Nowe recenzje
· NIEUGIĘTY, Millar Sam, Wydawnictwo Replika, recenzent: Stolarz Iwona· APETYT NA JUTRO, Woźniak Agnieszka, Wydawnictwo Replika, recenzent: Błaszkowska Alina· EWANGELIA WEDŁUG PIŁATA, Schmitt Éric-Emmanuel, Wydawnictwo Literackie, recenzent: Solecki Tadeusz· ZŁY WPŁYW, Campbell Ramsey, Wydawnictwo Replika, recenzent: Majewski Janusz· TUNEL, Braver Gary, Wydawnictwo Replika, recenzent: Kwiatkowska Anita· OSTATNIA NOC JEJ ŻYCIA, Jennings Maureen, Oficynka, recenzent: Cichowlas Robert· KRÓLESTWO SPOKOJU, Ketchum Jack, Wydawnictwo Replika, recenzent: Majewski Janusz[ RECENZJE ]
Online
Aktualnie jest 42 gość(ci) i 0 użytkownik(ów) online.
Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikając tutaj
NA FORUM
 | Barwy, a tworzenie nastroju |
 | Co Na Scenie - Nowy Wymiar Teatru |
 | nieTUZINkowa 12-ka Netkultury |
 | V OGÓLNOPOLSKI KONKURS NA AUTORSKĄ KSIĄŻKĘ LITERACKĄ- ŚWIDNICA 2012 |
 | DACH w lutym |
 | wizja śmierci w romantyzmie |
 | Konkurs Małych Form Prozatorskich Wrzenie VI |
 | Cytat z Forum |
 | Szymborska |
 | Harosław Jaszek: jeśli zwycięży wolność słowa… |
 | WISŁAWA sZYMBORSKA NIE ŻYJE |
 | RIP |
 | TAJNE KOMPLETY - NAJPIĘKNIEJSZA KSIĘGARNIA - GŁOSUJ |
 | Styczniowy DACH |
 | Krzysztof Gąsiorowski nie żyje. |
 | Niektórzy lubia poezję |
 | Palahniuk versus Zafon |
 | Podsumowanie 20011 roku w Księgarni Tajne Komplety |
 | Tren pt. Grab-Ula mówi o pieszczotach Orszulki na łonie przyrody. |
 | Współczesna poezja |
 | Co zrobić, żeby pierwsze rozdziały pisanej przeze mnie nie były nudne? |
 | Pierwsze zdanie! |
 | Wielowątkowość |
 | Czarny Kot |
 | CHOIŃCZYK-ŚWIĄTECZNA GRA DEKADY! |
 | 3 lata slamu w Od Nowie |
 | MAGAZYN CEGŁA 21 nr do zjedzenia na 6 opłatkach wigilijnych |
 | Moje konto w FL. |
 | Spotkanie poetyckie |
 |
Epika: Zbrodnia w afekcie *
Wysłano dnia 01-01-2012 o godz. 16:43:40
Autor: intro
Śniło mi się, że byłam jego żoną.
Trwało to od tak dawna, że nie pamiętałam już, kiedy i jak się zaczęło. Czułam się tak, jakby moje życie od zawsze płynęło między kuchnią, sypialnią i drzwiami wejściowymi, za którymi codziennie znikał i w których codziennie się pojawiał. Połowa doby mijała na czyszczeniu, gotowaniu, patroszeniu, szorowaniu i innych czynnościach układających się w jeden monotonny potok codzienności. Potem on wracał do domu i rzucał cień na drugą połowę doby.
Miał dziecko z pierwszego małżeństwa, szarą dziewczynkę, która przeważnie siedziała w szafce kuchennej pod zlewem i nigdy nic nie mówiła. Nie wiedziałam, jak ma na imię i jak brzmi jej głos. Nie obchodziło mnie to. Dla mnie liczył się tylko on. Kiedy słyszałam chrobot kluczy w zamkach - jednym, drugim, trzecim - ogarniał mnie zwierzęcy strach, od którego włosy stawały dęba. Stawał w drzwiach, wielki i mroczny, i w tej sekundzie strach wyostrzał moje zmysły: wzrok, żeby zobaczyć każdy ruch jego ręki, słuch, żeby usłyszeć najlżejszą zmianę jego głosu, węch, żeby wyczuć niebezpieczeńswo i spiąć mięśnie na przyjęcie ciosu. Więcej nic się nie liczyło. Wszystkie pytania, jakie sama sobie zadawałam, dotyczyły niego i wszystkie odpowiedzi pochodziły od niego. Czasem je artykułował, ale częściej sama rozpoznawałam odpowiedź po geście, pochyleniu głowy, zamachu ręki, nagłym kłującym spojrzeniu jego czerwonych oczu - chytrych albo wściekłych albo kpiących albo okrutnych albo albo albo (po nie-wiadomo-ilu latach małżeństwa wciąż jeszcze umiał mnie zaskoczyć, więc zadawanie pytań wciąż miało sens, bo odpowiedź nigdy nie była oczywista). Można powiedzieć, że w miarę upływu czasu zaczynaliśmy rozumieć się bez słów.
