej, nawet jej zarysu. Dlatego jest tylko zabawa czyli literatura ludyczna, plebejska. Czy to komplement? Jeśli piszesz dla komplementów, potraktuj jako komplement. |
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ** przez JacAr dnia 23-09-2010 o godz. 21:47:58 http://www.maddogowo.pl | jeśli spieramy sie co do terminologii to nie upieram sie. groteska, nie groteska - jeden... jedna... ok, wszystko jedno.
był tu juz taki, który w ogóle zdecydowal się na poważne odczytanie tekstu. ten się biedaczysko musiał zrazić... ale to tak, jak się nie rozumie, co sie czyta.
jednakże zachęcam do przeczytania (choćby w wiki) definicji groteski.
bo gdyby tak na to patrzeć, to (chciaż jak wspomnialem - nie upieram się) to powyżej jest groteską. nic na to nie poradzę.
zaś co do dogadzania gustom... hm? cóż w tym złego? nirvana np. dogadzała tak wyrafinowanym gustom, że stała sie pop ikoną. jeśli mówisz o plebejuszach i literaturze plebejskiej, to chyba o jakieś 200 lat zbyt późno. teraz mamy takie czasy, ze plebejusze nami rzadzą, a profesorowie wykladają kafelki. o czym to światczy?
o tempora! o mores!
dzieki za ciekawą dyskusję.
jacQ |
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ** przez ginko dnia 23-09-2010 o godz. 22:04:46 | Definicje Wikipedii są tak ogólnikowe, ze wszystko może pasować, nawet to, ze ten tekst jest groteską. Może na oko tak--jest zniekształcenie świata przedstawionego, ale nie ma przekształcenia czyli sugestii intelektualnej, czyli nie ma ducha groteski (proponuje poczytać opowiadania Kafki).
Literatura plebejska jest OK, kino także, śmieję sie na Tarantino, ale jest świetna i mniej świetna literatura, czy kino z gatunku, który wspólcześnie mozna nazwać popularnym lub wykorzystującym motywy popularne. Plebejusz, plebejski, plebs---nie używam tych wyrazów w sposób wartościujący, zwłaszcza ze sama jestem z plebsu. |
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ** przez sleepyhead dnia 23-09-2010 o godz. 21:26:42 | "Mnie nie bawi choć pochodzę z plebsu."
A co ma piernik do wiatraka? To tak jak np. ja bym napisała: Mnie bawi, chociaż nie pochodzę z plebsu. Gdzie sens, gdzie logika? ;) |
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ** przez JacAr dnia 23-09-2010 o godz. 21:35:01 http://www.maddogowo.pl | ja pewien sens dostrzegam, jednakże bardziej niepokoi mnie ton krytyki. odczuwam to tak, jakby ginko miała do mnie pretensje, że jej tekst nie rozbawił. no i co ja mam począć?
właściwie to ja mógłbym mieć do niej pretensje o to samo?:
dlaczego cie droga ginko mój tekst nie rozbawil?
ja akurat wiem - to proste.
poczucie sensacji - mamy wspólne, znaczy wszyscy mają podobne. poczucie humoru różni się jednak znacznie osobniczo (czego dowodem moga byc polskie komedie, które, gdyby nie napis przy tytule "komedia" wydawały by się dramatem)
zatem - nic w tym złego, że cię ginko nie rozbaił mój tekst. ale po równo - nic w tym złego dla ciebie (poza strata czasu) i nic w tym złego dla mnie. jeszcze się taki nie zjawil, który by wszystkich rozbawił. no, moze poza groucho marxem...
j |
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ** przez sleepyhead dnia 23-09-2010 o godz. 21:37:03 | | Mnie Groucho Marx nie bawi :/ |
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ** przez JacAr dnia 23-09-2010 o godz. 21:41:39 http://www.maddogowo.pl | bo nie jestes z plebsu?
groucho prowadzil jeden z pierwowzorów talk show w usa.
kiedyś miał u siebie rozmówcę, który mial kilkanaścioro dzieci.
zapytał, dlaczego ma aż tyle dzieci??
na to interlokutor odrzekł:
- bo ja, panie marx, lubie dzieci...
na to natychmiast prowadzący odrzekl:
- wie pan, ja na przykład lubię cygara, jednakże czasem wyciagam je z ust...
