Nowe recenzje
· GRZECHY JOANNY, Marat Joanna, Wydawnictwo Replika, recenzent: Hyla Bogumiła· ZŁOCISTA DOLINA, Walczak J. Iwona, Wydawnictwo Replika, recenzent: Hyla Bogumiła· MASTERTON. OPOWIADANIA. TWARZĄ W TWARZ Z PISARZEM, Masterton Graham. Cichowlas Robert, Pocztarek Piotr, Albatros, recenzent: Lipski Bartosz· SATYNOWY MAGIK, Łysiak Waldemar, Wydawnictwo Nobilis, recenzent: Solecki Tadeusz· NIEUGIĘTY, Millar Sam, Wydawnictwo Replika, recenzent: Stolarz Iwona· APETYT NA JUTRO, Woźniak Agnieszka, Wydawnictwo Replika, recenzent: Błaszkowska Alina· EWANGELIA WEDŁUG PIŁATA, Schmitt Éric-Emmanuel, Wydawnictwo Literackie, recenzent: Solecki Tadeusz[ RECENZJE ]
Online
Aktualnie jest 44 gość(ci) i 0 użytkownik(ów) online.
Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikając tutaj
NA FORUM
 | wszystko jest do zmiany |
 | FABRYKA-NASZE MIEJSCE W KOSMOSIE |
 | Funkcja redaktora - rezygnacja umorusańca |
 | Jerzy Reuter - Izobar nie żyje |
 | CO Z RUBRYKĄ |
 | Zaproszenie na kwietniowy DACH |
 | O stronie na stronie. |
 | Fantazje Zielonogórskie 2012 - konkurs na opowiadanie |
 | Coś dla poetów i miłośników poezji |
 | Kwiecień plecień w netkulturze! |
 | Cytat z Forum |
 | Zbieramy teksty do nowego numeru Magazynu Cegła!!! |
 | Konkurs Poetycki „O Srebrne Pióro MDK” – VI edycja |
 | CHATA |
 | Dość codzienność! |
 | Zapraszamy na Świąteczny DACH |
 | Kto |
 | Ody odbite Karola Maliszewskiego |
 | Pierwsze zdanie! |
 | współpraca przy scenariuszu - za pieniądze |
 | Ankieta dotycząca czytelnictwa kryminałów |
 | Czarny Kot |
 | Rozwój osobisty medytacje terapeutyczne |
 | ID w Czasie Fantastyki |
 | Barwy, a tworzenie nastroju |
 | Nieznane teksty Tadeusza Konwickiego w |
 | Rozwój osobisty kluczem do sukcesu |
 | Co Na Scenie - Nowy Wymiar Teatru |
 | nieTUZINkowa 12-ka Netkultury |
 |
|
: Co pomyślał brodacz Allen/ Przypisek do **!
|
|
Autor: andnothingelse
CO POMYŚLAŁ BRODACZ ALLEN
Co pomyślał brodacz Allen
czytając, zadedykowaną jemu,
litanię Farlinghettiego.
Jeśli akurat nie był na peyotlu,
ani w słodkiej zen-ekstazie,
ego Ginsberga musiało wić się jak dżdżownica
łechtana patyczkiem lizaka.
Tak! "On" jest Mojżeszem swoich czasów,
inkarnacją któregoś z wielkich buddów.
Pod ciężarem mikrofonu,
zdolnego do najwymyślniejszych transmutacji,
rozstępowały się ludne audytoria
i każdy spośród zgromadzonych wiedział,
że być w zasięgu jego słowa znaczy
być wybranym, mieć w ręku złoty bilet
do Obiecanej Ziemi.
Tak! "On" jest bezdennym fraktalem,
eleacką aporią, ostatnim z ocalałych,
który w zziębniętej czynszówce
pisze wiersz o ostatnim z ocalałych,
który w zziębniętej czynszówce... etcetera.
Nie zaznałem piękniejszej, niż jego,
personifikacji miasta-grobu
i piękniejszej dystopii
pełnej Amerykańskiego Snu.
Tak! To jego zmelifikowana głowa we mnie
wbita w ołtarz ze zrecyklingowanych śmieci,
przeszywa mnie na wskroś i słyszy
wieczny wiatr, co hula na prerii
i śni nieprzytomnie pradawnego indiańskiego bożka,
uśmiech pięknej squaw.
PRZYPISEK DO "PEYOTLOWEGO POEMATU"
Żyjemy w pięciościennym pudełku panie McClure,
na każdej ze ścian znajduje się otwór.
Narkotyk jest czymś
w rodzaju wielkokalibrowej otwornicy,
którą powiększamy dziurki
tej osobliwej camera obscura
i nasze zgłodniałe płuco
brzemiennieje wtedy światłem.
