Poezja i proza - Portal Literacki  



Nowe recenzje


· NIEUGIĘTY, Millar Sam, Wydawnictwo Replika, recenzent: Stolarz Iwona
· APETYT NA JUTRO, Woźniak Agnieszka, Wydawnictwo Replika, recenzent: Błaszkowska Alina
· EWANGELIA WEDŁUG PIŁATA, Schmitt Éric-Emmanuel, Wydawnictwo Literackie, recenzent: Solecki Tadeusz
· ZŁY WPŁYW, Campbell Ramsey, Wydawnictwo Replika, recenzent: Majewski Janusz
· TUNEL, Braver Gary, Wydawnictwo Replika, recenzent: Kwiatkowska Anita
· OSTATNIA NOC JEJ ŻYCIA, Jennings Maureen, Oficynka, recenzent: Cichowlas Robert
· KRÓLESTWO SPOKOJU, Ketchum Jack, Wydawnictwo Replika, recenzent: Majewski Janusz

[ RECENZJE ]

Online

Aktualnie jest 42 gość(ci) i 0 użytkownik(ów) online.

Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikając tutaj

Epika: Zbrodnia w afekcie *
Wysłano dnia 01-01-2012 o godz. 16:43:40
Autor: intro

Śniło mi się, że byłam jego żoną.

Trwało to od tak dawna, że nie pamiętałam już, kiedy i jak się zaczęło. Czułam się tak, jakby moje życie od zawsze płynęło między kuchnią, sypialnią i drzwiami wejściowymi, za którymi codziennie znikał i w których codziennie się pojawiał. Połowa doby mijała na czyszczeniu, gotowaniu, patroszeniu, szorowaniu i innych czynnościach układających się w jeden monotonny potok codzienności. Potem on wracał do domu i rzucał cień na drugą połowę doby.

Miał dziecko z pierwszego małżeństwa, szarą dziewczynkę, która przeważnie siedziała w szafce kuchennej pod zlewem i nigdy nic nie mówiła. Nie wiedziałam, jak ma na imię i jak brzmi jej głos. Nie obchodziło mnie to. Dla mnie liczył się tylko on. Kiedy słyszałam chrobot kluczy w zamkach - jednym, drugim, trzecim - ogarniał mnie zwierzęcy strach, od którego włosy stawały dęba. Stawał w drzwiach, wielki i mroczny, i w tej sekundzie strach wyostrzał moje zmysły: wzrok, żeby zobaczyć każdy ruch jego ręki, słuch, żeby usłyszeć najlżejszą zmianę jego głosu, węch, żeby wyczuć niebezpieczeńswo i spiąć mięśnie na przyjęcie ciosu. Więcej nic się nie liczyło. Wszystkie pytania, jakie sama sobie zadawałam, dotyczyły niego i wszystkie odpowiedzi pochodziły od niego. Czasem je artykułował, ale częściej sama rozpoznawałam odpowiedź po geście, pochyleniu głowy, zamachu ręki, nagłym kłującym spojrzeniu jego czerwonych oczu - chytrych albo wściekłych albo kpiących albo okrutnych albo albo albo (po nie-wiadomo-ilu latach małżeństwa wciąż jeszcze umiał mnie zaskoczyć, więc zadawanie pytań wciąż miało sens, bo odpowiedź nigdy nie była oczywista). Można powiedzieć, że w miarę upływu czasu zaczynaliśmy rozumieć się bez słów.

Szara dziewczynka nie była niczym więcej niż szarym fragmentem kuchni. On też tak ją traktował. Raz przyniósł do domu małe kociaki, i gdyby dał je dziewczynce, byłby to jedyny gest, jakim ją obdarował. Ale okazało się, że kociaki są na obiad. Musiałam je zabić, obedrzeć ze skóry, zamarynować i upiec. I co gorsza, musiałam to zrobić przed południem, kiedy go nie było. Nie wiem, wydawało mi się, że jego mrok by mi pomógł, a tak zostałam sama, z kwaśnym obrzydzeniem podchodzącym do gardła. Potem już szło mi łatwiej, z gołębiami, wróblami, szczurami, innymi zwierzętami, które znosił, a potem pożerał, wypluwając kostki na podłogę. Z czasem coraz bardziej wolałam tę drugą połowę doby, tę naznaczoną lękiem, nie monotonią i zaczęłam wyczekiwać jego powrotów. Uznałam, że wolę mrok od szarości, a przerażenie od obrzydzenia.

