Nowe recenzje
· GRZECHY JOANNY, Marat Joanna, Wydawnictwo Replika, recenzent: Hyla Bogumiła· ZŁOCISTA DOLINA, Walczak J. Iwona, Wydawnictwo Replika, recenzent: Hyla Bogumiła· MASTERTON. OPOWIADANIA. TWARZĄ W TWARZ Z PISARZEM, Masterton Graham. Cichowlas Robert, Pocztarek Piotr, Albatros, recenzent: Lipski Bartosz· SATYNOWY MAGIK, Łysiak Waldemar, Wydawnictwo Nobilis, recenzent: Solecki Tadeusz· NIEUGIĘTY, Millar Sam, Wydawnictwo Replika, recenzent: Stolarz Iwona· APETYT NA JUTRO, Woźniak Agnieszka, Wydawnictwo Replika, recenzent: Błaszkowska Alina· EWANGELIA WEDŁUG PIŁATA, Schmitt Éric-Emmanuel, Wydawnictwo Literackie, recenzent: Solecki Tadeusz[ RECENZJE ]
Online
Aktualnie jest 45 gość(ci) i 0 użytkownik(ów) online.
Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikając tutaj
NA FORUM
 | wszystko jest do zmiany |
 | FABRYKA-NASZE MIEJSCE W KOSMOSIE |
 | Funkcja redaktora - rezygnacja umorusańca |
 | Jerzy Reuter - Izobar nie żyje |
 | CO Z RUBRYKĄ |
 | Zaproszenie na kwietniowy DACH |
 | O stronie na stronie. |
 | Fantazje Zielonogórskie 2012 - konkurs na opowiadanie |
 | Coś dla poetów i miłośników poezji |
 | Kwiecień plecień w netkulturze! |
 | Cytat z Forum |
 | Zbieramy teksty do nowego numeru Magazynu Cegła!!! |
 | Konkurs Poetycki „O Srebrne Pióro MDK” – VI edycja |
 | CHATA |
 | Dość codzienność! |
 | Zapraszamy na Świąteczny DACH |
 | Kto |
 | Ody odbite Karola Maliszewskiego |
 | Pierwsze zdanie! |
 | współpraca przy scenariuszu - za pieniądze |
 | Ankieta dotycząca czytelnictwa kryminałów |
 | Czarny Kot |
 | Rozwój osobisty medytacje terapeutyczne |
 | ID w Czasie Fantastyki |
 | Barwy, a tworzenie nastroju |
 | Nieznane teksty Tadeusza Konwickiego w |
 | Rozwój osobisty kluczem do sukcesu |
 | Co Na Scenie - Nowy Wymiar Teatru |
 | nieTUZINkowa 12-ka Netkultury |
 |
Liryka: NIEZNANA WERSJA HÖLDERLINA ***
Wysłano dnia 25-04-2002 o godz. 08:44:21
Autor: Lech_Lament
MOTTO:
Nie dozwól jeno aby litość zwiodła cię
na manowce. Wierzaj mi, wszędzie jeszcze istnieje
dla nas radość. Prawdziwy ból daje natchnienie.
Kto depcze swą nędzę stoi wyżej. I żebym miał jak inni stałe miejsce
dla ratowania śmiertelnego serca
i aby moja dusza bez ojczyzny
nie tęskniła przez całe życie
bądź mi poezjo dobrym schronieniem
Rozkosze tego świata pożywałem
radość, młodość dawno! dawno! pożegnałem
przeminął kwiecień, maj i czerwiec się nie zjawi
nie jestem niczym już, życie mnie nie bawi
Hölderlin
____________________________
WPROWADZENIE
Johan Chrystian Fryderyk Hölderlin - poeta niemiecki urodzony 20 III 1770 roku w Lauffen nad Neckarem.
Zmarł opuszczony przez wszystkich 7 VI 1843 roku przeżywszy 73 lata.
Jego życie przypadło na czasy Rewolucji Francuskiej i Epoki
Napoleońskiej. Kształcił się w przyklasztornych szkołach o bardzo
surowych rygorach, a potem na uniwersytecie w Tybindze. Postać
tragiczna, odepchnięta i zapomniana przez swoją epokę. Naznaczona
tragicznym piętnem szaleństwa i miłości. Autor słynnego "Hyperiona".
Marzyciel, idealista, uwielbiany przez kobiety i przyjaciół. Zakochany
z wzajemnością w Susette Gontard. Przyjaźnił się z Heglem, Schillerem i
innymi wielkimi ludźmi tej epoki. Poznał osobiście Goethego.
Zafascynowany postacią Hölderlina, studiowałem jego biografię, listy i
"Hyperiona" podczas stanu wojennego. Ta zbieżność tragizmu i własnych
podobnych odczuć i przeżyć skłoniła mnie odruchowo podczas poznawania
jego dziejów i tej straszliwej epoki, do popełnienia wielu wierszy
związanych z Hölderlinem i ze mną. Wciąż mam obawy czy stworzenie
trzeciej postaci z nas dwu było słuszne i czy dobrze będzie odebrana
przez czytelnika. Ale tak naprawdę ważne są same przeżycia, niepokoje,
lęki związane z dramaturgią czasów, w jakich przyszło mnie i
Hölderlinowi żyć. Nie na darmo przecież w zakończeniu "Epilogu" pod
płaszczem Bastylii ukryłem zburzenie Muru Berlińskiego.
Okrucieństwo zawsze zostawia swe piętno na każdej epoce i w
podobny sposób odczuwamy miłość, ból i samotność ludzi czynu i postępu.
Każda wojna, śmierć zabiera nam wszystko, albo uwalnia od ciężaru
jakim jest niespełnienie gdy filozofia i prawo tracą moc a nastaje
epoka ciemnoty, ucisku i bezprawia. Czy musi to dotykać każdego z nas?