Możemy wywiercić dowolną ilość dziur
wzbogacając się o nierozpoznane dotąd zmysły.
Możemy też całkowicie zniweczyć pudełko
(czyt. zaćpać się na śmierć),
cali stając się światłem.
Nie wiem czy jest to możliwe
w przypadku tego meksykańskiego kaktusa,
ale wiem, że widzę cię teraz wyraźnie
w twoim mieszkanku, gdzieś w Frisco.
Widzę, jak halucynujesz, że krzesłu
wyrosły bieguny, ściany
są wyściełane płynnym lustrem:
za oknem pochmurno, więc pokój jest biały.
Zamykam oczy i czuję tę co ty
sieć ściano-podłogo-sufitu i czuję
tę co ty wszech-
wiedzę rozchodzącą się w bezczas.
CO POMYŚLAŁ BRODACZ ALLEN
Czy wiesz. Ból brzucha
na peyotlowym odjeździe
jest somatyzacją
Świętej Trójcy.
Uśmiechasz się do bólu, do tego bólu,
kiedy słońce zachodzi żałobną stułą.
Nie wiesz, że bóg lasu,
co objawił ci się w zwidzie,
to twoje odbicie w lustrze.
|
Autor: happy
poczekaj jeszcze nie zaczęłam, mówię do śmierci ale mam na myśli życie
nie nadążam za wiosną mam w głowie jeszcze ten szelest listów
których nikt nie wysyła pocztą
odkąd fale przenikają każdą tkankę jak śmiercionośne promieniowanie
ta wystukana na tastaturze telepatia wiesz teraz nawet trawa rośnie
z dokładnością do nanosekundy, tylko po to żeby przypominać mi
o moich niezliczonych ułomnościach, i co z tego, mam ochotę tak po prostu
krzyczeć głosem jak zaz zachrypniętym od śmiechu, obejmować każde
drzewo z osobna, choćby za ich stałość której mi brak
za wiek jakiego nie osiągnę nawet w snach, czas i tak płata nam nieustanne figle
i zazdroszczę skrzypkowi na blaszanym dachu, prawdopodobnie
w niebie nikt nie wie o samolotach i wieżach zamieniających się w pył
o morzu ciskającym statki wgłąb lądu jak złożone przez chłopca okręciki z gazet
mam zamiar
wysłać jaskółkę z wiadomością do isaaca sterna
spotkamy się niebawem, miałeś rację, spłoszone kaczki
uderzające skrzydłami o jezioro brzmią podobnie jak aplaus
na placu Niebiańskiego Spokoju może nawet za chwilę
gdy słońce zajdzie jak głowa Mao
odkrywam powolność
|
Autor: atma
Nad zatoką San Francisco
widać pomarańczowe pylony mostu Golden Gate
to wspaniały przykład klasycyzującego zgeometryzowania
w stylu Art Deco
tu giną we mgle ci którzy zwątpili w program lojalnościowy
i skoczyli w estuarium wodnych pływów
uchodząc do Pacyfiku
Opustoszało w oddali miasto z różnych zakątków świata
dobiegają dźwięki z wnętrza ziemi
Siedmiu aniołów mających siedem trąb przygotowało się
aby zatrąbić
Widzę ich przez pień sekwoi wieczniezielonej
tak szybko upłynęło ponad dwa tysiące lat w morfologii
a teraz budzą się uśpieni władcy burzy
o których mówi pismo by spustoszyć doliny
sejsmolodzy to odnotują szkoda tylko
że ponowne przyjście oznacza koniec wszystkiego
co kocham
|
|
: Limeryki przedolimpijskie *+
|
|
Autor: macierzanka
Tyczkarz ambitny z Przasnysza
pragnął przeskoczyć Małysza
skakał pod chmury
aż w chmurach dziury
porobił. I strzępy wiszą.
Chodziarzowi z miasta Łodzi
biegać raczej nie uchodzi
stąd też do toalety
przymuszony, niestety,
nie pędzi - technicznie chodzi.
Ciężarowiec w Warszawie
raz uniósł w słusznej sprawie,
uniósł się gniewem.
Co dalej? Nie wiem.
Dowiem się w grudniu na sprawie.
Kulomiot z miasta Oborniki
w miotaniu świetne ma wyniki-
co miotnie działaczem,
to działacz już płacze.
Z miotania więc płacz, jęk i krzyki.
Raz skoczek do wody w Londynie
chciał błysnąć na trampolinie
i błysnął. Uśmiechem.
Gdy spadł „na dechę”.
A tylko po jednym był winie.
Raz gimnastyczka z Irkucka
utknęła w windzie, w kuckach.