Do dziewczynki nic nie czułam. Ale kiedy pewnego wieczoru wywlókł ją spod zlewu i zaczął okładać pięściami, coś się ze mną stało. "Nie." usłyszałam swój dawno nieużywany głos. Od brzucha szedł jako wrzask, ale z gardła wychodził już tylko jako cichy skrzek . "Jej nie tkniesz." Może cały ten mrok, który zaczął gromadzić się w moim sercu, uderzył mi do głowy, nie wiem. W każdym razie, kiedy rzuciłam się na niego, i we mnie w środku, i na zewnątrz zapadły ciemności.

Odwrócił się, zaskoczony i rozbawiony, zaniósł się chrypliwym śmiechem i złapał mnie za ręce. Potraktował to jak zabawę. Był taki silny i wielki - przedtem sięgałam mu ledwie do piersi, a teraz, w ciemnościach, rozrósł się tak, że otaczał mnie zewsząd, moje nagarstki w jego dłoniach były jak gołębie kostki, które miażdżył w zębach. Ze śmiechem puszczał moje ręce, przyjmował najsilniejsze ciosy, na jakie było mnie stać, jakby to było confetti sypiące się na głowę, pierś, brzuch, i śmiejąc się, znów łapał moje bezsilne pięści. Nawet gdy chwyciłam kuchenny nóż i zaczęłam nim dźgać na oślep, nie uchylał się i zaśmiewał, jakby to były łaskotki. Jego czerwone oczy płonęły w ciemnościach triumfem, bo udowadniał mi swoją niezniszczalność. Opadałam z sił i ogarnęła mnie rozpacz, bo teraz już nie zniosłabym powrotu do bezsilności, obdzierania kociaków ze skóry, spierania krwi. Wolałabym, żeby mnie pochłonął.

I w tym momencie trafiłam nożem w miękkie miejsce u nasady szyi, pomiędzy kośćmi obojczykowymi. Od razu poczułam, że to jest to. Wreszcie przestał się śmiać. Zacharczał tylko i ruszył na mnie z całą siłą (po nie-wiadomo-ilu latach małżeństwa potrafiłam go jeszcze zaskoczyć), więc dźgnęłam jeszcze kilka razy w to samo miejsce, a potem, kiedy już padł na podłogę, dla pewności poderżnęłam mu gardło. Nic przedtem ani potem nie dało mi takiej satysfakcji.

Przeprowadzono sekcję zwłok i dwóch śledczych przyszło mi powiedzieć, że mąż zmarł od trucizny. "Małe, systematyczne dawki od wielu lat" powiedział jeden z nich. "Rany od noża nie były śmiertelne. Zabiła go trucizna." Spojrzałam na dziewczynkę z nagłym szacunkiem. Ona podniosła wzrok znad kotka, którego trzymała na kolanach, i uśmiechnęła się do mnie, nie przestając go głaskać. Kotek przymknął oczy i przysięgłabym, że też się uśmiechnął.
W słowach policjantów nie było żadnej logiki, ale nic więcej nie umieli powiedzieć. Ukłonili się grzecznie i wyszli.

***
Obudziłam się później niż zwykle. Uchyliłam ostrożnie drzwiczki od mojej szafki kuchennej i wyjrzałam na zewnątrz - On już wyszedł do pracy, a Jego żona sprzątała po śniadaniu. Po podłodze walały się strzępy kociego futerka. Wyciągnęłam rękę i schowałam kilka kłaczków do kieszeni szarej sukienki.
Czytaj
Tekst lubią:
kilgore, konserwa, Urbi, Walson,

 
Logowanie/Założenie konta | liczba komentarzy: 20 | Szukaj

Komentowanie niedozwolone dla anonimowego użytkownika, proszę się zarejestrować

Re: Zbrodnia w afekcie *
przez kowbojek dnia 13-01-2012 o godz. 00:06:41
Nietoperze mnie zachwyciły.