Czy świat musi być w podobny sposób szablonowy i niezmienny?
Czy "Hyperion" musi wciąż tułać się po świecie szukając swej utraconej idealnej Grecji?
A może "KAŻDY DZIEŃ JEST PRZEPOWIEDNIĄ" dowodem na nas samych?
A może my sami jesteśmy najprawdziwszą tragiczną odpowiedzią?
Do zobaczenia w idealnym świecie.
____________________________
NÜRTINGEN
Spójrz
to przecież Höld
chłopiec od burmistrza Goga
biegnie przez sad
potyka się o jabłko
pada u stóp Riki
może już teraz Napoleon na drewnianym koniu
rozkazuje szablą
a Robespierre obmyśla jak rozkochać w sobie
wszystkie kobiety Paryża
i małym scyzorykiem ścina pąki kwiatów
- Höld
będziesz żołnierzem
- nie
będę poetą
to piękne być jak drzewo
z którego sypią się owoce
____________________________
DZIEŃ MAJOWY
Zapada chłodna noc
cichną głosy dziewczyn i pastora
głoszącego słowa miłości i przyjaźni
o codziennych dobrych uczynkach
wieczornej modlitwie
sok jabłkowy pachnie
świeże bułeczki znikają w mgnieniu oka
słońce dobija się do drzwi lasu
- chodź, pójdziemy przez sad
mówisz cicho
twoja dłoń dotyka rozpalonego czoła
na nadneckarskiej łące rzucamy się w trawę
i pod wierzbą czekamy nadejścia Serafinów
już wtedy niebo było czyste
księżyc szczerozłoty
i nasze łodzie wyobraźni płynęły w nieznane
do nieznanych lądów
dziewczyn opętanych miłością
- Höld ..., Höld ..., spójrz
tam świeci moja gwiazda
widzisz ? ...
a tam twoja ...
popatrz.
____________________________
PIERWSZA MIŁOŚĆ
Widziano cię wczoraj z tą małą od Breulina
niosłeś jej koszyk
staliście zapatrzeni w fale wody przed bramą neckarską
rozplotła ci włosy
zawstydzony schowałeś głowę w piasek
trzymałeś ją tak długo dopóki nie odeszła
biegłeś oszalały brzegiem rzeki w cieniu gęstych lip
rysując w wyobraźni jeszcze jeden pocałunek
Zuza !!!... Zuza !!!... - krzyczałeś
wszystko w górze lśniło jak jej oczy
leżałeś zanurzony w chłodnym wnętrzu traw
czułeś jak jej biodra sztywnieją
a uda rozchylają się do pieszczot
gdy ukradkiem podała ci przychylnie dłoń
tak marzyłeś tęskniąc do nadejścia nocy
____________________________
PIERWSZA PODRÓŻ
Nürtingen szare
mury wokół domów mokre
ożywia je tylko bluszcz
winogrono ogarniające ściany
jest zimno
powóz grzęźnie w błocie
patrzysz z przerażeniem na ociekający wodą świat
będzie tak już zawsze
wieczna podróż
klasztory
obce domy
odciski ludzi na twarzy
świat jest bardziej przebiegły niż ci się zdaje
nie lubi historii
wielkich ludzi
tymczasem Höld
niech ci się śni
że świat uwalniasz od przemocy
z okna mojego domu widok na koszary
gdzie montują głowice
szykuję transparenty
pójdą matki i dzieci
marsz protestacyjny zacznie się o świcie
widzisz Höld
my też walczymy
uczymy się cienić ludzkie życie
____________________________
W KLASZTORNEJ CELI
Świt pokrywa dachy wilgotną czerwienią
pozwala ptakom dziobać rdzawe brzegi rynien
wypełnia szyby złotą przędzą słonecznych promieni
tworzy ornamenty z rannej mgły
głos dzwonka okrąża przyklasztorny mur
puka w okna i drzwi
wpada na dziedziniec
splecione z sobą ciała lgną jeszcze do siebie
drżą w nagłym przypływie czułych pieszczot
próbują przedłużyć chwile ciepła i rozkoszy
teraz po cichu trzeba wyjść
i przeprosić Boga za spełnioną miłość
nasycić wzrok widokiem kobiet
które rwą w ogrodzie przekwitnięte róże
myślami przylgnąć do ich ciepłych ud
nasycić zrozpaczone oczy
____________________________
NIEPOKÓJ
Jaki cel ma twoje istnienie
w ciągłości pulsującego świata
w toku wiecznych przemian gorącej materii
ty - człowiek
dzieło natury - mądrość
a może jesteś tylko wybrykiem natury
przypadkiem
kalectwem czasu
owrzodzeniem na łonie wszechświata
które trzeba wycisnąć
____________________________
CÓRKI PASTORÓW
Drzewa podejmują księżyc
właśnie zaczęła się uczta chrząszczy
lampy jak chińskie kapelusze
chylą się pod naporem mroku
kobiety stoją w oknach
z uporem patrzą w noc
drżą jak w gorączce
modlą się do Boga
jak wyłamać kiełki nagromadzonych myśli
gdy żądza pachwin wzywa korzenie do rozrodu
Boże
daj nam czułych mężczyzn
wiernych i dyskretnych
spełnij w nas kobiety
____________________________
LUIZA CZYTA WIERSZ OD HÖLDERLINA
Leżymy obok siebie ciężko wymieniając spojrzenia
długie wahania rąk i znów się spotykamy
jesteś tak ważna jak każdy wiersz
bo tylko to tak naprawdę kocham
zapadanie w słowa i w ciebie
gdy się bronisz przed samotnością
bo tylko to nas określa
pocałunek
milczenie
i nadzieja
zostaniemy razem
bądź cierpliwa
kiedyś ci to powiem
____________________________
HÖLDERLIN PISZE LIST DO MATKI
Spójrz
noc
cisza
gwiazdy jak z kamienia
samotność jak przewidziana dawno klęska
wybacz
nie pytaj
nie pytaj o syna
on przepadł
zaginął
zatonął w wierszach
____________________________
WIECZORNY SPACER
Dachy od starości nabrały ciężaru
chylą się zmęczone coraz niżej
tylko wróble wesoło baraszkują w słomie
dłubiąc w nieczystościach
w czarnej ziemi
środkiem drogi szczury przemykają cicho
obok żebrak wtulił głowę w rozwarte kolana
osłania twarz od wiatru i skostniałe dłonie
głodny
wyczerpany
oczekuje nocy
jedynej twierdzy zapomnienia
bo w śnie życie nie boli
jest najpiękniejszym stadium człowieka
____________________________
HÖLDERLIN ROZMAWIA Z HEGLEM
Patrząc z drzewa czasu na owoce ziemi
odgadując krwawe rany epok
i kłamstwa historii
boję się celów wybranych przed chwilą
boję się popartych świadomie idei
czy prawdą jest to wszystko co niesie intelekt?