I choć robiła szpagaty
nie mogła trafić do chaty,
a była jogina to wnuczka
|
Autor: unabuber
jestem twoją igraszką
przeglądasz się we mnie jak w lustrze
szukając czegoś czego nie miało prawa
być we mnie
to ja stanowię dla ciebie wyzwanie
bo przecież tyle w tobie dobra i zła
ile znajdziesz ich we mnie
bo świecisz światłem odbitym ode mnie
i to ja czynię cię dobrem
i dzięki mnie wiesz jak silna jest
twoja ciemna strona
której sam nie umiesz pokonać
więc gdy wystawiasz mnie na próbę
gdy próbujesz mnie przechytrzyć
i wyprowadzić na manowce
gdy chcesz zabrać wszystko co moje
to czym jestem potężny
to czym jestem bogaty
a ja wszystko znoszę i jestem cierpliwy
jak wobec dziecka które pastwi się
nad swoją ulubioną zabawką
to już wtedy wiesz że to
nie jest takie proste
jak sobie wyobrażasz
i że nie wystarczy umrzeć na krzyżu
aby stać się człowiekiem
|
Autor: atma
Śnienie świata przez Jasona de Cairesa Taylora
są tu mężczyźni kobiety i dzieci
oraz przedmioty codziennego użytku które w bezruchu
zastygły
Kółko graniaste symbolizuje zmienne koleje losu
rowerzysta co spadł z piedestału
pisarz siedzący przy biurku na którym maszyna
do pisania i zbiór wycinków prasowych
sięgających do 1970 roku
Może pokrył ich popiół z Pompei po wybuchu wulkanu
lub są pozostałością z zatopionych statków
wygląda na to że trwają tu od zawsze
Leżąca na wznak kobieta modli się jak Słowianie
patrzy w odległe niebo
jest zastawiony stół dzbanek i misa z owocami
prosto z obrazów flamandzkich mistrzów
rzeźby odlano z cementu piasku i fragmentów
płytek ceramicznych szkła mikrokrzemionek
by dać życie glonom które świecą
błękitnozielonym światłem w bezksiężycową noc
stają się schronieniem dla skorupiaków
mieszkańców rafy koralowej z okolic wyspy Grenada
w zatoce Moliniere pokrywają je koralowce
algi i porosty
Teraz śnią że są czującymi istotami którym trudno
oderwać wzrok przerwać duchową więź
z braćmi i siostrami z wybrzeża Meksyku
tam człowiek w ogniu pozostawia po dotknięciu
uczucie kłucia
jest też archiwum marzeń gdzie mężczyzna i jego pies
strzegą zbioru wiadomości w butelkach
w jednej z nich mój list dla przyszłych pokoleń
Czy to Disneyland dla nurków wizualizacja Atlantydy czy topos kultury mimetyczne odzwierciedlenie rzeczywistości a może tęsknota która chwyta za serce co było organem myślowym dla minionych
|
Autor: Jotek
I.
gdzie jesteś miasto rzeką na wskroś przesiąknięte
godziną dodaną naprędce do szerokości torów
po wjeździe z jednej do drugiej zony jak stężały ołów
w zamknięte okna zastuka (znad przygranicznej strefy)
kontrola co pan przemyca alkohol? sigariety?
matrioszki z Gorbaczowem wypadną z walizki
polecą głowy Lenina Stalina Chruszczowa Breżniewa
korpus straży granicznej zacznie głośno ziewać
w całym przedziale duszno oko celnika wyłapie
płyty z Chaczaturianem z miniaturami szabel
orużija nielzja nie wolno przewozić to wiemy
zaraz pójdziemy na stronę aby utkwić w przestrzeni
potem będzie po wszystkim jeszcze tylko pieczęć
w paszporcie miasto grodzi zanika i znika
II.
i jesteś miasto na wskroś przesiąknięte rzeką
bez przynależności wiecznie amorficznej w ostrym
klimacie na niezidentyfikowanej szerokości
geograficznej zbyt długo trwa postój na pustyni
wbrew wieżom nad farą co jest katedrą ad hoc
a zamek nad brzegiem Niemna zamknięty na głucho
tu traktat podpisano finis Poloniae ulicą 17 września
(datą co jednym znaczy-wyzwolenie innym -zniewolenie)
słychać obcojęzyczny gwar wstydliwe napisy tarasianką
ukryte między zaułkami podwójne jest tu wszystko
a język nabiera zbyt szorstkiej czułości
|
|
: Pochwała /felieton poety/ **+
|
|
Autor: chkargas
Nie możemy żyć bez mitów - tworzą historię.
Arystoteles przedstawiał się: Mythophilos –
to jedyna wolność, jaka nam pozostaje.
Technika mityczna jest przemyceniem prawdy.
Stąd otuchę daje świadomość, że poeci,
co, jak co, ale przynajmniej kłamać potrafią.
Zbyt dużo warstw by dokonać bajkowy striptease.