Szara dziewczynka nie była niczym więcej niż szarym fragmentem kuchni. On też tak ją traktował. Raz przyniósł do domu małe kociaki, i gdyby dał je dziewczynce, byłby to jedyny gest, jakim ją obdarował. Ale okazało się, że kociaki są na obiad. Musiałam je zabić, obedrzeć ze skóry, zamarynować i upiec. I co gorsza, musiałam to zrobić przed południem, kiedy go nie było. Nie wiem, wydawało mi się, że jego mrok by mi pomógł, a tak zostałam sama, z kwaśnym obrzydzeniem podchodzącym do gardła. Potem już szło mi łatwiej, z gołębiami, wróblami, szczurami, innymi zwierzętami, które znosił, a potem pożerał, wypluwając kostki na podłogę. Z czasem coraz bardziej wolałam tę drugą połowę doby, tę naznaczoną lękiem, nie monotonią i zaczęłam wyczekiwać jego powrotów. Uznałam, że wolę mrok od szarości, a przerażenie od obrzydzenia.
Do dziewczynki nic nie czułam. Ale kiedy pewnego wieczoru wywlókł ją spod zlewu i zaczął okładać pięściami, coś się ze mną stało. "Nie." usłyszałam swój dawno nieużywany głos. Od brzucha szedł jako wrzask, ale z gardła wychodził już tylko jako cichy skrzek . "Jej nie tkniesz." Może cały ten mrok, który zaczął gromadzić się w moim sercu, uderzył mi do głowy, nie wiem. W każdym razie, kiedy rzuciłam się na niego, i we mnie w środku, i na zewnątrz zapadły ciemności.
Odwrócił się, zaskoczony i rozbawiony, zaniósł się chrypliwym śmiechem i złapał mnie za ręce. Potraktował to jak zabawę. Był taki silny i wielki - przedtem sięgałam mu ledwie do piersi, a teraz, w ciemnościach, rozrósł się tak, że otaczał mnie zewsząd, moje nagarstki w jego dłoniach były jak gołębie kostki, które miażdżył w zębach. Ze śmiechem puszczał moje ręce, przyjmował najsilniejsze ciosy, na jakie było mnie stać, jakby to było confetti sypiące się na głowę, pierś, brzuch, i śmiejąc się, znów łapał moje bezsilne pięści. Nawet gdy chwyciłam kuchenny nóż i zaczęłam nim dźgać na oślep, nie uchylał się i zaśmiewał, jakby to były łaskotki. Jego czerwone oczy płonęły w ciemnościach triumfem, bo udowadniał mi swoją niezniszczalność. Opadałam z sił i ogarnęła mnie rozpacz, bo teraz już nie zniosłabym powrotu do bezsilności, obdzierania kociaków ze skóry, spierania krwi. Wolałabym, żeby mnie pochłonął.
I w tym momencie trafiłam nożem w miękkie miejsce u nasady szyi, pomiędzy kośćmi obojczykowymi. Od razu poczułam, że to jest to. Wreszcie przestał się śmiać. Zacharczał tylko i ruszył na mnie z całą siłą (po nie-wiadomo-ilu latach małżeństwa potrafiłam go jeszcze zaskoczyć), więc dźgnęłam jeszcze kilka razy w to samo miejsce, a potem, kiedy już padł na podłogę, dla pewności poderżnęłam mu gardło. Nic przedtem ani potem nie dało mi takiej satysfakcji.
Przeprowadzono sekcję zwłok i dwóch śledczych przyszło mi powiedzieć, że mąż zmarł od trucizny. "Małe, systematyczne dawki od wielu lat" powiedział jeden z nich. "Rany od noża nie były śmiertelne. Zabiła go trucizna." Spojrzałam na dziewczynkę z nagłym szacunkiem. Ona podniosła wzrok znad kotka, którego trzymała na kolanach, i uśmiechnęła się do mnie, nie przestając go głaskać. Kotek przymknął oczy i przysięgłabym, że też się uśmiechnął. W słowach policjantów nie było żadnej logiki, ale nic więcej nie umieli powiedzieć. Ukłonili się grzecznie i wyszli.