ślepa pewność wiedzy?
schlebianie przeszłości?
boję się skazy przodków tkwiącej w mym umyśle
boję się zwiastowań
przewidywań wszystkich
przeczuwam okaleczone niebo ostrą łyżwą stali
wnętrzności wszechświata wytrącone z orbit
widzę pięści synów wzniesione wysoko
grożące tym co wolność zamienili w piekło
zagubieni w laboratoriach utopii
poddawani próbom doktryn
stajemy się głusi na chaos
przemoc jest kresem przemian
i tylko śmierć kroczy naprzód
____________________________
ROZMOWA Z KANTEM
Nie martw się o jutro
i tak cię przechytrzy
jesteś przecież ofiarą przemijania
upodli cię za szlachetne czyny
wydrwi twoją miłość
ukrzyżuje za miłosierdzie
z bliźnich uczyni narzędzie zbrodni
by złamać w tobie współczujące serce
wystawi na pośmiewisko tym
którzy nad tobą mają władzę
zostawi na pustyni kłamstw
gdzie jedyną oazą jest cud
ale te zdarzają się rzadko
i tylko pod postacią bogów
lub ich wybranych synów
więc głoś jak nawiedzony
NIEBO GWIAŹDZISTE NADE MNĄ
PRAWO MORALNE WE MNIE
to właśnie za tą herezję cię ukamieniują
czyż nie tak traktuje się wybranych
____________________________
LIST DO ROBESPIERRE'A
Maksim
przecież jeśli zechcę też będę zabijał
jestem poetą
potrafię otumanić tłum
zmienić się w skorpiona
zwabiać kośćmi psy
skracać je o głowę jeśli zaczną wyć
ujadaniem przekształcać prawo dżungli w szlachetne idee
lecz po co mi tron
wieża
mroczny znak tarota
wolę ślepą żądzę zmieniać w światło wiedzy
odrywać się od ciemnej rzeki
zbrodniczych instynktów
czystą kroplą deszczu spadać
i użyźniać ziemię
jak pielgrzym iść przez świat
pomnażać
____________________________
SUMIENIE
Jak wytłumaczysz niebo dręczone wybuchami
jak wytłumaczysz rzekę ludzkich głów na rzece
oskarżamy przeszłość i znów do niej wracamy
przemoc nie jest bramą
głowy zatknięte na żerdziach nie przyniosą wolności
to nie jest "Święty Związek''
to zbiorowy mord
przestań się skradać na palcach
krzycz
jesteś poetą
trzeba chronić życie
____________________________
HÖLDERLIN OCZEKUJE WILHELMINY
W powietrzu mdleje zapach lata
osuwa się ciężko na konary drzew
wzgórze pokrywa się czerwienią
tłusta zieleń ciemnieje
cień chmury pełznie jak skarabeusz
właśnie skończył wiersz
otwiera okno
zatrzymuje oczy na najwyższej wieży
znów jest sobą
zamyślony
pełen wędrówek
ociera się o mury
krzaki winogron
znajome twarze
godny przyjąć w siebie cały ból dziejów
niespełnione idee
jeszcze tylko Wilhelmina otoczy go szalem
zniknie w fałdach sukni jak w pomarańczarni
zaśnie bladożółty blisko jej twarzy
zapomni się raz jeszcze
____________________________
NOC KOCHANKÓW
Teraz wiesz już wszystko
gdy kosz trocin krwią nasiąka
a głowa jak kamień spada
w głuchą otchłań przerażenia
dla nich to tylko widowisko
głowa żebraka czy Dantona
teraz wiesz już wszystko co znaczą
przemoc
despotyzm
ludobójstwo
jak łatwo wytrzeć ostrze gilotyny
ubroczone krwią króla
tymczasem wody Neckaru zielone od alg
miasto jak żaglowiec śpi znużone
szumią dni jak morze
Grecja wynurza się z mgły
lecz jest to tylko chwila
Wilhelmino
czy moja obecność jest ci bliska
zostań dzisiaj dłużej
otwórz naszą księgę na ostatniej stronie
niech połączą nas brzegi rzeki -
skrajny głód ramion
jesteś tą jedyną, która leczy rany
____________________________
ODCZYT
Za każdym razem gdy próbujemy odgadnąć kim naprawdę jesteśmy
stajemy się bezradni
przeraża nas niemoc osiągnięcia dobra
i walka dobra ze złem
za każdym razem gdy przystępujemy do walki
w imię samozachowania człowieka
odnajdujemy tylko szczątki
resztki człowieczeństwa
które obnażają prawdę o nas samych
że jesteśmy już poprzez samą walkę
bez względu na to
w imię jakich wzniosłych celów
tacy sami jak ci lub to z czym walczymy
dlatego zawsze jesteśmy pokonani
i tylko jakaś większa określona całość
na przestrzeni czasu
stawia nam pomnik z kilku słów lub zdań
wyrażających się o nas dobrze
wraz z kartą usprawiedliwienia - jesteśmy tylko ludźmi
ale to nie odkupi naszych win
błędów, wypaczeń
samozwańczych idei urzeczywistnianych krwią
jakby bezsensem było żyć
absurdem rodzić
przypisując Bogu okrutne znaczenie
staczamy się coraz bardziej w mroczne warstwy zła
nieustannie dążąc ku unicestwieniu