W tym opowiadaniu jednak niepokoi mnie raczej efekt - żeby nie powiedzieć gra na efekt.
Jest świetna, imponująca psychologizacja, fenomenalne zbudowanie postaci i przestrzeni - i jednocześnie obawa, że bez konwencji snu - ta "spsychologizowana" rzeczywistość się nie sprzeda.
To są moje odczucia. I wbrew pozorom - silnie zarysowana pointa - wydała się banalna. Wskazana do odczytania.




Re: Zbrodnia w afekcie**
przez konserwa dnia 03-01-2012 o godz. 09:13:09
o bo że. gwiazdka! gwiazdka!

żonglujesz banałami, to objawia mi się przede wszystkim z twoich tekstów. w ostatnim - like lovers do - piłeczki posypały ci się na głowę i już się spod nich nie wyczołgałaś.

ten tekst podoba mi się znacznie bardziej - jak w 'omotało ją tysiąc małych nietoperzy' znów mocujesz się z banałem i znów jesteś górą. wgryzasz się w tą sytuację nieoczywistościami i przede wszystkim pięknym poetyckim zdaniem, które rozłożone na czynniki zdaje się takie proste.

nie ma afektu u twojego narratora, jest chłód, dystans świadomości odklejającej się od ciała. po prostu to uwielbiam - tę 'wnikliwą analizę' z samego centrum wydarzeń (po zastanowieniu - to jest wspólne wielu moim ulubionym książkom). i tutaj wierzę twojemu narratorowi, wszystko to sprawia, że siła tekstu jest ogromna.

myślę sobie tylko - po co to zaznaczanie snu. już dobiegam końca tekstu, już mam uwagę na końcu języka, a tu policzek! zakończenie/zaskoczenie wycisnęło mi łzy z oczu.
maestria, prostota, idealne wyważenie.



Re: Zbrodnia w afekcie
przez angelina dnia 03-01-2012 o godz. 11:50:08
like lovers do nie przypadł mi do gustu, ale ten tekst jest ok. podoba mi się sposób opowiadania i zakończenie, które sprawia, że tekst wciska się w pamięć. sen-nie sen. klimat. całość zgrabnie zamknięta.

najpierw rzuciły mi się w oczy te koty, i już miałam mówić: nie koty, broń boże koty, zmień je na króliki albo coś podobnego, ale biorąc pod uwagę zakończenie i całość do kupy wziętą koty są ok.

udany kawałek.



Re: Zbrodnia w afekcie
przez bruitben dnia 03-01-2012 o godz. 17:55:48
Niezły horrorek, mówiąc z przekąsem.
Stwierdzam jednak, że tekst z nietoperzami był bardziej wstrząsający.
B. poruszył mnie, bo był bardziej prawdopodobny i usadowiony w możiwej rzeczywistości. To nie znaczy, że w polskich miastach brakuje zjadaczy oryginalnej fauny.

Bb



Re: Zbrodnia w afekcie
przez Urbi dnia 04-01-2012 o godz. 17:18:27
Przejmujące. Czy dobrze rozumiem, że szara dziewczynka przejęła się losem macochy, śniąc, iż jest na jej miejscu?
Ponownie tworzysz w tekście niesamowity klimat pełen emocji i niedomówień. Straszna wizja życia wypełnionego strachem i okrucieństwem. Motyw dziecka żyjcego w szafce pod zlewem - świetny, wart potraktowania jako oddzielny temat.
Uważam, że należy się wyróżnienie.




Portal Literacki - Fabrica Librorum 1998-2011 poczta małpiatka portalliteracki.pl
Publikowane teksty są własnością ich autorów. Kopiowanie, powielanie, odtwarzanie publiczne bez zezwolenia jest zabronione.


Reklama w Portalu Literackim