no jak go nie kochać! nie gadaj :P
j |
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ** przez sleepyhead dnia 23-09-2010 o godz. 21:55:57 | | No jak zachwyca, skoro nie zachwyca? przyznam się bez bicia, że lubię durnowate komedie z Jimem Carreyem (ups), slapsticki i niewybredne żarty, inteligentne albo absurdalne poczucie humoru też lubię, ale braci Marx tak samo nie znoszę jak neurotycznego W. Allena. |
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ** przez JacAr dnia 23-09-2010 o godz. 22:06:18 http://www.maddogowo.pl | | no to podobnie. ja allena nie cierpię, a carreya darzę olbrzymim szacunkiem. |
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ** przez ginko dnia 23-09-2010 o godz. 22:08:48 | | A ja Allena lubię, co z tego, ze neurotyczny, w jego przypadku to dar bo przez tę "neurozę" widzi to, co wkoło nieco inaczej, wypada z konwenansu patrzenia na świat. Neurotycy są Ok, zwłaszcza neurotycy artyści. |
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ** przez sleepyhead dnia 23-09-2010 o godz. 22:14:40 | Są OK, ale całe życie się babrać we własnej neurozie? Taż to samego siebie i innych można zamęczyć :P Jedyne, co w komizmie Allena mi się podoba, to keatonowska twarz pokerzysty ;) No, ale już nie offuję.
To pisałam ja, neurotyczka ;) |
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ** przez ginko dnia 23-09-2010 o godz. 21:56:53 | O rozbawieniu było na marginesie i na końcu, taka osobista wstawka bo odbieram teksty osobiście. Meritum mojej wypowiedzi tkwi w tym, ze nie zgadzam sie z wersją jako by to miała byc groteska.
Mnie nie bawi taki humor bo nic mnie nie zaskakuje w tym opowiadaniu, a komizm, sprężyna komizmu to obezwładnienie czytelnika przez przedstawienie zaskakującej sytuacji. U Ciebie jest intryga, ale tak przewidywalna, ze nie ma zaskoczenia i rozładowania tego zaskoczenia poprzez śmiech. O, tak by można teoretycznie wyjaśnić dlaczego mnie nie bawi. Ale jestem tu jedyną, chyba, malkontentką, więc spoko. |
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ** przez JacAr dnia 23-09-2010 o godz. 22:04:14 http://www.maddogowo.pl | o no wybacz. jesli to co napisałem, jest przewidywalne, to sorewicz, jesteś jasnowidzką. to, muszę przyznac, najbardziej absurdalny zarzut. prawdę mówiąc, nawet mnie zakończenie zaskoczyło, zatem...
dodatkow, jeśli chodzi o humor, hmm, chyba sa różne rodzaje. obezwładnienie czytelnika przez przedstawienie zaskakującej sytuacji? mozna i tak, ale nie trzeba. czasem sposob prowadzenia rozmowy jest zabawny, czasem to, jak chuj moze strzelić (to tez bylo takie oczywiste dla ciebie? podziw i szacun!) czasem zestawienie, czasem czysty humor. wiesz różnie to bywa.
a teraz kończę i idę do wyra, nie przez brak szacunku, a jedynie przez brak snu.
pozdrawiam
jacQ |
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ** przez ginko dnia 23-09-2010 o godz. 22:11:58 | | dobranoc, pozdrawiam takze. |
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ** przez ginko dnia 23-09-2010 o godz. 21:42:53 | | Pisze o swoich osobistych upodobaniach w sposób osobisty. To miał byc żart, nie zdanie logiczne. Ale moze byc i logicznie: dlatego, ze pochodzę z plebsu, nie bawią mnie plebejskie klimaty. Teraz to juz na pewno kumasz :) |
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ** przez sleepyhead dnia 23-09-2010 o godz. 21:50:46 | "dlatego, ze pochodzę z plebsu, nie bawią mnie plebejskie klimaty. Teraz to juz na pewno kumasz :)"
Tak, teraz kumam podtekst. Chyba każdy z nas odbiera literaturę przez pryzmat osobistych doświadczeń, trudno tego uniknąć. |
|
|
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ** przez soroka dnia 26-09-2010 o godz. 09:06:44 http://soroka.netne.net/ | Ze trzy razy zaczynałam to czytać i dopiero dzisiaj udało mi się dobrnąć do końca.
W sumie i tak nie bardzo wiem co napisać. Niby napisane świetnie.
Tylko dwa błędy znalazłam:
Bo ty, Gaza, w ogóle nie wiele kumasz... - niewiele
dała mu hakiem prosto w usta. Po takim ciosie Gaza nie mógł ustać. ...- rym zamierzony? Jakoś dziwnie brzmi.
No, JacAr pisać umie, to nie podlega dyskusji. Taki to każdy temat przeleci, że tak powiem, i nawet się nie zająknie.