____________________________
Z WIECZORNEJ MEDYTACJI
Skrzypce wiatru zawodzą w żółtych barwach liści
jakby chciały jesień uwiecznić na drzewach
a one na przekór szumią swoją pieśń
że wszystko przemija
że wszystko odchodzi
więc zostań tak w oknie
nie wytężaj słów
przeszłość dawno stracona
i nie ma historii
jest tylko to co w tobie nagromadził czas
i to że człowiek nigdy nic nie może
i że w każdym życiu jest dobro i zło
huragany dziejów niczego nie zmienią
graj więc,
kołysz jeszcze
zatrzyj wszystkie ślady
dowody win i zasług
prawdy i nieprawdy
nie ma żadnej zbrodni i sprawiedliwości
są tylko granice ludzkich możliwości
____________________________
WILHELMINA PISZE LIST DO HÖLERLINA
Powiedziałeś wtedy że kwiat można rodzić
byłeś bliski prawdy i blisko mnie
czułość spadała jak deszcz w moje oczy
poczułam ciepło idące od stóp
uwolniłeś mnie wargami z mroków samotności
opadł zmierzch
dziecko szeptało wgłębi mnie
- chcę mieć ojca
____________________________
PORÓD
Wilhelmina ukradkiem patrzy na lekarza
nie
nie wstydzę się tej hańby
krzyczy głośno
oddycha coraz szybciej
powoli głowa dziecka wyłania się boleśnie
lekarz ma ręce pełne miłości
unosi ciało dziewczynki i podaje matce
nie będzie nigdy wolna
mówi szeptem
ta ziemia nie chroni kobiet
tylko je obarcza
____________________________
W ALTANIE
Höld
kochaj
tu nikt nie usłyszy
słońce czeka w wąskiej rozpadlinie ud
zmień mnie w palenisko
płonący bukiet róż
chodź
jestem twoja
____________________________
PO BITWIE
Zmasakrowana noc już nie oddycha
jedynie jęk ludzi donosi o tragedii
miasto z otwartymi wąwozami żył tępych ulic
odgraża się niebu ostrym płomieniem
poeta zamknął oczy
wie
trzeba wierzyć
zachować łagodność
odtrącić złe myśli
nie mylić dnia z nocą
życia z piekłem
człowieka ze zwierzęciem
____________________________
ROZSTANIE Z SUSETTE
Naprężyć mięśnie po szkielet
niech dusza zatrzeszczy w kościach
odczekać twoje kroki na schodach
odsłuchać cichy stukot
skurczyć tak mózg
by rozsypała się ostatnia myśl
nie wyciągaj ręki
kształtu nie odtworzysz
a więc nic już nie można ucieleśnić
komu teraz powierzyć czułe tajemnice
szeptane nocą przy oknie
jak zmienić siebie w zimny głaz
nieczuły na wszystko
siła
obojętnością
cóż to jest
kiedy ręce i usta drżą
____________________________
TAJNY WYKŁAD
Cóż mogą wykłady
drobne waśnie
sterty papieru
które zapalą ale nie obalą mocarstw
natomiast wojna jest zdradą wobec człowieczeństwa
kto uzyska wolność krwawą jak ta
utraci sumienie
mimo ideałów jakie w sobie nosi
spójrz
Napoleon morduje Europę
bądź sobie poetą
filozofem
lecz nie pragnij krwi
na krew pada zawsze cień władzy
prawo tłumu nie zawsze jest święte
____________________________
NOCNE PODSZEPTY
Krwawe zamieszki
rewolucje
traktaty o wolności
myśli przesycone Grecją
a tu jeszcze skrzypce
daleki fletu głos
bolesny ucisk w głowie
i samotność która wyłazi z wszystkich zakamarków
na czyich kolanach złożysz teraz głowę
łagodne palce nie uciszą bólu w skroniach
nie ma już Diotymy
jesteś sam
bo świat nie cierpi Bogów jak ty ludzi
teraz kiedy utraciłeś wszystko
ją
nawet siebie
możesz się bronić
zamykać drzwi
okna
obłęd to klasztor
z tobą czy bez ciebie
ten świat się nie zmieni
____________________________
OPIS NOCY
Drzwi ogrodu zamknięte
zgasły nawet światła
zdeptany orzech roznosi gorzki zapach
pod bramą psy samotne skamlą cicho
jak ja szukają wejścia do świątyni
lecz tylko cień żebraczy starych drzew
nadłamana gałąź bzu, która usycha
a więc wycofać się ku racjonalnemu światu
na gwiazdy tylko spojrzeć w czas wieczoru
pod osłoną nocy zgłębić tajemnicę znaków
ich przesłanie, że miłość niszczy i zabija
o sarny idźcie w las mruczeć swoje pieśni
z ptakami na grzbietach uchodźcie w doliny
gdzie strumienie na brzegach rozsiewają kwiaty
a nagie dziewczyny unoszą je w ustach
by kusić rozpalone oczy mężczyzn
tęskno mi do domu
do ciemnego lasu
do dymu z komina i zapachu pieca
lustra w którym naga otwierałaś ciało
szukając ukradkiem moich oczu
____________________________
POTAJEMNA SCHADZKA
Przyrzeknij że wrócisz
inaczej nie odejdę
będę stała tak w oknie aż mnie wchłonie noc