*** Obudziłam się później niż zwykle. Uchyliłam ostrożnie drzwiczki od mojej szafki kuchennej i wyjrzałam na zewnątrz - On już wyszedł do pracy, a Jego żona sprzątała po śniadaniu. Po podłodze walały się strzępy kociego futerka. Wyciągnęłam rękę i schowałam kilka kłaczków do kieszeni szarej sukienki.
|
|
|
|
Komentowanie niedozwolone dla anonimowego użytkownika, proszę się zarejestrować |
|
Re: Zbrodnia w afekcie * przez kowbojek dnia 13-01-2012 o godz. 00:06:41 | Nietoperze mnie zachwyciły.
W tym opowiadaniu jednak niepokoi mnie raczej efekt - żeby nie powiedzieć gra na efekt.
Jest świetna, imponująca psychologizacja, fenomenalne zbudowanie postaci i przestrzeni - i jednocześnie obawa, że bez konwencji snu - ta "spsychologizowana" rzeczywistość się nie sprzeda.
To są moje odczucia. I wbrew pozorom - silnie zarysowana pointa - wydała się banalna. Wskazana do odczytania. |
Re: Zbrodnia w afekcie * przez intro dnia 13-01-2012 o godz. 09:36:31 | Kowbojku, dziękuję za przeczytanie i komentarz.
Z odczuciami trudno dyskutować. Mogę więc napisać tylko o swoich intencjach - mam w tej kwestii czyste sumienie, bo ani odczytana przez Ciebie obawa przed "niesprzedaniem" nie jest moim udziałem, ani wskazanie do odczytania puenty nie jest moim zamierzeniem. To jest po prostu moja historia, od początku do końca (zamysł zarysowałam w komentarzach poniżej). Bez konwencji snu by nią nie była. Bez tego zamknięcia by nią nie była. Cieszy mnie, że ta historia znalazła swoich czytelników-zwolenników i boli mnie, że znalazła swoich czytelników-krytyków, ale to chyba zupełnie naturalne :)
Gra na efekt to zarzut dużego kalibru, ale nie jestem w stanie go przyjąć, bo tyczy właśnie moich intencji, a te są czyste.
Nie do końca jestem zadowolona z warstwy językowo-stylistycznej tego opowiadania, patrząc na nie z pewnego dystansu, natomiast koncept i emocje - są prawdziwe, moje. Pewnie, że nie wszystkim się spodobają.
Dzięki za głos, Kowbojku. Pozdrawiam serdecznie. |
Re: Zbrodnia w afekcie * przez kowbojek dnia 13-01-2012 o godz. 10:28:01 | Chciałam tylko sprostować - określenia "gra na efekt" czy "nie sprzeda" nie zastosowałam jako formuły zarzutu do autora, chodziło mi o charakterystykę środka stylistycznego, pewnie nie wzięłam pod uwagą wieloznaczności.
Jestem na pewno wiernym i spełnionym czytelnikiem Twoich opowiadań. |
Re: Zbrodnia w afekcie * przez intro dnia 13-01-2012 o godz. 11:21:38 | Bardzo mi miło i dziękuję, Kowbojku :)
Dziękuję też za wyjaśnienie, bo to faktycznie zmienia wymowę Twojego komentarza. Pozostawiam jednak w mocy swoje argumenty z odpowiedzi wyżej - dla mnie jest to jedyny prawdziwy, zgodny ze mną sposób opowiedzenia tej historii. |
|
|
Re: Zbrodnia w afekcie** przez konserwa dnia 03-01-2012 o godz. 09:13:09 | o bo że. gwiazdka! gwiazdka!