Trzeba jedynie odróżnić strawne gatunki
od szkodliwych, bowiem są też mity trujące.
Monomit wiedzie do atrofii narracji,
do zniewolenia historią, dowodzącej: jam
twoją jedyną, nie wezwiesz innych przede mną.
Polimitizm zawdzięcza jednej historii
wolność od innych przez divide et impera.
Obecnie w świecie, w którym lud wybawia siebie,
jako jedyny władca, przejściowo cieszą się
jeszcze uznaniem powołani twórcy, jako
agenci nowej mitologii do przodu.
Monomit historii postępu panuje
w sposób niedający satysfakcji, gdyż ludzie
pragną więcej mitów, ulegają czarowi
i z Goethem wołają:
idź na jasny Wschód, gdzie skronie
wiatr biblijny ci owionie –
(lubimy cytować).
Nowoczesny politeizm jest polityczny.
Kiedy absolutyzm wydalił bóstwa z nieba
na ziemię, stworzył im urzędy w instytucjach.
Jednostka potrzebuje tej dozy niedbalstwa
która wytwarza się w wyniku kolizji władz -
minimum chaosu warunkuje osobę.
Potrzebuje odczarowanego powrotu
mitów w postaci historii naukowej
i powieści – kłamstwo i estetyka w jednym.
Wszystko to nie pozostanie bez konsekwencji
także dla poezji; przyszła już chyba pora,
by zaprzestała ona swej kolaboracji
z tępym monomitem.
Koncepcja poezji, jako Mono-Logosu,
daje przewagę jedynemu rozumowi,
nie dopuszcza do głosu wielu historii.
Niech żyje wielomyśl!
Jeżeli ktoś uważa, że to relatywizm
który w końcu doprowadzi do sceptycyzmu,
odpowiem, że nie uznaję tego za zarzut.
Tu stoję i mogę stawać się wciąż czymś innym:
opowiadam niby Szeherezada, która
musi zajmująco pleść na przekór własnemu
naznaczeniu śmiercią.
Opowiadam, a więc jeszcze jestem i tworzę
historie fabularne oraz poetyckie
czy autoteliczne, a skoro mi się nie
zmarło, to pewnie żyję do dnia dzisiejszego.
|
Autor: anngoya
Dosyć już gwiazd, gwiazdeczek i celebrytów.
Wciąż trwa noc. Rośnie las i mgła na rozwietrze.
Przyjdą, nie przyjdą. Nocą gęstnieje mrok.
W końcu mu powiedziała: coś się wydarzy.
A co mogłoby się zdarzyć? Chyba tylko wojna.
I wyszedł. Zamknął drzwi. A tam mrok i mróz
Odeszła. W domu, we śnie. Niby spokojna śmierć.
Porzuciła słowa, by wejść między łąki,
gdzie wiosną sklonuje się słońce.
A gdy wybuchnie z milczenia utka wyspę
i wtedy spadnie śnieg. Rozbieli złote łąki.
Ta pieśń jest drzazgą, gdzieś w niej tkwi.
Nie cichnie, bo niby dlaczego miałaby cichnąć,
skoro strach dręczy zmęczone powieki.
Przyjdą albo nie.
Domofon milczy.
|
Autor: umorusany
1.
Domowa uroczystość, rocznica narodzin
któregoś z nas – nieważne którego
– przegryzamy słodkie ciasta
i gorycz.
Między nami unosi się wstyd
– jakby bycie rodziną polegało na
wspólnej tajemnicy, której nie potrafię
sobie przypomnieć.
2.
Wiktor nauczył się kłamać.
Patrzy w oczy i zapewnia tak gorliwie
– próbuje zmienić istotę spraw, nie wie,
jak bardzo są nieistotne względem kłamstwa.
3.
Ojciec zmienia koncepcję pochówku
(czekoladowa babka wyszła świetna!),
chce, żeby jego prochy rozsypać,
wie, że nie jest to zgodne z prawem,
ale przecież możemy oddać urzędnikom
pustą urnę – żyje pod prąd, marzy,
żeby raz mu się oddać?
4.
Narośl na kolanie zniknie, gdy przestaniesz rosnąć
– lekarz, który diagnozował, wyszedł z założenia,
że wciąż coś w nas narasta, żeby zniknąć.
|
|  |
POEZJA - najnowsze teksty
PRYWATA
Tylko zarejestrowani uzytkownicy moga sie wypowiadac w Prywacie. login lub w procentach Zarejestruj sie.
| |
Portal Literacki - Fabrica Librorum 1998-2011 poczta małpiatka portalliteracki.pl Publikowane teksty są własnością ich autorów. Kopiowanie, powielanie, odtwarzanie publiczne bez zezwolenia jest zabronione. |
Reklama w Portalu Literackim
|
|