ta zdradliwa
nieprzejednana noc - tęsknota
niepohamowany głód
bezbronny stwórca nadziei
pogromca lodowatych gór
płonąca żagiew pośród cieni
zabija mnie bezradność
lęk przed przepowiednią
że mogę cię utracić
bo nie mam odwagi iść za tobą
w brew sobie
ludziom
Bogu
nie umiem
nie umiem
____________________________
LIST DO HÖLDERLINA
Moja epoka jest taka sama jak twoja
z wszystkich cnót pozostało milczenie
zdobi ją tylko przemalowany tynk
na którym wietrzeją nowe hasła
moja Tybinga to samotność
jedyny azyl dla wariatów
zarażonych wolnością
dzisiaj to już tylko zaśniedziały kandelabr
któremu nie zostało nic prócz blasku wokół
____________________________
TĘSKNOTA
Liście krzewu przybrały kolor twoich włosów
słyszę Henriego
niesie szklankę z wodą
idziesz za nim dźwigając wiklinowy kosz
pełen żywych kwiatów
sadziłaś je w zeszłym roku przy progu altany
szeptem by nikt nie usłyszał czytałem ci wiersz
byłaś przerażona
powiedziałaś - nie
zaciskając dłoń na mojej
matka wciąż się martwi
pisze że Rika rodzi dziecko
a mnie znów niesie w świat
nigdy nie będę pastorem
za bardzo cię kocham
mówią że umarłaś
ale ja nie wierzę
przecież to tylko jesień
prawda - jesień
strąca liście z drzew
____________________________
NA DRODZE DO BORDEAUX
Nie sądziłem, że cię jeszcze kiedyś spotkam
tu w tym mroźnym poranku
rozpalonym do białości śniegu
w paśmie roziskrzonych gór
gdzie bezsilne drzewa pękają od mrozu
a ochrypły głos rozpaczy niesie wiatr w doliny
za tobą Paryż
upadły sztandar rewolucji
atrapa wolności żądna krwi
tłum ślepców bez nadziei
bez ludzkich odruchów
cienie szpiegów idące wciąż za twoim cieniem
strach, który powoli zamienia się w obłęd
może jesteś ostatnią ofiarą, która uszła z życiem
by umrzeć w poniżeniu
w zapomnieniu
jak każda bezimienna ofiara
która brzydzi się fałszem i przemocą
gwałtem zadanym bezbronnemu
skrajna rozpacz nigdy nie znajduje drugiego człowieka
raczej prześmiewców
podżegaczy
lecz i mnie też tutaj witają tylko zaspy
bezwietrzna surowa architektura Tatr
szum strumienia
groźba lawin
porażający krzyk skał
SCARDANELLI !!!
SCARDANELLI !!!
SCARDANELLI !!!
____________________________
OSTATNI LIST SUSETTY DO HÖLDERLINA
Nie wiem
co bardziej kocham
ciebie
czy tę ostatnią chwilę życia
włosy nabrały koloru skóry
nawet serce inaczej drży
gdy ktoś otwiera okno
a ja myślę, że to noc wkrada się
posłuszna śmierci
i zbiera gwiazdy
ostatnie płomyki
z okiennic nieba
____________________________
LIST DO SINCLAIRA
Jesteśmy jak bieguny
na dwóch krańcach świata
ty z tą swoją wiecznie obandażowaną głową
pełną trosk
burzliwych rewolucji
krwawych przemian
które prócz chaosu nic nie wnoszą
ja - bez dłoni
bo mi pióro wypiło palce do krwi
cichnie zmęczone serce
i głos lutni umiera w głuchym wnętrzu
czyż nie tak świat umiera
gdy go Bóg opuści ?
a wszystko przez samotność
moją
twoją
i to życie
które musimy godzić
____________________________
MUSZĘ Z KIMŚ POROZMAWIAĆ
Höld
Oświęcim trwa
Hitler wciąż podpisuje nowe wyroki
właśnie znaleziono martwe noworodki
w pojemnikach na śmieci
nocą rygluję drzwi i okna
z nikim nie rozmawiam
czasem myślę, że mój cień jest cieniem zdrajcy
w kalendarzu mam zapisane
dziś kolejna rocznica wyzwolenia
nastał pokój
ostatnie oddziały wycofują się do koszar
ludzie świętują
na ścianach hasła
"Stworzymy świat wysokich kultur
szczęśliwych narodów"
siedzę skulony za fotelem
ściskam w dłoni nóż
pod oknem panika
wybuchła bomba z ulotkami
nie wiem czego rządać
od siebie
od ludzi
nie wiem komu ufać
za ścianą kaszle starzec
wczoraj kilku mężczyzn zgwałciło mu żonę
znaleziono ich rano wykastrowanych
z milczącym krzykiem w oczach
nie wiem czy za zbrodnie trzeba płacić krwią
ale czy sprawiedliwość musi być tak okrutna
____________________________
ZWĄTPIENIE
Więc istniejemy tylko po to żeby umrzeć
natchnienie ginie wraz z przemocą
poezja blednie jak strumień wraz z nadejściem nocy
i znów stajemy się niewolnikami ludzkich pragnień
wykonawcami morderstw
katami najbliższych
czyż ja nie jestem ofiarą ludzkich intryg
po co było trawić morza lamp
uczyć się światła na pamięć
słuchać przewodniej gwiazdy zakłamanych
która prowadzi tylko na bezdroża