żonglujesz banałami, to objawia mi się przede wszystkim z twoich tekstów. w ostatnim - like lovers do - piłeczki posypały ci się na głowę i już się spod nich nie wyczołgałaś.
ten tekst podoba mi się znacznie bardziej - jak w 'omotało ją tysiąc małych nietoperzy' znów mocujesz się z banałem i znów jesteś górą. wgryzasz się w tą sytuację nieoczywistościami i przede wszystkim pięknym poetyckim zdaniem, które rozłożone na czynniki zdaje się takie proste.
nie ma afektu u twojego narratora, jest chłód, dystans świadomości odklejającej się od ciała. po prostu to uwielbiam - tę 'wnikliwą analizę' z samego centrum wydarzeń (po zastanowieniu - to jest wspólne wielu moim ulubionym książkom). i tutaj wierzę twojemu narratorowi, wszystko to sprawia, że siła tekstu jest ogromna.
myślę sobie tylko - po co to zaznaczanie snu. już dobiegam końca tekstu, już mam uwagę na końcu języka, a tu policzek! zakończenie/zaskoczenie wycisnęło mi łzy z oczu.
maestria, prostota, idealne wyważenie. |
Re: Zbrodnia w afekcie** przez intro dnia 03-01-2012 o godz. 14:03:40 | Dzięki serdeczne za komentarz - strasznie miło mi czytać taką recenzję, i to z odniesieniem do innych moich tekstów!
Prawdę mówiąc, opowiadanie się nie "odleżało". Do konceptu jestem bardzo przywiązana, ale ciągle budzi we mnie jakiś niepokój.
"dystans świadomości odklejającej się od ciała" - super sformułowanie, to jest to. Cieszę się bardzo, że taki tok narracji jest zrozumiały, a jeszcze bardziej, że tekst Cię wzruszył i zaskoczył.
. |
|
|
Re: Zbrodnia w afekcie przez angelina dnia 03-01-2012 o godz. 11:50:08 | like lovers do nie przypadł mi do gustu, ale ten tekst jest ok. podoba mi się sposób opowiadania i zakończenie, które sprawia, że tekst wciska się w pamięć. sen-nie sen. klimat. całość zgrabnie zamknięta.
najpierw rzuciły mi się w oczy te koty, i już miałam mówić: nie koty, broń boże koty, zmień je na króliki albo coś podobnego, ale biorąc pod uwagę zakończenie i całość do kupy wziętą koty są ok.
udany kawałek. |
Re: Zbrodnia w afekcie przez intro dnia 03-01-2012 o godz. 14:12:51 | Cieszę się, że się podobało, Angelino.
Niestety, to musiały być kotki. Też nad tym boleję.
(Notabene, pomyślałam sobie, że w pierwotnych społeczeństwach mężczyźni przynosili żonom upolowane zwierzęta, a On znosi kotki, wróble itp.) |
|
|
Re: Zbrodnia w afekcie przez bruitben dnia 03-01-2012 o godz. 17:55:48 | Niezły horrorek, mówiąc z przekąsem.
Stwierdzam jednak, że tekst z nietoperzami był bardziej wstrząsający.
B. poruszył mnie, bo był bardziej prawdopodobny i usadowiony w możiwej rzeczywistości. To nie znaczy, że w polskich miastach brakuje zjadaczy oryginalnej fauny.
Bb |
Re: Zbrodnia w afekcie przez intro dnia 03-01-2012 o godz. 18:21:27 | Ech, Bruitbenie, pośród zwykłych zjadaczy chleba znajdziesz też kanibali, amatorki i amatorów ludzkich serc i kręgosłupów... :)
Faktycznie, tu symbolika jest dalej od rzeczywistości zewnętrznej, nawet nie pomyślałam o realnym prawdopodobieństwie takiej sytuacji.
Dzięki serdeczne za zajrzenie i komentarz. Cieszę się bardzo, że "Omotało ją..." Ci się podobało. Pozdrowienia :) |
|
|
Re: Zbrodnia w afekcie przez Urbi dnia 04-01-2012 o godz. 17:18:27 | Przejmujące. Czy dobrze rozumiem, że szara dziewczynka przejęła się losem macochy, śniąc, iż jest na jej miejscu?
Ponownie tworzysz w tekście niesamowity klimat pełen emocji i niedomówień. Straszna wizja życia wypełnionego strachem i okrucieństwem. Motyw dziecka żyjcego w szafce pod zlewem - świetny, wart potraktowania jako oddzielny temat.
Uważam, że należy się wyróżnienie. |
Re: Zbrodnia w afekcie przez intro dnia 04-01-2012 o godz. 20:16:44 | Urbi, dziękuję za komentarz!
Tak, motyw dziecka spod szafki jest tematem samym w sobie. Jestem przekonana, że wielu z nas ma w sobie takie dziecko, upchnięte w szary kąt przedświadomości.