Ale samo opowiadanie takie ni to na niby, ni to na prawdę. Ani za bardzo śmieszno, ani zbyt straszno. Coś jest - kibice - półgłówki, podjudzający ich inteligencik-obserwator z jego perwersyjną zachcianką, trochę magii, ale całe to czarodziejskie rozpieprzanie jakieś bez sensu.
Nie powiem żeby mi się podobały zamiary inteligencika, jednak wątek z panienką na deser, chyba najbardziej przemyślany- wzmianka o deserze w opowieści i deser na końcu nadający sens całemu pomysłowi, to dobra konstrukcja.
Szczerze mówiąc ta opowieść o Teufelschwanxu mnie zaintrygowała jednak. Jest taki mit o diable, który pomaga rabusiom, czy też zmyślony? |
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ** przez soroka dnia 26-09-2010 o godz. 09:15:22 http://soroka.netne.net/ | Teufelschwanx - czy to się w ogóle odnienia?
Teufelschwanxie chyba |
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ** przez JacAr dnia 26-09-2010 o godz. 14:17:45 http://www.maddogowo.pl | jest teufelschwanz - tojfelszwanc - czyli diabli chujek.
zaś tytul jest teufelschwanx - bo on trochę szwankował, ten diablik, jakby... no... z punktu widzenia niektórych.
co do humoru, wczesniej już pisałem, bodajże do ginko - kazdy ma inne poczucie humoru i jednemu to przypasuje, innemu nie. jestem gotów podejmować to ryzyko, w imię rzozbawiania samego siebie :P
dzieki za koment
JacQ |
|
|
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ** przez Maniektensam dnia 01-10-2010 o godz. 17:41:43 | | też co nieco chciałem skrobnąć o demonach, aleć się na razie wstrzymam by tematu nie powtarzać, a i zdolny tak nie jestem, przeto wzdragam się porównań |
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ** przez Dalbert dnia 03-10-2010 o godz. 10:40:12 | | Świetne, a pomysł mógłbyś wdrożyć w życie. Piątka i pozdrawiam |
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ** przez JacAr dnia 03-10-2010 o godz. 13:38:05 http://www.maddogowo.pl | gusła... nie, ja się normalnie boje takich rzeczy :D
dzięki za komentarz
j |
|
|
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ** przez Teano dnia 07-10-2010 o godz. 13:37:54 http://www.teano.portalliteracki.pl | Fajne, ubawiłam się, tylko zgrzytnęło mi pod koniec, że potraktowałeś czytelnika jak idiotę i kawę na ławę wyłożyłeś co to znaczy być przyjacielem lub wrogiem klubu Wiślanka. Wolałabym, żeby czytelnik miał przyjemnośc samodzielnie zrozumieć puentę. No ale może to opowiadanie dla kiboli, a im pewnie trzeba to tłumaczyć ;)
(A najlepszy był Cygan, niech go... strzeli ;) ) |
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ** przez JacAr dnia 07-10-2010 o godz. 14:15:26 http://www.maddogowo.pl | zarzut wydaje mi sie słuszny i przemyślę kwestie wywodu.
tylko, ze tu akurat nie może być ściezek do innej interpretacji.
więc czy powiem, czy nie powiem, to i tak jest łopata.
hm. tak wiem, sam nie cierpie edukacyjnego tonu. muszę sie z tym opkiem spotkac, pewnie za jakieś dwa miesiące. wtedy czytam jak cudze i to daje perspektywę. dzięki :)
jacQ |
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ** przez Teano dnia 08-10-2010 o godz. 13:28:48 http://www.teano.portalliteracki.pl | I właśnie dlatego, że nie może być ścieżek do innej interpretacji łopatą trzeba bardzo delikatnie.
(Jak by się uprzeć to by ścieżki można znaleźć, ale generalnie ta interpretacja narzuca się najbardziej. I byłabym za tym by czytelnika delikatnie ku tej ścieżce podprowadzić ale nie tłumaczyć ani nie maszerować tą ścieżką za niego.)
Masz rację - tekst musi odleżeć, inaczej trudno się zdystansować. |
Re: Teufelschwanx/opowiadanie/ ** przez JacAr dnia 08-10-2010 o godz. 18:05:21 http://www.maddogowo.pl | tak zrobie, tym bardziej, ze zamierzam to dołączyć do nonserio :)
dzieki zatem
j |
|
|
| |
Portal Literacki - Fabrica Librorum 1998-2011 poczta małpiatka portalliteracki.pl Publikowane teksty są własnością ich autorów. Kopiowanie, powielanie, odtwarzanie publiczne bez zezwolenia jest zabronione. |
Reklama w Portalu Literackim
|
|