ślepe dukty
mielizny
skąd horyzont drwi i mami
bezradny
opuszczam ręce
to za czym biegłem nieustannie
próbując nadać życiu jakiś sens
umarło
spłynęło wraz z krwią na paryskim bruku
przetopiony na szkło
przyglądam się sobie do czysta
z walizką pełną słów wybiegam na ulicę
weźcie to sobie
weźcie
____________________________
ŚMERĆ SUSETTY
Dane ci tylko milczeć
ukryć w dłoniach twarz
gdy w jej oczach coraz bardziej
pogłębia się mrok
jak uciszyć serce
powstrzymać potok krwi
palący ból w skroniach
a słońce liże suknie okien
dobiera się do nóg stołu
biegnie oszalałe w stronę ścian
przekreśla dzień wczorajszy
i zastyga na półce pełnej książek
jeszcze drży suknia w blasku świec
cień jak uśmiech przesuwa się po jej twarzy
i zamiera niczym roztopiony wosk
ostatnie stadium nocy
____________________________
POWRÓT Z PARYŻA
Byłem zgorszony wszystkim
zaciskałem pięści
jaka była we mnie litość - żadna
być może nie rozumiem nic
nawet siebie
może oczy są tylko zimnym
i nieczułym lustrem
w którym czas skupił zbrodnie
kłamstwa wielkich mówców
nadzieje poddanych
cierpienie tych co na krzyżu
już nie pytam
pośpiesznie zmieniam buty
chwytam tobołek pełen wierszy
szlachetnych rupieci
manuskryptów
oszukany prostuję plecy
opuszczam garderobę
teatr z fałszywego złota
umykam klatce
ekstrawaganckiej scenie z ornamentów
widowisk bez pokrycia
nie chcę być ofiarą przybitą do krzyża
naiwnym wykonawcą ludzkich żądz
nie chcę uczestniczyć
w okrutnej pantomimie gestów
____________________________
PIERWSZY ATAK
Drżąc kaleczysz się o niewidzialny mur
modlisz się do twardej ściany
która nie zmięknie nawet od czułego dotyku kobiety
zachłannie otwierasz puste źrenice
krzyk jak rozdarta wzdłuż struna
dotykasz czołem podłogi
uderzasz
znów ściana
i ta zimna natrętna ciemność
kiedy przyjdzie ten odpływ
kiedy ?
____________________________
WYROCZNIA
Na roziskrzonej tafli nieba
księżyc z wiecznością bawią się gwiazdami
jak w grze w kości zmieniają układ planet
a ty rozpaczliwie mieszasz karty
rozkładasz TAROTA
szukasz wśród symboli ostatecznej prawdy
źródła przeznaczenia
emocji które są początkiem wrażeń
i wykresem drogi dalszych przeżyć
lecz czy treść przepowiedni zmieni prawdę
rozpacz nie uciszy bólu
GŁUPIEC odnajdzie tylko GŁUPCA
i roztrzaska maski które tworzył z takim trudem
musi runąć WIEŻA
lustro w oknach nie zastąpi szyb
a ich magia nie zastąpi świata
pozostań nagi
bez poezji
sprawiedliwych rewolucji
wyimaginowanych prawd o Bogu
historii ziemi
genealogii piasku
RYDWAN także odsłoni tylko dalszą drogę
która cię wzbogaci i doświadczy
to słońce co dzień wstając rządzi światem cieni
tylko ja ci zostałam JA SAMOTNOŚĆ
____________________________
Z NADEJŚCIEM NOCY
I znów zostałeś sam
oparty o drzewo słuchasz szumu liści
to jeszcze nie koniec
to wróci nie raz
nienawiść innych ludzi
zemsta wrogów
ostry nóż zdrady
zazdrość - ta dopiero może
bo nie ma spokoju na tym świecie
nie ma ukojenia w tym życiu
dla pewności przysięgnij jeszcze raz
nie będzie odwetu
przyjaźnie spojrzysz w oczy tym
którzy za sobą zostawili powalone lasy
zgliszcza miast
tylko śmierć Susetty .....
ona jedna boli
ale co tam
niech myślą że jesteś obłąkany
jesień kasztany rzuca ci pod nogi
będziesz układał je na oknie
rozmawiał z nimi jak z kimś bliskim
dotykał ich owalnych kształtów
rudych jak jej włosy
noc przekreśli w oknie wszystkie twarze
twoją też zapomni.
____________________________
LIST KSIĘŻNICZKI AUGUSTY DO SIOSTRY MARIANNY
Jak ociemniały Odys
szukał po omacku drogi do Itaki
zagubiony pośród książek
w labiryncie słów i idei
ale cóż mogą znaczyć słowa;
wolność
sprawiedliwość
gdy cały świat jak rozstrojony fortepian
gra fałszywie
ucieczka w obłęd
ostatnia łódź ratunku jeszcze go kołysze
lecz nie przyniesie ocalenia
jak z nad przepaści krzyczy niemo
on bibliotekarius
lecz tylko srebrne loki
cienkie żyłki włosów
bez krwi
jakby mu ją wyssano
nie istniał już wtedy
zaszczuty sforą szpiegów
zdrajców
podżegaczy
biedny Hölderlin
zgarbiony
upiorny duch tamtej epoki
wyrzekłam się obłąkanego
który nic już nie czuł
nieświadomy mnie i siebie
czy mogłam go pokochać ?
a jednak .....