Ponieważ zapytałeś, pozwolę sobie napisać kilka słów o swoim zamyśle. Opowiadanie zrodziło się z fascynacji teorią wielogłosowości i psychologią jungowską, a także -jakżeby inaczej - ze snu. Choć dziewczynka i kobieta stanowią odrębne byty, są w istocie różnymi aspektami tej samej osoby, są dla siebie wzajemnie lustrem, w którym odbija się przeszłość i przyszłość, dzieciństo i kobiecość, bezradność i zniewolenie. Mężczyzna-potwór jest w tym trójkącie totalnie destrukcyjną siłą. To związek opresyjnej męskości z represjonowaną kobiecością. Sen pokazuje, że można go rozerwać, ale osoba (i śniąca dziewczynka, i jej macocha) jest wciąż uwięziona w rzeczywistości. |
Re: Zbrodnia w afekcie przez Urbi dnia 05-01-2012 o godz. 12:40:58 | Wiesz, niesamowite jest także to, teraz to dostrzegam, iż większość twórców, projektując sobie podobne scenariusze znaczeń - stają się niezrozumiali dla innych. A tu faktycznie wychodzi i pewna całość, i jej wieloznaczność, i zestaw symboli, które wzajemnie się dookreślają, acz konfrontują. Wszystko jest przemyślane, a wciąż interesujące dla odbiorcy.
Co dla Ciebie znaczy, iż "osoba jest wciąż uwięziona w rzeczywistości'? "Dobra", "pozytywna" rzeczywistość nie jest wyzwoleniem, lecz sen, alternatywa realności?
I jeszcze jedno: podobają mi się Twoje teksty - uważam, że wszystkie są ciekawe i zdradzają talent w rozmaitych wariantach tematów i wykonań - studiujesz psychologię, filozofię? |
Re: Zbrodnia w afekcie przez intro dnia 05-01-2012 o godz. 21:23:51 | Cóż mogę napisać - wzruszyłam się, cieszę się i jest mi niesamowicie miło, bardzo dziękuję.
Co do "uwięzienia w rzeczywistości" - uważam, że "dobra" rzeczywistość jest jedynym realnym wyzwoleniem, ale tę rzeczywistość trzeba sobie najpierw stworzyć. A czasem nie ma takiej możliwości (przede wszystkim psychicznej, wewnętrznej gotowości), nie widać innej opcji niż pozostawanie w niewoli, nie widać wyjścia, tylko mur. Sen pokazuje rozwiązanie, ale świadomość zniewolonej osoby nie jest gotowa gotowa go przyjąć.
Taki stan opresji, zdławienia, chciałam opisać.
Ja w tym śnie widzę jednak nadzieję. Jeśli ktoś śni o wolności, nie zostanie długo w niewoli.
cdn :) |
Re: Zbrodnia w afekcie przez Urbi dnia 06-01-2012 o godz. 17:12:14 | Nie dziękuj. Po prostu pisz.
Twoje wyjaśnienie jest dla mnie właściwie oczywiste, ale warto się było przekonać co do sposobu myślenia, czy też podobnego myślenia, o pewnych kwestiach.
Ze swojej strony - wyglądam tych gwiazdek i ...nic. Opieszłość jakaś się wkrada. Dodam, iż w dziale poezji wyróżnienia załatwia się szybciej - nie to, że zazdrość, nie... |
Re: Zbrodnia w afekcie przez imaginationbreakdown dnia 06-01-2012 o godz. 21:37:08 | Intro cieszę się, że znów nagrodzono twoją pracę. A w dziale poezji wcale nie jest tak różowo. Czeka się z różnym skutkiem. Życzę dalszych... gwiazd :-))
Imb |
Re: Zbrodnia w afekcie przez intro dnia 07-01-2012 o godz. 17:31:56 | Miło, że zaglądasz, IMB, dzięki. Tobie nawzajem - wszystkiego dobrego, również w dziale poezji.
Kto wie, co zapisane w gwiazdach :) |
Re: Zbrodnia w afekcie przez konserwa dnia 06-01-2012 o godz. 22:30:01 | | ja też z wielką satysfakcją przeczytałem o zamyśle, teraz mogę w pełni docenić wysoką świadomość pisarską. :) |
Re: Zbrodnia w afekcie przez intro dnia 07-01-2012 o godz. 17:47:21 | :)
W takim razie cieszę się, że o nim napisałam. |
|
|
| |
Portal Literacki - Fabrica Librorum 1998-2011 poczta małpiatka portalliteracki.pl Publikowane teksty są własnością ich autorów. Kopiowanie, powielanie, odtwarzanie publiczne bez zezwolenia jest zabronione. |
Reklama w Portalu Literackim
|
|