____________________________
KOLEJNY ATAK
Deptanie szkła
jakby to była rozkosz
pękająca śmierć martwych przedmiotów
nieustanny
histeryczny śmiech
w brzęku szklanej muzyki
i mój krzyk na widok krwi
____________________________
Z WIEŻY TYBIŃSKIEJ
Jesteś jak gwiazda skłócona z moim życiem
zająłeś mi wiele godzin poeto
skąd ta cierpliwość
skąd ta ślepa wiara
a może w tym tkwi źródło mojego przetrwania
siła wiążąca mnie ze wszystkim
słowo
znikomość ludzkiego piękna
gdy wszystko inne zaprzecza
może to dzięki tobie trwam w tej uwięzi przegranej epoki
może
przyjdź
rwij mnie od wewnątrz
tylko przez ból odradza się w nas człowiek
zająłeś mi wiele godzin poeto
wiele życia
dobrniemy jakoś - prawda
dobrniemy
____________________________
ŻEGNAJ HÖLDERLINIE
Tybinga śpi
pies pod wieżą czuwa
obchodzi wokół budę jak ty pokój
emigrować w siebie
tak - życie jest więzieniem
gdy już wszyscy bliscy umarli
odeszli
i to co odległe poszło w zapomnienie
więc po co ta materia
ciężar wszystkich ksiąg
z wielkim narażaniem przemycanie Kanta
cóż dają drobne waśnie
kłótnie na uczelniach
które zapalą
ale nie obalą mocarstw
iść tropem wielkich
zagubionych
zaginionych
to przecież szaleństwo
w końcu i ty przepadniesz bez wieści
____________________________
PRZESŁANIE ŚMIERCI
Oni ci nigdy nie wybaczą pojednania z Bogiem
wysp o których śniłeś
morza z którego wyrastała twoja Grecja
oczu w których kobiety składały pocałunki
widząc tylko ciebie
oni ci tego nie wybaczą
zeschłych liści w które tchnąłeś życie
głosu skrzypiec
spacerów wzdłuż Renu
miłości dla której poświęciłeś wszystko
nie ma już "Krainy Łagodności"
straciła swą moc
nieśmiertelność umarła z braku słowa
bełkot uwolnił swą tajemną moc
koniec wieku - mówi mroczna twarz tarota
spójrz - wycinają ukochany sad
stanie tu hurtownia piwa i seks-szop
widziałem wczoraj Elizę pozującą nago do zdjęć
zastanawia się czy nie zagrać w porno-filmie
____________________________
OSTATNI WIERSZ HÖLDERLINA Z WIEŻY TYBIŃSKIEJ
Przeniosłem się tu z lampą i ogrodem
wilgotne mury są moją ostoją
jak ściany grobowca
nie jestem wcale lżejszy
to złudzenie
że każda neutralność pozbawia uczuć
wykonałem rozkaz opuszczenia statku
baszty nie są tak przerażające jak wasze morze
więc tańczcie
pokolenie głodne wszystkiego nie zna umiaru
na dnie jest zawsze najsilniejszy jad
więc pijcie
obnażajcie swój cel
delikatnych praw człowieka i chwytów dżungli
wygłuszcie wszystkie ściany
zaryglujcie okna i drzwi
jeśli mam być wyklęty
niech będzie to więzienie
____________________________
POD MIKROSKOPEM
Może to, czego tak uparcie szukałeś
przez całe swoje życie
to ta zwykła codzienna
bezinteresowna dobroć
wierne dłonie Lotty
które kocem otulały twoje chore ciało
ciepło jakim uśnieżała twą spuchniętą twarz
cierpliwość z jaką słuchała fortepianu
wygasających dźwięków fletu uchodzącego życia
słowa, które powtarzała w porze modlitwy
których sam ją kiedyś nauczałeś
kiedy była dzieckiem;
"Gdybym stworzył dzieło
najdoskonalsze na świecie
wiersz wznioślejszy od biblii
a miłości w sercu bym nie miał
kim bym był Lotto ...?
kim ?
byłbym nikim"
____________________________
ŚMIERĆ MATKI
Spójrz
słoneczniki zasłoniły furtkę
wiszą na płocie jak stare wysłużone kapelusze
słońce świeci
dzień umyka a tyle jest jeszcze do zrobienia
poćwiartować miasto
odcedzić wino
kawa się kończy
i papier na listy
ustał wiatr
znieruchomiały drzewa
trzeba coś przedsięwziąć
rozpalić w piecu
zagotować wodę
a tu jeszcze tyle jabłek w sadzie
takie jak lubisz złotoszare
śpij spokojnie
będę przy tobie czuwał
usiądę tu obok przy kominku
opowiem ci o Grecji
braterstwie między narodami
o przyszłej demokracji
o tym jak ludzie będą się szanować
tylko śpij spokojnie
oswajaj się z milczeniem
z Bogiem który stoi w progu
i patrzy
____________________________
OSTATNIA AUDIENCJA W POKOJU HÖLDERLINA
Przechytrzyłeś nas trochę Höld
żyłeś zbyt długo
wreszcie zlitował się nad tobą Bóg
no i stało się
jest świt i jesteś sam
ostatnia kobieta w twoim życiu
krząta się nad tobą
dobry wujaszek Höld
wiesz jak to śmiesznie brzmi ?
tak się schodzi ze sceny wujaszku Höld
i będzie tak przez wieki
ominęły cię francuskie gilotyny
niemieckie krematoria
w co ty wierzyłeś
że świat można zmienić ?
tu się przepowiada nową Hiroszimę
i planuje getta na którejś z planet
nie zmienisz biegu historii
natury człowieka
zawsze występuje przeciw człowiekowi
milczy flet
znów pękają kasztany na oknie
z zadziwiającą namiętnością czytam list Susetty
księżyc jak ostatnia pieczęć zatrzaskuje wieko
czas odejść i pozwolić działać nocy
nie bój się
to tylko deszcz dudni
oczyszcza kamienie
i znika bezimiennie w zapomnienia studni
____________________________
MEDIUM PRZEMAWIA GŁOSEM HÖLDERLINA
Nie ufaj potęgom epok
ich duch zawsze macza palce we krwi
stosy wciąż płoną
odkąd istnieje słowo - wolność
stań twarzą twarz z historią
znajdziesz tylko groby
i brzęk złota tych co stali z tyłu
lub wznosząc pochodnie wskazywali drogę tym
co w zaciśniętych ustach nieśli gniew
a jedyną ich żądzą była władza
____________________________
EPITAFIUM
Za chwilę Lotta zgasi świecę
da znak do wymarszu
karawan zniknie w strugach deszczu
ulży ziemi gdy wejdziesz w nią cicho
bez oporu
tak umierają poeci
bezszelestnie i niemo
jak gdyby nie istnieli
bo czyż jeszcze istnieją
gdy tylko księżyc jest ich domem
nieznane planety
milczysz
a przecież to nam pozostała
ta ciemniejsza strona życia - życie
z którym musimy się uporać
mówiłeś - nie bądź nigdy wzniosły
masz być tylko człowiekiem
nie odwracaj się od spraw ludzkich
i od ludzi
nie przekonuj nikogo, że już wszystko wiesz
jeśli nie straciłeś kogoś bliskiego
naprawiaj tylko zło, które sam czynisz
wybaczaj innym
życie samo przyniesie ci odpowiedź
to co odkrywasz winno służyć wszystkim
nie spekuluj bo staniesz się fałszywy
tylko czystość jest czysta
____________________________
OSTATNIA PODRÓŻ
Próbowałeś otworzyć ściany Krzykiem
bo prawda umiera z wielkimi
a kłamstwa rodzą się w największym tłumie
chciałeś zdążyć
ocalić ostatni bastion ginącego świata
mały przyczółek dla twych złotych myśli
by ludzkość mogła znaleźć drogę do ludzkości
lecz kaci nie mają serca
nie czują jego skrytych marzeń
mają jeden klucz do wszystkich drzwi - egzekucyjny mur
to dlatego każde uległe pokornie odchodzi przechrzczone
a ich spadkobiercy tworzą w muzeach
nowe interpretacje starych dzieł
lecz historia się broni
więc walą
walą w drzwi by zagłuszyć
zdmuchnąć ostatni ogarek prawdy który jeszcze tli się
lecz już cię nie skrępują
nie uprowadzą
nie zakneblują ust
nie złamią twej dumy łomem bezkarności wieku
mogą tylko patrzeć jak wymykasz się im z rąk
gdy niebo szarzeje a miasto pogrąża się w ciemności
i twarde bryły ziemi uderzają w trumnę
nad którą czarny krzyż potwierdza regułę
że nie ma zwycięzców ani pokonanych
że nad każdym czuwa taka sama ciemność
____________________________
EPILOG
NAD GROBEM HÖLDERLINA
Próbuję sobie wyobrazić piwnice wykute w granicie
resztki winorośli
skałę na której stałeś patrząc w wodę
brama pachnie winem parują kamienie
kasztanowce rzucają wątły cień
młode podparte palikami usychają w słońcu
chmury jak barany przysiadły na kominach
muszę się wzruszyć
by pokochać to miejsce
most
pruski mur
Neckar wystąpił
spłynęła część ogrodzenia
łby końskie
oczy wołające o brzeg
ludzie jak splątane trawy
ojciec umarł
nie płacz
zmów pacierz
śmierć jest czymś zwyczajnym
każdego dnia umierają ludzie
jutro odwiedzimy Jaskinię Urlyka
poczytaj Bitwę Hermana
niespokojne sny
śliwkowe wzgórza łakomie wchodzą ci do oczu
zrywasz się
to matka tuli Rikę by zasnęła
obudź się
Bóg wzywa
dzwonią już na modły
Luiza w ogrodzie wypatruje gońca
czas kręcić loki
pisać hymny
wali się epoka
co silniejsze
nagie pochyłości
czy obfite w krew barykady
marzysz o wolności
nocą drżą gilotyny
brzuchy ryb opite krwią
Wilhelmina odkłada książkę
kołysze się cicho
wyłania z ciemnej sukni radosną poświatę
czy musiałeś odejść
dla słów
dla wolności
niosąc śmieszny atut
wiersze
Hyperiona
jakie to naiwne
jak cała epoka
jak sny Robespierrea
jak sny Napoleona
ulice Paryża pełne krwawych ofiar
ołtarze gilotyn wzniesione przez pogan
pijanych strażników wielkiej rewolucji
spadkobierców tradycji Świętej Inkwizycji
tu śmierć jest inna
nieludzka
bezdomna
bezdomny jest człowiek
bezdomna jest wiara
Susette gdzie jesteś
altano i ogród
słoneczna dolino gdzie mi się wymknęłaś
odchodzą przyjaciele
zawodzi historia
poeto
bibliotekarzu
kim ty byłeś jeszcze
cóż dały huczne krzyki
w zajazdach
uczelniach
Hegl tyje
kant kruszeje
przestał wszystkich wzruszać
oto idą dzieje wokół twej Tybingi
spiralą się skradają do okna na wieżę
już cię osaczyły
już im nie uciekniesz
płochym urojeniom
myślom obłąkanym
dwa wieki upłyną
przejdą nowe wojny
nowe rewolucje
a wraz z nimi przemoc
tak samo brzmią pieśni bohaterskich czynów
i wciąż się zabija dla jakiejś idei
żegnaj
muszę odejść
wciąż ważą się losy
i kruszeją mury między narodami
wracam jak z podziemia
i z wewnętrznej troski
drzwi Tybingi otwarte
Bastylia zburzona
|
|
|
|
Komentowanie niedozwolone dla anonimowego użytkownika, proszę się zarejestrować |
|
Re: NIEZNANA WERSJA HÖLDERLINA /tom poezji/ * * * przez karobi dnia 22-08-2007 o godz. 02:05:32 | owa trzecia postać wydaje mi się za prosta. zbyt dosłowna, zbyt mało ciekawa. zbyt mało szalona. u hölderlina czuć coś wykraczającego poza normę, ból nieprzeciętny. brak skóry mimo zuchwałości.
inna sprawa - bakuje mi nazwiska tłumacza pod mottem. zwłaszcza że chodzi o tak trudnego do przełożenia autora. |
|
|
| |
Portal Literacki - Fabrica Librorum 1998-2011 poczta małpiatka portalliteracki.pl Publikowane teksty są własnością ich autorów. Kopiowanie, powielanie, odtwarzanie publiczne bez zezwolenia jest zabronione. |
Reklama w Portalu Literackim
|
|